sobota, 14 stycznia 2017

Florystka pomoże

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Wychodząc za mąż panna młoda nie wie, że prawdopodobieństwo doznania przez nią jakiejś formy przemocy znacząco wzrasta, że zostanie pobita, a nawet zabita. Od najbliższego człowieka dozna jakiejś formy przemocy: ekonomicznej, seksualnej,  słownej lub tej najłatwiej rozpoznawalnej po siniaku pod okiem. 
Tak długo jak istnieje gatunek ludzki z tradycyjnym patriarchalnym podziałem władzy, tak długo istnieje przemoc wobec kobiet. No bo skoro ta przemoc zawsze była a przyczyny jej istnienia bynajmniej nie znikły to i jest. Zastanowiłam się jak to jest w drugą stronę. Od niepamiętnych czasów kobiety jakoś z tym sobie muszą radzić. W czasach przed rozwodami, gdy kobiety nie pracowały i nie miały własnych pieniędzy najprostszym środkiem poradzenia sobie z przemocowcem było owdowienie. O ile mężczyźni z żonami rozmawiali za pomocą pięści czy noża, panie wolały metody dyskretniejsze, panie panów truły. Tym bardziej że z nikąd ochrony dostać nie mogły bo mąż był panem i władcą. Krew się przy truciu nie lała i o ile robiło się to wystarczająco dyskretnie i dysponowało wiedzą o truciznach to można było spokojnie pozbyć się małżonka, odziedziczyć spadek i mieć spokój. 

Ja naiwna myślałam że tak było kiedyś a teraz nie jest.

Z mgły niewiedzy wyprowadziła mnie moja osiedlowa florystka oznajmiając, że ta pani co przed chwilą kupiła diffenbachię, to kupuje jedną sztukę od roku co tydzień. 
Owa diffenbachia ma mieć w chwili kupna sporo liści, aby nie widać było jak po tygodniu nieco schudnie, bo liśćmi diffenbachii pani karmi męża. Mąż się po nich źle czuje i nie ma siły tłuc pani.
Wybałuszyłam oczy na moją osiedlową florystkę i się dowiedziałam, czego nawet nie śmiałam przypuszczać. Te wszystkie wilczomlecze (gwiazdy betlejemskie) i cyklameny (fiołki alpejskie) są trujące i kobieta może się nimi posłużyć jak chce. Konwalie, oleandry i bluszcze w ręku udręczonej żony są potężnym orężem do zdobycia spokoju bądź majątku a czasem i mieszkania.  Pani nie ma pojęcia - tu florystka pokazała na mnie palcem - ile latem się tych oleandrów sprzedaje! Kluczem do sukcesu jest bardzo dokładne rozdrobnienie i dłuuugie podawanie, wręcz przewlekłe. To się kumuluje! Te modne na działkach anielskie trąby to bieluń dziędzieżawa, roślina trująca i halucynogenna, można nim wysłać w zaświaty wszystkich, tak odlecą że na zawsze.
No bo jednak wciąż nie każda żona umie się sama utrzymać, mieszkanie nie koniecznie da się podzielić, strach przed rozwodem jest za duży. Policja i prawo to instytucje na których skuteczne działanie w takich sprawach liczyć nie można. I wtedy co? Oleander! Bieluń! Diffenbachia, którą Indianie strzałki zatruwali.
A ponieważ autopsji się dziś prawie nie przeprowadza, to dobrawszy roślinę do schorzeń i leków małżonka, zachowując ostrożność, nie śmiecąc i nie przechowując corpus delicti można się z całej sprawy naprawdę spokojnie wykpić.
No bo przyczyny, dla których kobiety truły rodzinę też niestety wcale nie zanikły.
Taką wiedzę wyniosłam z kwiaciarni.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Niech się kreci 2017

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Bodaj wczoraj, w samiutki Nowy Rok Pan Mąż z rechotem pokazał mi zdjęcie cara Mikołaja, który z nadzieją i uśmiechem składał poddanym życzenia noworoczne na rok 1917. Oby tylko ten 2017 nie był dla nas taki wesoły jak 1917 dla cara i jego rodziny.
W końcu w tv i do gazet można nie zaglądać, można się spokojnie cofać w rozwoju robiąc kolejne skarpetki. Póki euro nie będzie kosztowało 20 albo i 100 zł to może być nawet przyjemnie. Ale czasy z dolarem za stówkę tez jakoś przetrwaliśmy.
Nawet jak nic nie robię to robię skarpetki. Rozhulaliśmy się oboje tak, że właściwie przez całą dobę mamy na stopach moje wyroby. Próbowałam na chwilę w jakieś barwne Happy Socks się ubrać ale wytrzymałam w nich bardzo krótko. Pan Mąż zupełnie zmienił przekonania w tej dziedzinie i domaga się kolejnej pary. Mieliśmy nawet jakieś spotkanie towarzyskie, gdzie wszyscy obecni mieli na stopach to, co wydziergałam. Plącze mi się co już pokazałam a czego jeszcze nie.
Nie pamiętam do kogo trafiły poszczególne pary.

 Męskie, rozmiar 45 do oglądania tv






Zrobione przez święta na grubych drutach 3,5 z lumpkowego norweskiego superwasha. Granatowe to też superwash ale bez nylonu. Doprawiona nylonem biel dłużej posłuży na stopach. Starsza pani z rodziny potrzebowała ogrzewaczy na cito. Następne pary będą moje, ale najpierw muszę skończyć to co leży w koszyku, czyli dorobić zieloną jedwabną do różowej częściowo dzierganej przez Franię. Idzie to jak krew z nosa bo zachciało mi się piętę z klinem robioną od  dołu wykonać. Robi się to długo, skarpetka wyglada niezgrabnie (ale na nodze leży bez zarzutu); skończyć komin do tęczowej sukienki z Kauni Rainbow, komin jest nieco związany ideologicznie ze słynnym wzorem Inspira, ale nie do końca, bo jakoś mi tak wyszło; i jeszcze zaczęłam trochę z ciekawości kubrak robiony rzędami skróconymi w płomieniste wzory. Dzięki kolorowej włóczce widać te płomienie. Nad czymś takim myślałam skrycie od roku, odkąd dostałam od Lucy eM Ko pewną broszurkę o skarpetkach robionych poprzecznie rzędami skróconymi. Niestety, nie zrozumiałam kwiecistej instrukcji i takie skarpetki mnie nie ruszają. Skarpety powinny powstawać prędko. Bawić można się kubraczkami. Trochę się jeszcze pobawię zastanawiając się czy te nierówności aby dadzą się schować w dzianinie przy blokowaniu:

Jeszcze przez kilka miesięcy będę prowadzać psy na spacer po ciemku. One mają kamizelki odblaskowe a ja granatowe kurtki niewidoczne dla kierowców, zatem powstała czapka z odblaskiem. Resztki islandzkiej lopi z pasiastego kardigana i motek odblaskowej nitki dały ponurą ale ciepłą czapkę widoczną dla kierowców:


No i czasem coś namaluję. Ostatni olejny  z zajęć w DK Stokłosy spodobał się Misi. Spytała mnie na jego widok, czy wiem, że ona ma sypialnię w takich kolorach. Obrazek dostał zatem satynowy werniks i trafił pod choinkę:
Bawmy się dobrze w Nowym Roku i starajmy się nie patrzeć na smutne paskudztwa.