poniedziałek, 5 grudnia 2016

Skarpetki bez uprzedzeń

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dostałam w prezencie przepiękną książkę, z której nacieszyć się nie mogę. Wszystko w niej mi się podoba: i treść i obrazki i hojność wzorów (ponad sześćdziesiąt!) i papier i zapach. No cud miód. Ofiarodawczyni jestem wdzięczna niesłychanie, bo oprócz rzetelnie opisanych skarpet do zrobienia jest tu masa technicznych rad i sposobów, których się byle gdzie nie znajdzie. Ot choćby jak nabrać oczka na drut tworząc jednocześnie estoński warkoczyk w dwóch kolorach. Nigdzie tego nie widziałam.
Jeszcze w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku, czyli nie tak znów dawno większość skarpetek powstawała na pięciu lub czterech drutach skarpetkowych, od góry do dołu jak tradycja kazała, od ściągacza do palców. A dziś wygląda to zupełnie inaczej. Czy metodą Magic Loop, czy na dwóch drutach z żyłką, czy tradycyjnie na pięciu drutach do skarpet, czy od góry czy od dołu, czy też zaczęte gdzieś pośrodku, czy z elementów, czy enterlackiem, skarpetki da się robić na bardzo wiele różnych sposobów. Twórcze kobiety mając do dyspozycji coraz ciekawsze i piękniejsze wełny z prozy życia wyczarowują poezję uroczą z nietuzinkowymi sposobami wykonania.



Noszę to dzieło za sobę po mieszkaniu bardzo zadowolona i wciąż je kartkuję, już pierwszy projekt okazał się inspirujący. Bo kto powiedział że skarpetki w jednej parze mają być jednakowe? Muszą mieć ze sobą coś wspólnego, choćby jakość włóczki ale żeby kolor i wzór też? Niekoniecznie. Te przykładowe są jedna różowa, druga zielona. Z dość grubej ręcznie farbowanej wełny. Moje będą jedna różowa, druga zielona z ręcznie farbowanej alpaki z jedwabiem z lumpeksu!
Ofiarodawczyni bardzo, bardzo dziękuję i cieszę się bardzo bardzo bardzo. I z reszty przesyłki też się cieszymy,bronimy czekoladek i ciasteczek przed zakusami rodzinnego łakomczucha, ale ta książka to posłuży bardzo długo.