środa, 8 marca 2017

Aller Guter Dinge sind drei czyli święto kobiet u Aleksandrowiczów

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Posiadanie niewielu włosów ma jedną zaletę, jak nie ma ciepłej wody, to można je umyć i dokładnie spłukać za pomocą litra gorącej wody z czajnika. Tyle, że jak wysiada wymiennik ciepła, to i ogrzewanie ginie niestety. Ponieważ dziś wielki dzień odbioru nowej Skody od dealera i ponieważ wczoraj nabyłam sobie body prasujące wszelkie fałdy na kobiecie i trzymające rajstopy tam gdzie powinny być ubrałam się w bardzo kochaną acz niestety poliestrową sukienkę. Jest tak ładna że jej jednej wybaczam to włókno. Wyprowadzając psy dowiedziałam się od okolicznych dozorczyń że to nie wymiennik ciepła a wielka awaria na pół Ursynowa. Ale w końcu doba bez ogrzewania to nic strasznego.
Pojechaliśmy po nowe autko taksówką. Poczęstowano nas kawą, ubezpieczyliśmy nową Fabię, pan dealer opowiedział Tomkowi wszystko to, co powinien wiedzieć i zachwyceni cichością i zapachem autka pojechaliśmy nim do domu. Zaprawdę pora była najwyższa na wymianę. Niebieska Octavia ma już było nie było piętnaście lat i niemal 300000 kilometrów przebiegu. Na nasze szczęście nie trzeba było kombinować co z nią zrobić, Misia zabierze ją jeszcze dzisiaj. Przygotowała wszystkie papiery dla legalności transakcji a dobry zięć obejrzawszy ją sobie dokładnie latem twierdzi, że wozik jeszcze pojeździ byle o niego zadbać, to i owo w nim zrobić, a on zrobić umie. Tomek nie umie. I nie chce. I nie lubi takich zajęć. Nieszczególnie nas obeszło że z większego samochodu zrezygnowaliśmy na rzecz mniejszego. On ma sprawnie dojeżdżać do pracy, która aktualnie jest w Szczytnie. Tam miejskie autobusy i metro nie dochodzą. 
W domu zrozumiałam, czemu dziergające koleżanki wciąż produkują chusty, szale i rozmaite otuladła. W poliestrowym ciuchu i w rajstopach jest zwyczajnie zimno. Jako posiadaczka dwóch półek wełnianych swetrów własnego wyrobu i wielu par wełnianych skarpet, bielizny termicznej i licznych kocy bez szali i chust zapewniam sobie termiczny komfort. Biegiem zmieniłam sukienkę z poliestru i z dekoltem na wełnianą dzierganą z kominem i wypuściłam psy do ogródka. Tomasz porwał instrukcje obsługi i pognał na parking w celu skonfigurowania samochodu. Bardzo się ucieszyłam, że nie można tego robić w domu. Nie lubię być obecna, kiedy Pan Mąż coś konfiguruje, to nerwowe zajęcie. Zdecydowanie wolę go chwalić jak już skonfiguruje i przychodzi po pochwały.

Zatem wypuściłam psy, zrobiłam sobie kawę i zaczynałam obmyślać co by tu na obiad z tego mięsa od szynki co w lodówce czeka na przetworzenie, gdy za płotem mignął mi rudy ogon. No żesz, powinien być przed płotem a nie za.
Kolejna sztacheta wypadła z byle jak zszywkami pospinanego parkanu. To był dość tani płotek. W kapciach biegałam po błotnistej, marcowej glinie nawołując Franię. Frania pojawiała się to tu, to tam, niby w zasięgu wzroku, ale z szelmowskim błyskiem uciekiniera w oku i pozornie nie zwracała uwagi. Modliłam się, aby tylko w kierunku parkingu nie pobiegła, bo konfigurowanie radia z i Phonem i Frania na wolności ignorująca nas bezczelnie to mogło by być za dużo dla Pana Męża. W końcu założyłam buty, złapałam woreczek z przysmakami i poszłam w wełnianej sukience z kominem po Franię frontowymi drzwiami. Udawała dalej że mnie nie widzi, nie uciekała wprawdzie, ale wrócić nie chciała. Trzymała bezpieczny dystans. Ze dwadzieścia minut tak ze mną pogrywała aż poszłam do domu zostawiając jej otwarte drzwi. I zaczęłam głaskać Muszkę. To działa zawsze i Frania została złapana. Ale w jakim stanie! Zwęszyła za płotem piękne, wonne gówno i umazała się dokumentnie, zwłaszcza w okolicach obroży. Kiedy uważając by się nie ufajdać niosłam ją do wanny wpadł Pan Mąż i oświadczył, że wraca do dealera bo nie może czegoś tam zrobić. I uciekł nie dostrzegając co dzieje się w domu. 

Frania zaliczyła zimny prysznic pod ciśnieniem, bardzo jej się nie podobało. Mięso od szynki zostało biegiem na coś w rodzaju schabowych przerobione, u dealera okazało się że i Phone współpracuje z wypasionym programem Skody ale musi mieć włączoną Siri i nawet o tym w instrukcji nie pisali, bo każdy ma Siri włączoną, można sobie z nią bodaj o pogodzie porozmawiać jak samotność dokuczy, ale Pan Mąż nie jest wszyscy i swoją Siri wyłączył bo jemu samotność nie dokucza. Dla zaokrąglenia Franiowej niełaski jeszcze ją dziś wytrymowałam. W końcu ma ogon podobny do marchewki a nie do namalowanego na ścianie przez chuliganów penisa. Bo zapomniałam oczywiście dodać na początku ze Frania jest po sterylce, w piątek zdejmujemy szwy, ale na skutek wygolenia brzuszka wyglada przedziwnie. Od frontu ma tułów niemal do ziemi a od tyłu normalny, psi, podkasany brzuszek. Teraz front i tył bardziej pasują. Trochę minie nim będę ją trymować fachowo, uszków broni jak Irlandii, a wzorzec rasy każe je skubać na łyso do 1/3 wysokości i całkiem w środku. No i muszę kupić worek drewnowkretów żeby poskręcać ten nasz płot. Mam mocną wkrętarkę, Pan Mąż już zaznaczył, że wkręcać będę ja, on będzie stabilizował konstrukcję czyli trzymał dechy.
Wesołego dnia kobiet!