piątek, 24 kwietnia 2015

Holst jest w dechę :-)

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Jeszcze w grudniu poszłam do sklepu Magicloop przy ul. Zgoda 5 w podwórku i nabyłam sobie różne włóczki - przeważnie niebieskie -  od Holst. Poczekały na swoją kolejkę ale z pierwszej przyodziewek dał się wydziergać w bardzo przyzwoitym terminie 2 tygodni. Jest to udzierg absolutnie własnego projektu, bo w pismach i pisemkach takie proste rzeczy nie figurują. 


Od zawsze podobał mi się ten wzór spiralki. No i się w końcu doczekał realizacji. Ażur na plecach zdradza mniej tajemnic niż ażur na brzuchu.


Na rękawach ażur też może spokojnie prezentować swoje dziury nie wprowadzając mnie w zakłopotanie. Bransoletka od Pana Męża ma w końcu stosowne kolorystycznie towarzystwo.


A na przodzie ażurku nie ma! To znaczy jest pod szyją i na brzegu u dołu. I to wszystko.  


Musiałam zrobić zaszewkę na biust! Od gimnastyki wyprostowały mi się plecy, cycki wypięły się do przodu i niestety zaszewka jest niezbędna dla uzyskanie równego dołu. Bez niej odzież się poddziera jak niemowlęcy kaftanik. Może to teraz chwilowo modne, a może modne, bo zaszewek nikt w swetrach nie robi.

Technikalia: włóczka Holst Coast (55% wełny jagnięcej, 45% bawełny) 700 m / 100 g. Kupiłam 20 deko, koloru Tweed, zostało aby na sweterek dla lalki. W gotowy wyrób zmieści się bez trudu ktoś do rozmiaru 48/50 bo w biuście to ma 132 cm. Nie jest to zatem wyrób nie wiadomo jak drogi.
Druty: Tułów: 3,25 mm; rękawy 3 mm, ażurowe brzegi 2,5 mm.

Kształt spapugowałam z kupionej na bazarku sukienki  - szerokość pod pachami na płasko 66 cm, czyli mocno oversize. Zaczęłam od prowizorycznego nabrania oczek z przodu pod pachą, pojechałam z robotą do góry wyrabiając po drodze dekolt z przodu i z tyłu a potem w dół pleców wyrabiając już azur. Pod pachami przód z tyłem się spotkały i dookoła w dół dało się robić bezszwowo gubiąc co dziesięć rzędów oczka po bokach. Rękawy zostały nabrane z brzegów tułowia i robione były w kółko, gubiłam oczka co 5 rzędów. Doświadczenie już mnie nauczyło, żeby przed samym brzegiem roboty zredukować o 1/10 liczbę oczek i robić brzegowy ażur na znacznie mniejszych drutach. Znika wtedy jak za pomocą czarodziejskiej różdżki efekt rozlazłej torby.
Mam cudownie miękki, miły, choć jeszcze nie uprany i nie zblokowany letni wyrób nie z bawełnianego sznurka. Sąsiadka projektantka odzieży go pochwaliła :-).

środa, 15 kwietnia 2015

Cold turkey has got me...

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Odstawienie tego cuda na migrenę po kilkumiesięcznym łykaniu dało dziwne skutki. Głowa nie boli  i oby jak najdłużej, ale też pisać nie mam o czym. Oko mi najwyraźniej bielmem zaszło a uszy nie podsłuchują czego nie powinny i zajmuję się po cichu swoimi sprawami.
Wykonałam tej zimy masę skarpetek na drutach. Dla pana Męża, dla teściowej  dla koleżanki  dla siebie. Powinnam takich zrobić jeszcze dwa razy tyle, żeby wszyscy byli zadowoleni. Nawet nie ma sensu ich pokazywać bo różniły się tylko włóczką, wszystkie identycznie robione od palców w górę z rzędami skróconymi na palcach i na pięcie. No nie ma szybszego sposobu na skarpetki i nawet już nie trzeba na robótkę patrzeć, ręce same wiedzą co mają robić. Teraz na drutach siedzi Holst Coast - wełna z bawełną w przepięknym błękicie - i robi się lokalnie modna oversizowa bluzka z sporym dekoltem, ażurkiem na plecach i trochę za szerokimi rękawami 3/4. Ta lokalna moda jest do noszenia całkiem fajna, nadzwyczaj prosta w fasonach ale nie dam funta kłaków, czy gdzieś na świecie o niej słyszano. Na stronach paryskich butików o tym cicho, tam takich bluzek nie ma. Jak zrobię to zaprezentuję, póki co z niepokojem patrzę na znikającą włóczkę i braki w długości ciucha. Może wystarczy surowca.
Mając ostatnio problem ze zanalizowaniem jakiejś czytanej niemądrej powieści postanowiłam przypomnieć sobie teorię literatury. Miałam przed maturą kupioną gdzieś na wyprzedaży niesłychanie pożyteczna Poetykę nie pamiętam czyjego autorstwa. Zatem dla reaktywacji wiedzy przyniosłam sobie co tam mieli z tej dziedziny z lokalnej biblioteki. Stary Krzyżanowski nadaje się jak dawniej do zdawania egzaminu: wykład porządny, po kolei, przykłady jedynie wzięte z autorów "przerabianych " na polskim. Da się wiedzę odkurzyć, ale bez frajdy.
Natomiast coś o tytule Teoria Literatury oparte o rozmyślania dekonstruktywistów staje się powoli teorią nie wiadomo czego. Nawet mi przez myśl przeszło glupie pytanie po co to powstało, po co komu teoria nie wiadomo czego potrzebna, kulawa, niedokończona, dozwalajaca na wszystkie watpliwosci chocby i takie czy dwa a dwa to cztery i czy Holokaust naprawdę się odbył. Ja naiwniak! Nie na użytek uczniów ani translatorów to powstaje i rozwija się w każdej przypadkowej i planowanej dyskusji, a na potrzeby zdobywanie punktów do awansu w dziedzinie nauki. Do pisania doktoratów, habilitacji i corocznych ocen przydatności pracownika naukowego. Niestety, tym rozważaniom nie sposób przypisać oceny prawdy czy fałszu, zatem podstawowego kryterium jakiejkolwiek naukowości nie spełniają.  Kogo nie interesuje liczenie diabłow na czubku szpilki, niech tego nie dotyka.
Napełniłam zatem I pada opowiadankami z dreszczykiem i horrorkami. Na Amazonie można tego kupić wiadrami za grosze a mądrzejsze to niż pseudonaukowe bzdury Derridy i spółki. A łatwiej się czyta niż coraz bardziej rozwlekłe skandynawskie thrillery.



A oto moje ulubione stadko, które wkrótce się powiększy!
Na Allegro pojawiła się lalka Kaethe Kruse. Sprzedawała ją dorosła kolekcjonerka. Otworzywszy paczkę zobaczyłam lalkę tak uroczą, że mnie zatkało. I w rozmiarze umożliwiającym zwyczajne szycie z gałganków ( no, z tłustych ćwiartek) na maszynie. Nawet sobie lalkowe książki o modzie sprowadziłam mając nadzieję, ze pójdę na skróty. Nic z tego. Nie pójdę na skróty. Wzory w tych publikacjach sa fajne, kolejność szycia w porzadku, metody i metodziki godne pochwały. Natomiast wykroje są zrobione z myślą o American Girl, lalce ze szmacianym tobołowatym, grubym tułowiem i krótkimi kończynami. Na moje piękne panienki wykroje muszę sobie zrobić sama. Helenka od pani Kruse stoi zawstydzona w wielgaśnych próbnych majtasach, ale długo tak nie postoi. Maszyna już rozstawiona.
Maleństwo od Moulin Roty straciło fryzurę w trakcie mycia. Pierwszy raz widzę, aby lalkowe włosy rozprostowały się od wody. Dobrze, że na jakimś filmiku widziałam jak w fabryce czeszą lalki żelazkiem.
Chodzi mi po głowie pozbycie się Integritek. Ktoś chętny na drogie lalki nie dla dzieci?

sobota, 4 kwietnia 2015

Jet Lag

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Jet lag po zmianie czasu jeszcze nigdy mnie tak nie kopnął. Wieczorem nie mogę zasnąć, a rano mogę spać do południa. Tak nie można żyć!
A tu jeszcze świąteczna gorączka. Fakt, że uległam jej tylko na małą chwilkę i wyszorowałam kuchenne szafki poza normalnym programem sprzątającym.
Alicja już jest, czyli świętujemy jak zwykle. Pan Mąż chciał zagrać w "Ja Muszę Już Dziś Zjeść Tego Mazurka Co Go Masz W Szafce", ale został sromotnie pokonany. Po pierwsze dostał do zjedzenia dowolną ilość babek z Carrefoura i nie mógł odmówić, a potem w sprawę wmieszał się glukometr i sprawa mazurków, misek po koglu moglu i takich tam przedświątecznych pyszności upadła. Babka z Carrefoura w wersji oblanej ciemną czekoladą była bardzo ładna. Wersja z białą czekoladą na wierzchu trochę przypominała mizerną kaszankę. Alicja kupiła tych babek aż trzy bo jedną jej dali za friko.
Dwie kaczki w dwóch brytfankach nie chciały na raz wejść do pieca i będę kwitła przy nich do wieczora.
Poza kaczkami już tylko buraczki zostały do zrobienia.
Nie mam baziów ani żurku, za to kiełbasy jest pęto. Wspaniały wyrób wędliniarski z jakiejś niemal hobbystycznej wytwórni mi się trafił. Szynki też robią, bawią się z nimi tygodniami i... nikt ich tu nie chce kupować, bo dziwnie wyglądają. Wyglądają normalnie, jak peklowana szynka ale ludzie zapomnieli jak to powinno wyglądać. Mamy zatem i prawdziwą, dobrą szynkę. I mazurki (milcz glukometrze) i marcepan, i młodą kapustę ze skwarkami ( ach!) oraz snopki żółtych tulipanów i żonkili. I pełen barek. I miłych gości w programie. Niech się dzieje wola nieba, są Wielkanocne Święta. Wszystkim czytającym życzę pięknych Świąt.