sobota, 16 września 2017

Jastarnia i Olaf

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy


 Od lat podoba mi się najbardziej ze wszystkich lasów bór sosnowy na Półwyspie Helskim. A w tym roku z tablic oświatowych na wydmach w helu dowiedziałam się, że jest to jedyny na świecie las tego typu, występuje tylko tu i nigdzie indziej. I dobrze, bo uwielbiam te drzewa, te poduchy mchu, malutkie paprotki i światło przefiltrowane przez gałęzie. Nie uwielbiam tylko papierzaków, łajna przykrytego papierową chusteczką, a tego tam sporo. I biedna Frania urlop spędziła na smyczy.



 Najpierw było ślicznie jak z włoskiej pocztówki, potem wraz z odjazdem szkolnej dziatwy zrobiło się tak. I tak jak na zdjęciu jest także pięknie. Nad morzem zawsze jest dobrze. Pan Mąż planuje w tym roku krótki nadmorski pobyt w zimie. Nawet dowiedział się o czynne zimą pensjonaty. Ale ponieważ obiecuje to od lat i nic z tego nie wychodzi, to nie przywiązuję się do koncepcji.



A w chwilach przerwy od odpoczywania zrobiłam bukiet skarpetek dla kogoś miłego . Miejmy nadzieję, że się ucieszy i nie będzie ich oszczędzać.

Wróciliśmy w pewną bardzo mokrą i chłodną środę. Temat ciepłej odzieży po prostu sam się pchał do głowy, tym bardziej że pakując wiosną zimowe ciuchy do piwnicy widziałam gołym okiem ze jesienno zimowe kurtki nadają się już do zarchiwizowania w koszu na śmiecie.  Moze nie wszystkie akurat tam, ale jasne było ze zostałam właściwie bezkurtkowa. Stara puchówka po Tomku miała ęty raz w sezonie wyrwany suwak, kurtka z Tchibo także poległa na chory suwak i nagłą przewiewność. Na metce pisali że żaden wicher nie da jej rady, ale po praniu ta właściwość znikła. jeszcze wiosną na Szarotkach zadałam koleżankom pytanie gdzie kupić porządną zimową kurtkę w rozmiarze słusznym. Dwie osoby którym ufam unisono odparły że tylko u Olafa. Olaf to dwa sklepy ze skandynawskimi kurtkami, jeden jest w  CH Land, drugi w Galerii KEN. U Olafa miało być drogo i porządnie.
Moje wymagania co do zimowej odzieży może nie są jakieś wydumane, ale doświadczenie pokazuje że o coś takiego niesłychanie trudno: Rzecz ma być ciepła, lekka i za tyłek ( nie do pasa!) ma mieć pojemne, zapinane kieszenie i kieszeń wewnętrzną. Ma mieć kaptur i solidny zamek zapinany w obie strony, żeby przy kucaniu zamka nie wyrwać. Ma być wodo- i wiatroodporna, bo spaceruję w każdą pogodę, nie mogę sobie wybrać tejże. No i ma to mnie ogarnąć. Wąskie mankiety nie wpuszczające wiatru także są mile widziane.
Poszłam do Olafa jak na zimową odzież chyba za wcześnie. Ale okazało się akurat, bo już stojąc w drzwiach zobaczyłam to:

Ma wszystkie założone właściwości a ubrana w to wydaję się mniejsza niż bez tego. Bonusem jest wesoła podszewka w paski. Kurtka daje się prać w domu, jeśli nie dawać płynu zmiękczającego do prania to zachowa właściwości wodo- i wiatroodporne na wiele lat. Ponieważ do niczego nie dodaję płynu zmiękczającego, nie używam go wcale, to będę się tymi właściwościami długo cieszyć. Ma dwa lata gwarancji, jest hi-tech i bardzo się cieszę na kilkuletnie używanie bez konieczności zmiany co roku. Cena okazała się owszem wyższa niż w Tchibo ale do przyjęcia biorąc pod uwagę wielokrotnie dłuższy czas użytkowania. Zdaniem sprzedawczyni to kurtka przejsciowa, ale na mrozy mam puchowy płaszcz i futro z szopów do pięt, zatem jestem na każdą zimę gotowa!

Acha, problem rozmiaru u Olafa nie występuje. Olaf ubierze wszystkich ludzi od niemowląt do rozmiaru 60. Moje mizerne 46 mieści się absolutnie w środku stawki i nikt na nie nie wybrzydza.