wtorek, 17 kwietnia 2018

Kto się uczy, ten skuczy

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Tak mówi stare przysłowie. Inne mówi, że czego się Jaś nie nauczył, tego Jan nie umie.  Uczę się, bo nie umiem i żeby umieć to trzeba się nauczyć. Nie tak byle jak nauczyć, na odwal się, byle zakuć, zdać i zapomnieć. Uczę się żeby umieć prowadzić mój samochód. Zrobione ponad trzydzieści lat temu prawo jazdy to była kpina. Godzina niby dla mnie w samochodzie była dzielona na trzy między inną kursantkę i pewnego Wietnamczyka. Po egzaminie nie miałam żadnej praktyki. No bo nikt mi przecie samochodu nie dał do dyspozycji, skoro nie umiałam prowadzić.
Tak zamyka się częste błędne koło nieumiejętności jazdy kobiet z mojego pokolenia. Nie jeździły u tatusia na kolanach nim dosięgły pedałów nogami, bo takie zabawy były dla chłopców. I potem nie umiały jeździć. Kurs prawa jazdy uczył zdać egzamin a nie jeździć samochodem po mieście.
Teraz zatem się uczę. Najęłam instruktora, mój zięć ze mną sporo jeździ moim samochodem. Zaczynam od początku, od nauki skręcania w prawo i w lewo, bo i tego nie umiem. Ale się kiedyś nauczę i będę samodzielna w moim niebieskim Pikusiu z lusterkami bocznymi wielkimi jak zeszyty szkolne, z doskonałą klimatyzacją i z całymi 65 kucykami pod maską. 
Zakręty i skrzyżowania  równorzędne przestają być niewyobrażalnie trudne. Gorzej z dociśnięciem gazu, bo każda szybkość większa niż 40 na godzinę wydaje się zawrotna. A zmiana pasów w korku jest jeszcze niewykonalna. Ale kiedyś będzie. Wszystkie paskudne skrzyżowania z pułapkami na głuptaków można sobie obejrzeć w dużym powiększeniu w mapach Google. W sieci są filmiki, przepisy i co kto chce, można się uczyć. Tylko samochód trzeba mieć własny. Jak się mu zrobi krzywdę, to wiadomo kto winien i kto płaci za naprawę. Mnie się już udało spruć nowiutką oponę o krawężnik. Dobrze że w sklepie mieli jeszcze jedną taką samą, były założone dosłownie kilka dni wcześniej. 
Zatrważające jest, że każdy mający dokument może sobie kupić auto, nawet mocne i szybkie i wyjechać na drogę. 
Pikuś dostał zielony listek na tylną szybę. Rozważam zakup naklejki "Nie denerwuj się, robię co mogę", ale to chyba nic nie pomoże.
Nauka praktyczna jest cholernie męcząca i przenosi się na noce; nocami śni mi się, że jadę hen po szosie. A dziś obudziłam się mokra ze strachu, czy ja aby ubezpieczenie zapłaciłam, bo nie pamiętałam momentu płacenia. Owszem zapłaciłam. Ufff

12 komentarzy:

  1. Nauczysz się, Kochana! Jesteś NAJLEPSZA! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki 👍👍 oba. Tak to już jest, ze im człek starszy, tym wolniej mu nauka idzie, ale idzie. A i ostatni też w końcu dociera do celu, nie zapominaj o tym. Powodzenia i spokojnej nauki 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam taka nalepkę "Nie jadę wolno tylko dokładnie" :) Powodzenia, bo doskonale wiem o czym jest mowa:) Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo, znam to uczucie. Od poczatku do konca. W PL zdalam za pierwszym razem, tu - za...siodmym. Ostatnie trzy razy (trzeci - zdanie) byly o tyle skomplikowane, ze moja instruktorka byla zdziwiona, ze oblalam dwa razy z nia - pierwsza potrafila mi wytlumaczyc te zawile tajemnicze rzeczy DLACZEGO dzieje sie tak a nie inaczej, badz, ze na 5 biegu nie da sie za dobrze jechac wedle niewielkiego rronda, w babski sposob i to pomoglo. a ogolnie, prawde mowiac, po tak dlugim czasie nauki jazdy (czyt: jazdach, bo podstawy mialam za soba daaawno) o wiele pewniej jechalo mi sie....SAMEJ. tego sie balam i tej zawrotnej szybkosci ponad 40km/h! pamietam jedna kolezanke, ktora pilnowala psa i kota u znajomej, ktora pojechala cos 70km odwiezc dziecko do internatu. Egzamin na prawko zdala cos miesiac wczesniej. Wrocila strasznie pozno, kolana jej grzechotaly, wlos miala rozwiany, recec jej podobno lataly. Powiedziala, ze co wchodzila na 3 bieg to samochod jechal sam i nie miala nad dziadem kontroli, o 4 czy 5 biegu nie bylo mowy, wiec trase w te i nazad odbyla na 2 biegu. na drugi dzien przyszedl kupiec zanabyc auto a ona odleciala do meza za morza na kontrakt. ciekawe, co kupujacy tak naprawde dostal, hrehrehre.

    zarty na bok - mi w sumie bardzo pomoglo obserwowanie innych kierowcow i samochodow JAK rozne rzeczy robia (i jaka reakcje wywoluja ...). Naklejke przyklej. z zielonym lisciem powinno wywolywac USMIECH i choc odrobine zrozumienia. moze nie u wszystkich ale choc u kilku.... wiec niech Cie sie to wszystko nie sni, lada moment sie otrzasniesz z tego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko spokój , wiem że duże miasto to jeden wielki chaos i prawo najsilniejszego, ale dasz radę . I olewaj trąbiących . Ja jeżdżę po terenach wiejskich wokół tzw komina i jak pierwszy raz ,jeszcze wtedy bez nawigacji , wybrałam się do zakorkowanego w godzinach szczytu maleńkiego Opola to zaraz mnie otrąbili , bo wszyscy się spieszyli a ja nie .Opole ma też to do siebie ,że jest fatalnie oznakowane i zjazdy trzeba znać na pamięć ,żeby właściwie skręcić. Teraz to w każdej komórce można sobie ściągnąć nawigację i problem lekko się zmniejsza .

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj. Gorąco pochwalam zakup samochodu (córkom moim powtarzałam "samochód to wolność") i ... nabycie dobrej nawigacji. Ja ostatnio z małego Lubina pojechałam do Serocka, a potem pojeździłam po Warszawie i było super. Pozdrawiam i trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże,skąd ja to znam?Pozdrawiam,Joanna.

    OdpowiedzUsuń
  8. O rany! Trzymam kciuki i jak zwykle Cię podziwiam. Będzie dobrze, musi być. Tekst tej drugiej naklejki bardzo mi się podoba! Jakbym taką zobaczyła na drodze to bym się uśmiechnęła.

    OdpowiedzUsuń
  9. Brawo. Będzie dobrze, nauczysz się jesteś zdolna. A auto to rzecz dla nas kobiet niezbędna. Wiem to z doświadczenia, bo niestety teraz nie jeżdżę, od 6 lat nie prowadzę już samochodu bo....jestem za nerwowa, bo inni jeżdżą jak jeżdżą i dla nich potrzebna jest tzw. święta cierpliwość, no i wiek...Za 2 lata skończę 80 więc wolę nikomu nie zaszkodzić i samej się nie narażać. Pozdrawiam serdecznie, - Weronika

    OdpowiedzUsuń
  10. Dasz radę :) Mnie instruktor pewnego dnia zaciągnął na S8 i powiedział: a teraz wrzucamy piąteczkę i depczemy do stówy. I okazało się, że ja to całkiem lubię, tylko musiałam się nauczyć, że samochód wtedy zachowuje się nieco inaczej. A potem jeździłam astrą, której powyżej 90/h zaginały się boczne lusterka i jakakolwiek widoczność była tylko we wstecznym :D

    Pomaga uświadomienie sobie, że w innych samochodach też są ludzie i tak samo jak my popełniają błędy. Jak człowiek zrozumie, że nie musi być perfekcyjny, od razu łatwiej się jeździ, i łatwiej innym wybaczyć potknięcia. No i jeszcze warto oglądać Polskie Drogi na YT, żeby wiedzieć, w jakich momentach łatwo o nieszczęście. Powinni to pokazywać na kursach, drogi byłyby bezpieczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nowe źródełko wiedzy, lecę, pędzę. Dziękuję!

      Usuń
    2. Agata,
      cieszę się, że nadal żyjesz w dobrym zdrowiu.
      Fajny blog...
      Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Tomka
      Sławek

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.