środa, 31 grudnia 2014

Bardzo przepraszam

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Bardzo przepraszam wszystkich, do których powinnam wysłać życzenia świąteczne na papierze, a nie wysłałam, napisać maila albo zrobić jeszcze coś innego. Po części winna jest temu trwająca od początku grudnia migrena, po części Poczta Polska.
Migrena tym razem nie wystraszyła się sprawdzonego leku i trwa nieprzerwanie niemal już czwarty tydzień. Jak zwykle ból głowy nie jest wielki, za to mdłości, nadwrażliwość na zapachy i dźwięki dają mi się we znaki naprawdę bardzo bardzo. Odwiedziłam w związku z tym neurologa, który dał mi jakieś nowe tabletki, które ponoć nie wejdą w dramatyczne interakcje z resztą mojej apteki. Lepiej mi było by nie czytać ulotki od tego leku, objawy uboczne są przerażające i na dodatek nie można tego ot tak odstawić jak się te objawy ujawnią. Można mianowicie i zżółknąć i wyłysieć i całkiem przestać się ruszać. A także obleźć ze skóry. Tudzież spuchnąć w miejscach rozmaitych. I łapać po kolei wszelkie infekcje wirusowe a zwłaszcza zapalenie ucha.
Co do Poczty Polskiej to ręce opadają. Nie można wysłać nawet najcieńszego listu, pocztówki ani niczego nie odstawszy pierwej paru godzin w poskręcanym ogonku do okienka. Dawniej można było kupić znaczek w kiosku albo w automacie. Teraz nie. Tylko w okienku. Personelu na poczcie coraz mniej, a ludzi w ogonku coraz więcej. Procedury nadawcze są coraz bardziej przewlekłe. Komputery raczej utrudniają je niż przyspieszają, bo i tak każdy list trzeba wpisać w jakiś zeszyt z tysiącem krateczek, a czasem nalepkę na paczkę trzeba wydrukować w kserokopiarce i przykleić na zwykły klej. Ponadto panienka z okienka ma chyba kolejne głupie polecenie odgórne i nie zwracając uwagi na kłębiący się tłum każdemu interesantowi proponuje usługi Banku Pocztowego, ubezpieczenia pocztowego albo bodaj sprzedaż Faktu czy Superaka i długopisu. 
Boszszsz, jeszcze w tym tłumie bankowe sprawy załatwiać, ktoś chyba zwariował. I to w sytuacji, gdy na każdej ulicy jest ze sto wygodnych banków z wyściełanymi fotelami, bankomatami i wpłatomatami. 
Bo oczywiście opłat pocztowych nie można załatwić kartą. To znaczy niby można, ale prowizja jest taka, że sama panienka z okienka jak o niej mówi, to oczy ma ze strachu całkiem okrągłe.
Skutek migreny i postępowania Poczty jest taki, że wolę wszystko niż tam pójść przed świętami. Nie chcę ani wąchać innych interesantów ani z niecierpliwości przebierać nogami.
Wszystkie maile napiszę, jak mnie w końcu głowa przestanie boleć.
A teraz szykuję się do Sylwestra bardzo spokojnego. Pogramy w Chińczyka, w kości, pójdziemy spać o ludzkiej porze a jutro będziemy mieć dla siebie piękny, bezludny do popołudnia dzień.

sobota, 27 grudnia 2014

Jeszcze tylko Sylwester i będzie jak zwykle.

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Od jakiegoś czasu szukam kabelka do aparatu fotograficznego. Kabel od Leiki diabeł nakrył ogonem i nie ma zdjęć. Mam wprawdzie lustrzankę i telefon  ale to nie to samo. Na blogu dobrze służyła mi Leica. Jej oryginalny kabelek kosztuje 450 złotych więc chyba sprawię sobie niemiecką podróbkę za dwie dychy.
Święta bardzo się nam udały. Do tego stopnia, że już dziś wszystkie świąteczne potrawy są doszczętnie wyjedzone. Obowiązkowe przyjmowanie i chodzenie w gości było tym razem bardzo przyjemne, niemęczące i bez żadnego przymusu. Zatem święta bez scen.
Na Sylwestra planujemy z koleżanką pograć w Chińczyka i w kości. Oraz wypić flaszkę wytrawnego Martini z bąbelkami jednym okiem patrząc w TV a jedną ręką głaszcząc psa. Oczywiście na dywanie siedząc po turecku. Jak sądzę Pan Mąż nie będzie nam towarzyszył, bo gier towarzyskich nie toleruje. Psy będą zdenerwowane, ale za to my pierwszego stycznia nie spiszemy na straty.
Nie wiem, czemu miasto jest tak strasznie puste. Dziś rano na Dolince spotkałyśmy raptem dwa psy z właścicielami. Fajnie mieć taką przestrzeń tylko dla siebie. Ostatnio taki luksus jest codziennie.
A, znalazłam w tym roku w salonie miejsce dla choinki. Nawet bez obrzydzenia ją ubrałam. W zeszłym roku nie mogłam się do tego zmusić. Przerwa w rytuale podziałała i w tym roku zrobiliśmy wszystko, co tradycja nakazuje. Tylko barszczu pierwszy raz nie gotowałam. Tak jak wszyscy inni sięgnęłam po barszcz Krakusa z kartonika. Aż szkoda, że nie wolno nam tego częściej jeść.

środa, 24 grudnia 2014

John Lennon -"Happy Xmas (War Is Over)"-Offical Video-HQ



Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Wesołych Świąt!

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Mało świątecznie jest w tym roku. Z nieba leje, Państwo Islamskie pokazuje rogi, Putin jaki jest każdy w końcu widzi. Zewsząd same złe wieści. Na plakacie w metrze pan Żebrowski życzy wszystkim świat bez scen. Dołączam się do tych życzeń. Załączam najlepszą współczesna piosenkę na świąteczny sezon. Nie wiem, czy obrazek się pokaże czy nie. Bardziej w tej chwili interesuje mnie siedząca w piecu gęś i stygnące w zlewie buraki.

https://www.youtube.com/watch?v=S84RLgnz7Rs

No tak, nie pokazał się. Trudno.

środa, 17 grudnia 2014

To już za tydzień święta?

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Ledwo zdążam ogarnąć przed południem normalne życiowe sprawy, a już jest po południu i Mikołaj podjeżdża pod nasz dom i pora gnać do aniołowego zajęcia. Kretka doskonale wie, że jedzie do pracy, a biedna Muszka zostaje sama, bo Pan Mąż zamiast jej pilnować snuje się po telewizjach informacyjnych i jako gadająca głowa informuje o sytuacji zakładniczej w Sydney, o strzelanianie w Pakistanie i o operacji Miecz. Muszka wieczorami, kiedy już wracamy nie odstępuje mnie na krok a w łóżku cierpliwie nas usypia. Bo bez psa państwo zasnąć nie umieją. Kretka, zazwyczaj sypiająca niezależnie daje się wieczorem zapakować pod kołdrę i grzeje mi stopy. Bo poza wełnianymi skarpetkami bardzo w zasypianiu pomaga przytulenie zimnych stóp do psiego, ciepłego brzuszka. A stara suka, której dokuczają bolące kości też nie ma nic przeciw piernatom. Łapy jej nie bolą, z łapami wszystko jest na razie OK, ale chyba coś ją w krzyżu łupie, bo nie wskakuje sama na fotel i czeka aż ją na ten fotel się wsadzi. Zatem z naszego łóżka zrobiło się rodzinne gniazdo. Pan Mąż, ubrany kiedyś przy okazji jakiegoś przeziębienia w skarpety do spania bardzo sobie chwali ten wynalazek. Nie chce spać bez skarpetek, bo zazwyczaj wyłażą mu spad kołdry stopy. I na te stopy wieje z zawsze otwartego okna. Były wielbiciel spanie saute teraz używa i piżamy i wełnianych skarpet. Plan na styczeń to wykonać ich ile się tylko da. Zapoznawszy się z moimi wyrobami Pan Mąż zażyczył sobie swetra. Kardiganu konkretnie. Życzenie zostało spełnione, kardigan dziergany "z głowy" bez żadnego wzoru udał się wyśmienicie. Uwzględnione zostały wszystkie życzenia Pana Męża: są i przydługie rękawy i zapięcie nieco wyżej sięgające niż w kupnych swetrach. Wykonany i przymierzony kardigan Pan Mąż znajdzie pod choinką.



Kardigan zgodny z zamówieniem. Niestety, lampa pożarła warkoczyk zrobiony wzdłuż obu przodów.


Fajny ten tweed od Rowan. Guziki tez pasują.


Aż się zadziwiłam jak równo umiem już robić na drutach. Ta dzianina jest robiona w rzędach i zeszyta. Nie widać ani rowków, ani szwów. Nabieranie oczek pod plisę tez wyszło znakomicie.



A to skarpetki podchoinkowe z włóczki Langyarn Jawoll Magic bodajże, ta włoczka jeszcze z Berlina była przywieziona, ale w e-dziewiarce jest do nabycia. Ktoś się ucieszy. 

Pofatygowałam się dziś do Skarbowego, żeby dopilnować, czy zaksięgowano wszystkie moje wpłaty. Owszem, zaksięgowano ale w niewłaściwych miesiącach. Wniosłam o sprostowanie księgowanych danych. Dobra pani w okienku z napisem PIT pokazała mi jak wypełnić tę cholerną płachtę z tysiącem rubryczek. 
I co z tego, że umiem liczyć, skoro umiem tam wypełnić tylko pole danych osobowych i pole "dochód", reszta krateczek jest dla mnie niepojęta. Oczywiście o mało nie wzięłam ze sobą szczoteczki do zębów, jakby mnie mieli zamykać za oszustwa podatkowe. Obyło się bez aresztowania, i wiem już, że składać tego PITa muszę zaraz po Nowym Roku nim na Urząd ruszy wataha PIT-owców 28. Bo jak do stresu związanego z PIT-em dojdzie stres związany z tłumem i wielogodzinnym oczekiwaniem, to mnie z tego Urzędu wprost do psychiatryka odwiozą albo od razu na cmentarz.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Hipsterska czapka.

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

W podzięce za cuda jakie na mojej głowie - i od niedawna na głowie Pana Męża czyni mój fryzjer -obiecałam mu zrobić czapkę. Pan Sebastian strzyże tak, ze wszelkie braki w owłosieniu stają się sprawą drugorzędną, a ludzie na ulicy pytają, gdzie przyjmuje ten cudotwórca. Pani dermatolog lecząca mnie z nawracającej łysiny zapisała sobie skrzętnie jego telefon. Według niej ilość włosów na mojej głowie nie pozwala na taką fryzurę, a stylista jakoś sobie poradził. Pan Mąż ostrzyżony przez niego znów ma bardzo dużo włosów.  Stylista zaznaczył, że czapka ma być z tych dłuższych. Zatem taka właśnie powstała. 


Długo myślałam nad wyborem surowca. Padło na Malabrigo Lace brane potrójnie. Otok jest zrobiony na drutach 3,5, reszta na czwórkach. Kolor Paris Night w kłębkach wyglądał dość ponuro. Koleżanka zauważyła, że trochę ten kolor przypomina majtki gimnastyczne z naszych czasów wczesnoszkolnych. Może to i prawda, ale wzięta potrójnie nitka z trzech różnych motków pokazała urok idealnego indygo. Mam już jedną czapkę z tej włóczki i nie ma nic milszego pod słońcem. Ani się nie filcuje jak wieść gminna głosiła, jest leciutkie i miłe, ale w przeciwieństwie do angory nie gubi cieniutkich włosków, które przyczepiają się do nosa i drażnią straszliwie i  to do trzeciego prania. Chyba sobie też taką czapkę zrobię. Wszystko wskazuje na to, ze utrzyma ciepłe uszy a nie zrujnuje fryzury, jaką w piątek wyczaruje mi pan Sebastian. Co do mojego wyłysienia, to szczęśliwie porastam włosem. Okazało się, że jest za nie odpowiedzialna statyna. Nie podobał mi się ten lek od dawna, nie skojarzyłam, że po odstawieniu go w ramach medycznej rebelii odzyskałam włosy. Tego lata, popędzona przez diabetyka byłam grzeczna i łykałam statynę jak dobra dziewczynka. Aż niemal wyłysiałam na czubku głowy. Trudno, może i kojfnę na serce ale z własnymi włosami. Zamiast statyny będą śledzie, pstrągi i łososie. No i makrele, halibuty  i inne takie. Pani dermatolog mówi, że to bardzo rzadki skutek uboczny. Może i rzadki, ale cholernie niemiły.

sobota, 6 grudnia 2014

Rozchorować się jak ludzie z reklamy

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Przyszedł sezon na przeziębienia i w telewizji co 15 minut widzę smarkających i kaszlących ludzi z gorączką, którym na dodatek dokuczają zatoki. Po tych biednych ludziach widać, że są chorzy. 
A ja tak nie umiem. Odkąd nie chodzę do szkoły, czyli od roku pańskiego 1999 nie mam katarów, kaszlu a jak już coś mnie dopadnie to jest niewyraźne, zawoalowane i na nijaką chorobę nie wygląda.
Ot,  robię się trochę otumaniona, no przygłupia jakaś, bez refleksu, łamie mnie w kościach i jest mi zimno. Termometr pokazuje raptem 35 stopni. No to mi zimno.
W takim stanie przyszło mi rozpocząć w tym roku sezon z Mikołajem. W odwiedzanych placówkach rozpoznajemy już wychowanków, oni nas też rozpoznają. Psy, zarówno Tekla - renifer pociągowy jak i Kretka -  skrzat ciekawski wiedzą co mają robić i kiedy. Nie trzeba ich wcale pilnować, znają już kolejne odwiedzane parkingi, wiedzą gdzie i kiedy da się pobiegać i wysiusiać. Z powodu odchudzenia szatka skrzata nie rozpina się psiakowi na brzuchu. Trochę strach puścić chudą i wygłodniałą Kretkę między niepełnosprawne dzieci, wyjada im z plecaków śniadania, porywa kanapki z rąk i penetruje szkolne śmietniki, ale dalej do wszystkich się uśmiecha i jest bardzo przyjazna.
Mimo infekcyjnego ogłupienia bardzo sobie cenię te wyjazdy w grudniu. Nakładam anielską suknię, skrzydełka, perukę i aureolkę i zmieniam się z domowej kury w zupełnie inne stworzenie z innymi właściwościami i priorytetami. Mieszkanie czyszczę świątecznie w przelocie, okna już umyte, zasłony i firanki poprane, bo potem nie będzie czasu. Prezenty niemal gotowe, słodyczy nam nie wolno więc tylko jedna Stollen czeka w szafce. I jakieś pierniczki w minimalnej ilości, za to przepyszne. A siedząc w samochodzie obok Mikołaja można robić na drutach prostą czapkę z malabrigo. Z tego surowca wszystko jest ładne.