wtorek, 31 lipca 2012

Wakacje w Bobolinie

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Siedzimy tu od soboty i jest pięknie.
Bobolin leży tuż tuż obok Dąbek, w Dąbkach są wszystkie wakacyjne atrakcje, a w Bobolinie na szczęście ich nie ma. W Dąbkach jest prześladujący mnie zielony, dmuchany krokodyl w rozmiarze XXL, w Bobolinie nie widziałam nawet całkiem malutkiego. W Dąbkach jest również Kukuruku, wodne kule, stragany z badziewiem wakacyjnym, lodami świderkami, trującymi hamburgerami i rozmrożonymi rybami zupełnie jak świeżymi. Na stojaku z pocztówkami wakacyjnymi 3D w rozmiarze A4 delfinki i papugi w rajskiej puszczy dziewiczej zgodnie stoją obok rozebranych pań i Maryi z Jezusem i z Sercem Gorejącym.
W  Bobolinie jest cisza i spokój. Nie ma tu niemal pokoi do wynajęcia, jedynie domki letniskowe, całkiem przyzwoicie wyposażone. Wyczaiłam ośrodek, w którym domki stoją na zalesionej działce i nie ściana w ścianę.
W oknach są rolety, zatem sąsiad sąsiadowi do okien nie zagląda jak nie trzeba.
Jesteśmy chyba jednak zbyt zmęczeni, żeby się tym cieszyć. Ciągle któreś jest śpiące. Mamy zamiar wstawać wcześnie i biec na plażę, póki się ludziska z domków nie wysypią, ale nic z tego, kiedy się oczy o wpół do dziesiątej otwiera.
Nie mamy do siebie cierpliwości. Jak na razie warczymy na siebie, bo każde chce odpoczywać po swojemu. Nie mamy do Kretki cierpliwości. Obiecałam jej dziś, że ją uśpię jak nie przestanie tak nieustannie rozrabiać. Popatrzyła na mnie niewinnie i zesrała się na plaży obok grajdoła pełnego malutkich dzieci. Tylko ją tłuc.
Inni wczasowicze też mają z cierpliwością problem. W czasie niewielkiego deszczu sąsiad z domku obok czytał sobie książkę w samochodzie. Oparł ją na kierownicy a cały domek oddał we władanie żony, dzieci i psa. Miał spokój, póki go córka nie wytropiła.
Większość tatusiów zaczyna dzień i każdą kolejną czynność od piwa.
Ciągle słychać dzieci i to jest miły odgłos tła. Gorzej, gdy słychać takie dialogi:
- Tata, ja chcę kupę.
- To idź do łazienki.
(...)
- Już zrobiłem!
-To zawołam mamę!
-To ja jeszcze nie zrobiłem...
Mama: -Już lecę!

czwartek, 26 lipca 2012

Nie da się

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Tych lalek awansem pofotografować.
 Nie ma jak ani kiedy. Kilka pomysłów mam, ale takie zdjęcia wymagają porządnego pomysłu i wykonania, a tu jakby się worek z gośćmi i różnymi przyziemnymi sprawami rozwiązał. Zatem jak zrobię, to zamieszczę i tyle.
Pakujemy się. Jedziemy nad morze. Alicja zostanie na straży, będzie hulała po tarasach.
Życie zrobiło się tak interesujące, że głowa mała.

wtorek, 24 lipca 2012

Się wyjaśniło

Się wyjaśniło i jest jasne co dolega Kretce. Okulista zbadał, wysłuchał i zdiagnozował autoimmunologiczne zapalenie rogówki. Lewe oko, na pierwszy rzut oka zdrowsze, jest w znacznie gorszym stanie. Kretkę czeka pewnie dożywotnie używanie sterydów i cyklosporyny, czyli cytostatyku.
I wszystkie jej dziwne dolegliwości nagle są jasne. Już wiadomo, czemu każdy najczyściejszy nawet szew chirurgiczny skutkuje ropniami, czemu głupi zastrzyk kończy się sześciotygodniowym bąblem a kąpiel w nie takim szamponie funduje psu krostkowe zapalenie skóry od nosa do ogona.
Będzie psina na sterydach teraz jechać.

Pan Mąż postanowił jednak się za przeproszeniem shabilitować. Wcale mu się nie chciało, bo to bardzo upokarzająca procedura. Jednak nie można być dożywotnio doktorem traktując naukę poważnie. Zaczął zatem od stycznia pisać książkę do owej habilitacji. Kilka dni temu postawił w niej ostatnią kropkę, zrobił bibliografię i jeden egzemplarz wydrukował sobie w kserowni.
Oprócz pisania tej mądrej książki Pan Mąż normalnie pracował i pisał różne bieżące teksty.
Tak więc o mało do krzesła nie przyrósł. Plecy już w maju ułożyły mu się w elegancki kształt żółwiego pancerza. Aby dać im nieco odetchnąć czasem podskakiwał i machał rękami.
Kiedy tak robi, to znaczy, że z bólu wytrzymać mu trudno. Wezwałam zatem na pomoc Misię.
Misia kazała się ojcu rozebrać i położyć na łóżku w sypialni, siadła mu na tyłku i zaczęła swoje czary-mary. A plecy jak sosnowa deska. Kręgosłup sztywny jako kij od szczotki. Nic elastyczności. Po czterdziestu minutach masowania skóra się zaczęła dopiero przesuwać.
Następny masaż dwa dni później odbył się na podłodze w salonie. Pan Mąż przestał jęczeć i zaczął mruczeć.
Za trzecim razem widząc dziecię w drzwiach sam z siebie wyskoczył z odzieży i legł na owczej skórze. Po pół godzinie z odcinka piersiowego kręgosłupa wydobył się cichy chrobot. 
Na to czekałam - powiedziała Misia - jak wrócę z wakacji i ty wrócisz z wakacji będziemy kontynuować. Pan Mąż tylko zamruczał.
Jest teraz znacznie milszy w dotyku.



poniedziałek, 23 lipca 2012

Poszły sobie czarne chmury

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Alicja dziś była na tomograficznym przeglądzie swego wnętrza. Świtem bladym pojechała z Tomkiem do Wieliszewa z duszą na ramieniu. Od jakiegoś czasu przebąkiwała, że zeszłoroczna operacja oznacza wyrok odroczony i takie tam inne ponurości.
Na wynik nie musiała czekać, opisano go od razu i jasno z niego wynika, że nic się nigdzie nie czai i jest jak powinno być, czyli bezrakowo.
Co bardzo nas wszystkich cieszy.
Z powodu od dawna trwającego lata i niezłego samopoczucia odstawiłam wszystkie głowęleczące tabsy i cud się stał. Ludzie, czuję radość. Ciekawość i radość.
Prawdziwą, naturalną radość, żadne chemiczne stumanienie, żadne emocje odczuwane 24 godziny po miłym fakcie, tylko zdrową radochę. 
Chce mi się! Nareszcie mi się chce: czytać, rysować, haftować, projektować i mam niebotyczną frajdę z bawienia się w głowie pomysłami. Czytam jedną książkę dziennie, obowiązki wykonują się mimochodem i bez walki wewnętrznej. Stare pisemka z obrazkami sobie oglądam mrucząc radośnie "o to bym zrobiła, ten detal fajny, a to zupełnie mi się nie podoba". Pokończyłam większość UFOków, został aby aran Alice Starmore i ten pojedzie z nami na urlop. Wspaniała alternatywa dla telewizora.
No cud letni normalnie.
Pogadam jesienią z lekarzem, czy by tych tabsów nie zmienić na mniej radościożerne.
Weekend cały był pod znakiem świętowania urodzin pewnej pani, była impreza całonocna, była afterka dla zjedzenia chilli con ciarne z frytkami, wszystko podlane sowicie stosownymi płynami. Lata całe się tak dobrze nie bawiłam, nawet sobie potańcowałam, a co.
Dziś jedziemy jeszcze z Kretką do psiego okulisty. Coś co zimą wzięłam za zaćmę okazało się wrzodem rogówki i od 5 tygodni leczone jest bez powodzenia rozmaitymi kroplami. Pies co kilka godzin przychodzi, siada przede mną na ogonie, wyciąga do mnie znacząco pysk i przypomina o kropelkach. Zegarek ma, czy jak?Wpuszczam najpierw znieczulające i włączam minutnik. Po 10 minutach zakraplam antybiotyk a po kolejnych piętnastu żel nawilżający. Ale oko jest tak samo paskudne i zmętniałe jak było. Muszka, bardzo czujna i spostrzegawcza przejęła rolę Kretkowych oczu. Rzucam piłeczkę i Muszka leci za nią wywijając puszystym ogonem, a za Muszka dopiero biegnie półślepa Kretka. 
Jak to się jednak koleżanka przydaje.
Przyjaciel domu postanowił zostać szkockim góralem. Ma już kilt i inne takie i brakuje mu skarpet. Właśnie przeczesałam zapasy wełen i Ravelry w poszukiwaniu wiadomości o tych skarpetach. Okazuje się, że nawet najbardziej szkoccy Szkoci muszą sobie te skarpety zrobić sami, bo w sklepach z ludowymi strojami mogą kupić cienkie, tandetne szkockie skarpetki dla turystów.  Na szczęście jakaś dobra Szkotka opublikowała swój projekt w Knitty. Zaprojektowała te skarpety dla własnego męża chcąc go skłonić do częstszego chodzenia w kilcie. Facet faktycznie ma ładne nogi.
Okazuje się, że warkocze na tych skarpetach wcale nie muszą być specjalnie wymyślne - tu obowiązują wzory kratkopodobne a nie dzikie, celtyckie plecionki.
Bratowa namówiła mnie na lakier hybrydowy. Zrobiłam tak i ręce i nogi.
Kobitki, to jest to. Pazury wyglądają naturalnie, a trzyma się to doskonale. Wytrzymuje i dłubanie w ogródku i zabawę patykiem z psami i ręczne pranie też. Na urlop zachciewa mi się szaleńczego błękitu na rekach. 
Odmeldowuję się, pora zrobić próbkę do tych szkockich skarpet i poprasować jedwabne krepdeszyny na wakacje.

środa, 18 lipca 2012

Bardzo lalkowy sierpień

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Lalkovo postuluje zabawę w lalkowy sierpień. To ma być zabawa fotograficzna, codziennie publikuje się tematyczne zdjęcie/zdjęcia lalek.
Oto tematy do zilustrowania lalkowym zdjęciem:



Chętnie się pobawię. Tyle, że zdjęcia z pierwszej połowy sierpnia zamieszczę po 15 sierpnia, nie umiem jeszcze pakować tu postów awansem.
Skoro to zabawa i kary nie są przewidziane, to czemu nie?