poniedziałek, 13 listopada 2017

Osiągnięcia hodowlane

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Wczoraj minął rok jak jesteśmy bez Kretusi, teraz mamy takie pieski:




Jeden i drugi egzemplarz dumnie reprezentują narodowe tradycje hodowlane. Frania jest cairn terierem. Wywodzi się ze Szkocji, z Wyspy Sky, jest najstarszym z czterech szkockich terierów. Ci co się znają na rzeczy twierdzą, że pokrój tego psa nie zmienił się od średniowiecza. Wprawdzie jako osobną rasę zarejestrowano cairna dopiero w 1910 roku, ale od setek lat te malutkie (pierwotnie ok 5 kg) psiaki samodzielnie buszowały po szkockich skalnych rumowiskach polując na lisy, kuny i innych pustoszących kurniki drapieżców. Pilnowały domów, towarzyszyły ludziom.  Prawo angielskie (i szkockie) zabraniało pospólstwu posiadania dużych psów, to mogli jedynie szlachcice. A ponieważ psy w gospodarstwach były potrzebne więc prości ludzie trzymali małe, odporne i samodzielne zwierzaczki. W takiej Szkocji prości ludzie przez stulecia utrzymali cztery wspaniałe rasy! Teriera szkockiego, westie, cairna i sky teriera.
To musieli być bardzo zdyscyplinowani włościanie, nie było im wszystko jedno co się z czym skrzyżuje, skoro potrafili wyhodować i utrzymać rasę odpornych, małych, uroczych, samodzielnych, łownych  pieseczków. Pod tym względem polscy włościanie są za Szkotami daleko w tyle. Muszka jest godną przedstawicielką typowej polskiej rasy zagrodowej. Owszem, ma swoje zalety, zjadła nawet kiedyś kreta razem z futerkiem, niewiele jej trzeba do szczęścia, ale nikt nie wybiera się wpisywać jej do Księgi Psich Ras.




Na szczęście dla cairnów nigdy nie stały się one rasą przesadnie modną. Hodowcy zajmujący się nimi (i nimi zauroczeni) robią wszystko, żeby zalety rasy utrzymać. Zatem pilnują twardego, odpornego  na pogodę i brud futra, które trzeba trymować i nie daj Boże strzyc, bo zmięknie i nie będzie psa chroniło. Pilnują dziarskiego, nieustępliwego charakteru i ślicznego kształtu oraz sprawności terenowej pieska. Wprawdzie tak jak wszystkie rasy cairn mocno przybył na wadze w ciągu ostatniego stulecia, ale to mocniejszy kościec i masa mięśniowa a nie sadło. Modne rasy nieuchronnie ewoluują w dziwną stronę dla uciechy posiadaczy. Biedne teriery szkockie mają teraz tak krótkie nogi, szeroki tułów i długą sierść, ze nie mogą zrobić kupy nie obesrawszy sobie dokumentnie zadka. O włażeniu na drzewo za kotem już pewnie nie pamiętają.  Z dzielnych pogromców szczurów i lisów zrobiły się kwadratowymi, nieruchawymi tłuściochami. Owczarki niemieckie ledwo chodzą, bo komuś spodobał się podwinięty zad. A cairny są jakie były. Moda zmienia im tylko fryzurę na mordce. Oto słynny Toto z Czarnoksiężnika w Krainie Oz:



A to modnie uformowane łebki eleganckich cairnów:



Toto nie ma głowy uformowanej w kulkę z kolistą kufą, Toto jest pięknie wiatrem czesany. I tak samo wiatrem czesana robi się Frania. Nie będę jej wyrywać palcami włosów z uszu i mordki, bo bardzo tego nie lubi, wyrywa się i popłakuje, pies trącał modę.



Ograniczam się do trymowania sztywnej sierści na tułowiu, co jest przyjmowane spokojnie i wycięcia włosów wchodzących do oczu oraz pielęgnacji łapek. Nie będę przemocą trymować ogona na marchewkę, Frania ma na ogonku zakazaną flagę i co z tego, ma to ma.
I odkąd podjęłam postanowienie o niezamęczaniu Frani w imię urody Frania jest dla mnie dużo milsza. Wczoraj przyniosła mi pierwszy raz szarpaka do zabawy.



A Pana Męża, który jej futerka nie skubie, wita serdecznie nawet po chwilowym niewidzeniu. Jestem zazdrosna i też chcę być tak traktowana.

wtorek, 7 listopada 2017

Cztery lata planowania i... jest!

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Chciałam mieć i mam:
Najbardziej niebieski z niebieskich, bardziej niebieskim być nie można, sweterek z Vogue Knitting/ Fall/ 2013. Spodobał mi się od razu, ażur i półpatent dobrze wyglądają i tworzą wzór fantastycznie schodzący się na ramionach. Dzięki temu ściegowi sweter jest niesamowicie elastyczny, lepiej tego z akrylu nie próbować robić. Patent jak to patent, czy po dzisiejszemu brioszka, zjadł sporo wełny i strasznie się powoli robił. Wełny szukałam długo, w końcu znalazłam Lopi Einband w kolorze Vivid Blue. Ciekawe czy mnie zje, tak czy inaczej na całkiem gołą skórę się nie bardzo nadaje.


Pstryknęłam nim aparat pożarł kolor bo mu coś nie odpowiadało. Nie wiem dlaczego ten ażur tak nierówno siedzi w swojej grządce, po obu stronach ma po 2 lewe oczka, a nie jest po środku. Na próbce wykonanej mniejszymi drutami było ok. Sprawdzałam na Ravelry, innym paniom wychodziło to jeszcze gorzej.
Oryginalny sweterek ma mały golfik. Dla mojej szyi półgolfy się nie nadają, ja muszę mieć wycięcie V, bo inaczej szyja mi zanika. Nawet myślałam jak to wykończyć i czy w ogóle to wykańczać przy szyi, ale jakieś takie gołe było w tej postaci:


Błękitu nigdy dość, zatem koleżanka dostanie kobaltowe mitenki z szetlandzkiej wełny z japońskim wzorkiem:

Proszę tylko koleżankę, aby nie narzekała na pomyłki we wzorku. Tylko Pan Bóg jest nieomylny!
Z podarowanych pojedynczych kłębków dropsowego Fabela powstały jeszcze skarpetki, jak znam życie nosiciel się biegiem znajdzie.

A za chwilkę, za kilka dni podsumujemy rok z Franią!

Dopiero jak zajrzeć do postu z listopada zeszłego roku to widać jak się psina zmieniła, Nie lubi trymowania futerka na mordce, to nie trymujemy. Taka jest wiatrem czesana.