niedziela, 6 października 2024

Zanim zapomnę... lato 2024

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Bardzo dawno nic nie napisałam. I będzie mi się za pięć lat wydawało, że to  lato było nudne. Nie było nudne, działo się co nieco. 

Jak wspomniałam w notce o remoncie łazienek 4. kwietnia przewróciłam się i boleśnie potłukłam. Przez kilka tygodni czułam każde połączenie żeber z mostkiem, nie mogłam się pochylić, co przy kuchni mającej niemal całe wyposażenie ukryte w szufladach stanowiło spory kłopot. W końcu trafiłam do lekarza, i na RTG, zrobiłam je dopiero w połowie lipca, gdy mogłam się już swobodnie sama ubrać. Złamałam trzy żebra, w chwili  prześwietlenia wciąż nie były całkiem wygojone. I tak dorobiłam się kolejnej, dożywotniej pogodynki. Żebra, tak samo jak skręcona dawno temu kostka, informują o zmianie pogody. Po żebrach przyszła angina. W dzieciństwie to było kilka dni leżenia w łóżku i antybiotyk. Teraz zabawa była lepsza: 10 dni antybiotyku, 10 dni łykania leku osłonowego i kategoryczny zakaz wykonywania cięższej pracy. Żaden tam ogródek, żadne mycie okien, żadne skakanie po szafkach żeby je domyć do czystości. Drugi sezon na porządki gruntowne stracony, bo zeszłe lato spędziłam przesypiając skutki wiosennego covida.

No to sobie tak siedziałam grzecznie na kanapie albo na tarasie i dłubałam bezmyślnie dość sweter z bardzo, ale to bardzo archiwalnego kaszmiru. Kaszmir nabyty niegdyś na aukcji Allegro za całe 70 pln czekał na swoją kolej kilkanaście lat. Taki trumienny, nienaruszalny zapas. Naruszyłam, zrobiłam i mam. Będzie się nazywał Pożyteczny. Chodziło mi o zwyklaka, sweter do noszenia a nie do leżenia w szafie. 




Robiąc Pożytecznego wiele się dowiedziałam o kaszmirze. Po pierwsze dzianina sama z siebie, bez blokowania wychodzi bardzo równa. Nie widać żadnych błędów. Po drugie dzianina jest tak samo elastyczna jak lniany obrus, czyli wcale. We wszystkich plisach, robionych podwójnie wyrobiłam zatem na lewej stronie coś jak dziurkę na guzik, i w powstałe tunele wciągnęłam gumkę. Ten kaszmir to kaszmir z dawnych lat, nie z norek i najwyraźniej nie chiński. Mięsisty, leciusieńki i piękny. Zostało mi go jeszcze 109 g. Czapka byłaby fajna, ale taka zupełnie nieelastyczna to nonsens.

Pulower zrobiłam metodą Cocoknits z wyrobionymi zaszewkami na biust. Trzeba przyznać, że zwykły sweterek w serek to bardzo wieloczynnościowa część garderoby. Niewykluczone, że powstanie ich jeszcze kilka. Gdyby tylko szybciej dało się je robić... Druty nr 3 to maksymalna wielkość dla tak lekkiego udziergu.


Pomiędzy dzierganiem sweterka, wyprowadzaniem psów i gotowaniem uszyłam sobie jeszcze marynarkę w pawie piórka. Wykrój na Open Office made in Risk znalazłam w ich książce. Wykrój jest OK i nawet rozmiar L na mnie pasuje, ale opisy tej roboty są niedokładne i nie ma co wierzyć, że z ich książki da się z marszu uszyć fajny ciuch. Niestety, do tego trzeba umieć więcej niż obsługiwać maszynę i umieć czytać. 


A to ażurowe skarpetki dla Misi obiecane jej lata temu. Miały być słodkie i ażurowe. I są.

Jak już żebra przestały dokuczać, angina bez żadnych skutków długoterminowych odeszła do historii, to brama od śmietnika zrobiła mi pedicure. Skończyło się na ostrym dyżurze. Swoją drogą zaliczyłam tego lata i pierwsze złamanie i pierwszy ostry dyżur w życiu.


Do Jastarni pojechałam oklejona plastrem z wielką butlą Octeniseptu w bagażu. Na pomysł kąpieli morskich lekarz odpowiedział powątpiewającym spojrzeniem. I wspomniał o sześciu miesiącach gojenia. Nie miał racji. Po dwóch tygodniach rany się zagoiły. Paznokieć troszkę jeszcze czasu potrzebuje żeby odrosnąć.


Jastarnia jak zwykle była piękna, jedzenie w restauracjach ciekawe, dało się wybrać coś dla cukrzyków. Im bardziej było po sezonie, tym było ciszej, luźniej i milej. Pogoda jak dawniej w lipcu, temperatury nad wodą znośne, turyści w starszym wieku dobrze wychowani, nikt po nocach nie rozrabia. powoli znikają budy z badziewiem...




Malutka plaża nad Zatoką nie zarosła trzcinami i Frania dalej się rehabilitowała. W. płyciutkiej, ciepłej wodzie psiaki czuły się bezpiecznie i pływały ile się dało. odpoczęliśmy. Nagadaliśmy się z Dorotą, jej trzy psy i dwa nasze dobrze się dogadały. Spędzaliśmy wieczory przy pysznościach, a pięć psiaków spało grzecznie pod stołem. A po trzech tygodniach Jastarni wypuściłam się jeszcze z koleżanką do Lanckorony. Kilka dni w roku bez najbardziej kochanego na świecie męża dobrze robi na zaokraglenie urlopu i wyczyszczenie głowy z bzdur.




Magiczne miejsce. Cudne, spokojne, ładne i kompletnie bezsklepowe.

Wróciłam, pomyłam okna, przygotowuję mieszkanko do zimy. Kwiaty na tarasie, pomijając dalie, przetrwały, jak zwykle po wypoczynku robię odgruzowanie mieszkania. A w świecie staruchów z Kopy Cwila spokoju za dużo być nie może. Kolejna emerytka pokazuje rogi.


I dobrze, jest co rysować.

9 komentarzy:

  1. To już czas na przed zimowe porządki? O, to ja w głębokim lesie jestem.
    Fajny sweterek. Wiem ile to pracy, bo lubiłam kiedyś dziergać. Zwykle brakowało mi cierpliwości, gdy skończyłam przód to już mi się wzór przestawał podobać 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kaszmir czekał tak długo, że poszłam w zaparte. Robiłam, aż zrobiłam. Dziergając te setki skarpetek nabrałam wprawy w robieniu na drobnych drutach, nawet patrzeć na robotę nie muszę. Miejsca wymagające spojrzenia pokazują dziewiarskie markery. No i z połamanymi żebrami można bezboleśnie tylko siedzieć na kanapie. Gackowa

      Usuń
  2. Karykatury swietne. Usmialam sie jak norka. Tak sie chyba mowi, czy moj polski jest juz raczej zardzewialy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak się na to mówi, to są strony z mojego osobistego pamiętniczka. Kiedyś takie coś się pamiętnik nazywało o i ludzie zwykle to pisali, ja od lat rysuję. Właśnie w taki pobieżny i niechlujny sposób. Ale nie ma pamiętniczkowej policji.

      Usuń
  3. Dziendoberek:)
    No to mialas nieprzyjemna piramide chorob 🙁 dobrze, ze koniec byl pozytywny.
    Cudne sa twoje psiunie!
    Ja od wczoraj przestawilam sie na jesienno-zimowe czynnosci - musze szybko konczyc sweter, baardzo gruby i cieply, bo u mnie w domu jest zimą "cieplo inaczej" 😁
    Zostaly mi do zrobienia rekawy, bo korpus juz od dawna lezal i plakal, robie dwa na raz, zeby nie myśleć gdzie dodaje.
    A co do sprzatania, to wyznaje zasade " przewrocilo sie, niech lezy" 😁
    Podpisuje sie, bo jakos sie nie moge zalogowac,
    Basia z Koloroowego bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nie mogę zalogować. Mogę to pisać, a komentować już nie! Gackowa

      Usuń
  4. Łopani! Ale miałaś wakacje... Mam nadzieję, że reszta roku będzie już bez ubytków na zdrowiu! <3
    Sweterek najnajnaj! Ja takie zwyklaki uwielbiam i zamierzam sobie zrobić drugi szary w serek ;-) ale póki co zamiary mam od roku, więc zobaczymy.
    Okna też pomyte!
    Trzymaj się, najlepszego! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szary! Właśnie wskoczył na druty. I nawet trochę cekinowego błysku będzie miał, nie to żeby dużo. Chwała zwyklakom. Precz z cudakami!

      Usuń
  5. Przygód nie zazdroszczę, natomiast rysunki są cudne! Rysuj, proszę, i pokazuj!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.