środa, 23 marca 2016

Wiosennie się robi

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Zima była marnej jakości. Co prawda w karmniku znikło dobre 12 kilo słonecznika i wiele kul, pałek i innych kształtów z łoju z ziarenkami, ale to nie była porządna zima.
Mimo niskiej jakości zimy byłam grzeczna i pracowita, bo urobek zimowy wygląda następująco: 12 par skarpet dla różnych ludzi, dwa męskie swetry na zamek błyskawiczny, narzuta szydełkowa na łóżko, pierwszy w życiu zahibernowany projekt na drutach niedokończony z powodu szarości surowca, kończona właśnie w szybkim tempie tunika co będzie swetrem, bo włóczki nie starczy na więcej. Oprócz tego trzy spore olejne obrazy, z których jeden ma już dom, drugi się sprzedał nim go skończyłam, a trzeci wisi w sypialni. Czwarty malutki, portret rudzika, wisi w kuchni bo Pan Mąż go oddać nikomu nie zamierza. Jak na nieudaną zimę to całkiem może być.
Wiosnę najpierw zwiastują czyżyki i dzwońce w karmniku. Potem trzeba sprzątnąć ogródek-psogródek z kup i śmiecia co obleciało z tuj. No i można siać kwiatkowe nasionka do torfowych nabojów z Obi. Niejaka asarina wykiełkowała dopiero za trzecim razem jak kupiłam nasiona innego producenta. Tak mi się chce asariny na południowym balkonie. Już tam kiedyś rosła, ale nie zebrałam nasion bo mi się nie chciało, to miałam za swoje za lenistwo. To bardzo fajna, pnąca roślina, ale bezproblemowa jak już urośnie. Bo najpierw kiełkuje ledwo ledwo, a potem ciężką sztuką jest utrzymać ją przy życiu w stadium siewki. Kiedy już się zdecyduje że będzie rosła to rośnie że hej.
Właśnie wzeszła więc odprawiam modły nad tymi siewkami i zraszam je kilka razy na dzień żeby nie przelać i nie przesuszyć.
Chyba mam za sobą wielkanocne zakupy. Kupno kaczki, szynki i kiełbas to miki w porównaniu z kupnem tabletek do zmywarki w Rossmanie. Wszystko da się złapać niemal w biegu, wrzucić do koszyka i pędzić dalej, ale nie tabletki do zmywarki. Na regale jest ich około dwudziestu różnych rodzajów, znaczy firmy są najwyżej ze trzy: Domol, Finish i Somat, ale na każdym opakowaniu jest co innego napisane, funkcji mają siedem albo dwanaście albo jeszcze więcej/mniej, ilośc tabletek jest w każdym pudle inna i zgłupieć można. Stoję przed tym regałem jak trafiona złym czarem i przeliczam co się opłaca, czego mieć nie musimy, ale to daremny trud. W końcu wiadomo co mają robić tabletki All In One. Niestety cena za pudło ma niewielki związek z tym co jest w środku, a każde pudło inne. Chyba spece od marketingu nic nie robią tylko kombinują co jeszcze można napisać na tym pudle, ile sztuk w nie zapakować i jeszcze bardziej w głowie zakręcić. To nie jest żaden wybór i żadna informacja, to labirynt dla szczura. W końcu z ulgą dostrzegłam na jednej paczce Test Gut i problem się rozwiązał. Tak zawisałam przed półką z kremami upiększającymi gdy jeszcze wierzyłam w te święte oleje.
Pan Mąż od dawna w zaciszu domowym mówił jak się skończy polityka poprawności politycznej w Europie. Jego czarny scenariusz obejmuje rządy faszystów, rozwiązania siłowe, bardzo bezwzględne, z wszelkimi uciekinierami, azylantami i emigrantami zarobkowymi. Oraz krwawą wojnę z Państwem Islamskim. I chyba się jak zwykle nie mylił. Dziś w radio minister Ziobro śmiało na antenie wykładał  coś co jest wstępem do powyższych działań. Skoro rządzący demokraci sami sobie ograniczyli bystrość widzenia poprawnością polityczną i sami sparaliżowali swoje działania samozachowawcze to czarną robotę pewnie odrobią faszyści.

środa, 9 marca 2016

Malujemy!

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Postawiła nam Basia po zimowej przerwie martwą naturę z piekła rodem: książki - każda pod innym kątem, a zatem z różnymi punktami zbiegu w perspektywie, dwa globusy - duży i mały, okulary na otwartej książce pod kątem ułożonej a to wszystko na niby antycznym stoliku na krzywych nóżkach. I jeszcze do tego zegar stary niby świat.
Koleżanki ruszyły na to z farbą olejną z marszu, ja zaczęłam od rysowania. Po drugich zajęciach spędzonych na studiowaniu tego perspektywicznego układu byłam gotowa do malowania, ale uciekły mi dwa zajęcia, zatem zabrałam obrazek do domu, bo roboty było przy nim masę. Chyba go dziś skończyłam wpadłszy na pomysł prosty a efektowny.
Dobry zięć wyremontował mi nadgryzioną zębem czasu sztalugę, to i było na czym malować.


Tło w ulubionych pawich kolorach zamieniłam w adamaszkową zasłonę czy też tapetę. I nieszczęsne brązy wraz ze stolikiem zaśpiewały swoje kolory aż miło.
Jeszcze wczoraj bez adamaszku wyglądało to tak:


teraz jest lepiej, znacznie lepiej. Jak farba wyschnie mogę jeszcze nad tym sznurkiem złocistym popracować, ale czy muszę?
Koleżanki robiły z tym układem różne cuda. Większość z nas marzy aby zostać Rembrandtem, zatem rządzą ciężkie, brązowe tła. Pojawiały się tu kałamarze z gęsimi piórami, za to bez inkaustu, okulary często sprzeczne z budową anatomiczną nosiciela, nogi stolika tańczą czasami kankana, ale grunt że przy tej robocie wszystkie jesteśmy bardzo szczęśliwe. U mnie urosła jedynie adamaszkowa zasłona bądź tapeta i bardzo jestem z siebie zadowolona.