piątek, 14 lutego 2014

Bez papierosa źle mi się pisze

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Co widać po częstotliwości postów. Jak nie palę to nie piszę i z malowaniem też są trudności. Bez nikotyny wena jakakolwiek śpi. I jest to niezły czas na uczenie się akwarelowych tricków. Bo niestety, malowanie akwarelą to jest wypadkowa znanych tricków. Ta farba lubi sztuczki i kruczki. Dopiero jak się tych sztuczek nauczyć pięć worków to zaczyna coś wychodzić i sobie można na inwencję pozwolić.  A sztuczki są opisane w książkach i przemalowując zadane lekcje jednak się to i owo przyswaja nawet bez papierosa.
Już wiem jak to jest być nałogowcem z ciągami.
Przeważnie nie palę bez jakichś szczególnych cierpień. Ale co jakiś czas wpadam w ciąg i jakby nigdy nic jaram przez kilka dni, a potem znowu nie. Dziwne to, nigdy dotąd sama z siebie nie mogłam ot tak nie palić bo nie kupiłam. A teraz mogę. Mogę nie kupować trzy tygodnie, potem spalić ramkę i dalej nie kupować. Pozostaje mi mieć nadzieję, że kiedyś już tej ramki nie kupię.

Dobre sąsiadki dały mi cynk na program "Trzymaj Formę" realizowany przez Urząd Dzielnicowy. W ramach tego programu panie w wieku 40 - 65 mogą chodzić za darmochę na gimnastykę dwa razy w tygodniu. Przez okrągły rok wyłączając ferie szkolne. Zawalczyłam określonego dnia z telefonem z samego rana, wykazałam się niespotykaną cierpliwością i się zapisałam. Trzeba było pokazać dowód osobisty aby udowodnić wiek i miejsce zamieszkania. Okazuje się, że chętnych jest wielokrotnie więcej niż miejsc. Na każdych zajęciach sprawdzana jest lista obecności a pięć nieobecności z jakiegokolwiek powodu poza leczeniem sanatoryjnym powoduje wyrzucenie uczestniczki z zajęć. Lista rezerwowa jest dłuuuuga. No i ja się nie dziwię, zajęcia łączą aerobik (fajne), zumbę (nie fajne ale dobrze rozgrzewa) i zwykłą, potrzebną gimnastykę na macie dla dobra brzucha i zadka. Dwa razy w tygodniu cztery sąsiadki z mojej klatki schodowej zbierają się pod drzwiami i ruszają do pobliskiej szkoły aby tam powywijać kończynami i w pozycjach niegodnych damy stękać z wysiłku na matach. Do tych wywijasów potrzebne mi było jakieś odzienie. Już od dawna nie posiadam spodenek gimnastycznych, a spadające z brzucha leggingsy to niedobry wybór. Buty też były potrzebne. Wybrałam się zatem z koleżankami do Decathlonu. Niestety, w tym sklepie nie umiem kupować. Wyszłam z niego z długimi spodenkami gimnastycznymi i ciepłą czapką zamiast butów. Buty w Decathlonie wydawały mi się bez wyjątku krzywe, brzydkie i za drogie. Śmierdziały sztucznym tworzywem i szeptały zjadliwie -"grzybica stóp w nas siedzi, stopa atlety po nas murowana". W outlecie Factory znalazłam za ułamek ceny butów z Decathlonu skórzane Reeboki za kostkę. Bardzo spokojne w kolorze. Bez różowo - zielonych narośli po bokach. Pan Mąż przyniósł mi ze spożywczego zgrzewkę wody, dał swój stary polar, podkoszulków mam furę. Jestem wyposażona.

Dawno temu, w czasach namiętnego haftowania planowałam zrobić paradny obrus na eleganckie okazje. Jakoś się nie złożyło. Nie złożyło się również wykonanie bieżnika do kuchni w hafcie asyż - naturalnie na niebiesko. Było mi jednak pisane posiadać taki obrus i bieżnik. I różne inne pracochłonne w wykonaniu przedmioty też:


 Obrus jest większy niż dywan w salonie

detal



Pięknie wykonany haft Aszyż na równym, białym lnie. Wszystkie linie wyhaftowano haftem Holbein, mereżki i frędzelki na rogach są także zrobione zgodnie z tradycją.

detal


Bieżnik pasuje do stołu. Na bieżniku walentynkowe tulipany i akwarela z morskim motywem. Jest to chyba pierwszy portret Kretki jaki zrobiłam. Trzeba to naturalnie skończyć, bo dużo obrazkowi brak, ale już widać jaką historię obrazek opowiada.


Cerowana siatka filet.

Serwetka wykonana techniką klockową.
Takie piękne rzeczy wygrzebuje się z kosza w lumpeksie. Kosztują niewiele (obrus - 33 złote, haft Asyż 6 złotych podobnie jak gotowy i wyhaftowany z oryginalnego zestawu Dimensions Fryderyk Literat. Drobne serwetki niezależnie od techniki w jakiej powstały kosztują od dwudziestu groszy do złotówki. Doprawdy, aż się roboty odechciewa.



16 komentarzy:

  1. z tym paleniem to bym tak nie demonizowała, teraz chyba wszyscy mają jakąś zniżkę formy. palę i na wenę nie pomaga, na resztę też nie bardzo ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, wena popędzana nikotyną hula jak się masz. A bez fajka - mizeria. Za to oddychanie nie boli. Gardło nie boli, kaszel mija w trzy dni. I czuć jak w domu śmierdzi. Pan Mąż pali ile tylko jest.

      Usuń
  2. :))..po raz kolejny, nie ostatni, potwierdziło się zatem ,że dobre współżycie nie jest złe (mam na myśli sąsiadki z informacją o ćwiczeniach:)
    Życzę skutecznego szlifowania formy w każdym wymiarze !

    OdpowiedzUsuń
  3. bosz jak ja pania rozumiem z tymi fajkami mam tak samo.i tez mam pieska . pozdrawiam ciszkowska

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja dodam swoje trzy grosze co do cudów z lumpexu. Też kupuję. Czasem nie kupuję bo nie potrzebuję.... Ale każdorazowo mam mroczne mysli... Ktos to dziergał z sercem, ktos patrzył na to sercem... I gdzie jest teraz ten ktoś? Dlaczego takie dzieła sa w takim miejscu... I czy moje obrazy po... tez tam wyladują... za grosze...
    Ot, takie tam mysli głupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam identyczne myśli i pewność, że po... moje wyszywanki trafią do zwykłego pojemnika na śmiecie. I nikt się nad nimi nie będzie roztkliwiał. Tak to jest. Po... nasze życie się rozsypuje wraz z przyległościami.

      Usuń
  5. Ze też w mojej bliższej i dalszej okolicy nie ma lumpeksów,w których można kupić takie perełki.Nikotynowo pozdrawiam-Teresa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ciekawe, czy bidna dąbrówka zimę przeżyła. Do jesieni dociągnęły tylko krzaczki posadzone w najwilgotniejszych miejscach. Skarpa i 20 wielkich drzew wysuszyły resztę na wiór.

      Usuń
    2. Przeczytałam Pani odpowiedź i wywołana dabrówką muszę zareagować.Ten komentarz jakaś inna moja imienniczka do Pani napisała. Ja szczęśliwie jestem nie tylko wolna od nałogu, ale walczę z Panem mężem własnym o porzucenie szkaradnego przyzwyczajenia. Pozdrawiam, Tessa

      Usuń
    3. Trochę się zdziwiłam, że mnie Pani nikotynowo pozdrawia, bo przecie pamiętam, że Pani nie pali. Ja zresztą chwilowo też nie. I nawet dobrze mi z tym. Chwilowo.

      Usuń
    4. Też czuję się w obowiązku zareagować,,również wywołana dąbrówką.Nie jestem Teresą od dąbrówki ale z Dąbrówki.Nikotynowo pozdrawiam-Teresa.

      Usuń
  6. Kiedyś uratowałam od zagłady obrus haftowany krzyżykami kobaltowo- niebieskimi, z ręcznie wykonaną koronkową mereżką , który służył sprzedawcy staroci do zabezpieczenia porcelany.Za "szmatę" pan zażądał 2 zł. Prasując cudeńko, które rozkwitało pod żelazkiem prowadziłam dialog z jego autorką, wyobrażając sobie, że patrząc z góry uśmiecha się z jaką czułością obchodzę się z jej pracą. Uwielbiam ręcznie haftowane obrusy, też myślę o ich autorkach, jak kiedyś były dumne ze swoich dzieł. Może i nasze hafty kiedyś sprawią komuś radość za grosze. Pozdrawiam Barbara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś znalazłam biały obrus, ręcznie na biało haftowany w rozmaite ażurowe wzory - na śmietniku! Po praniu i krochmaleniu okazał mi swą wielkość i elegancję. Niestety, był w tym jedynym pudełku co zaginęło podczas przeprowadzki.
      Jak będę stara i chora to rozdam ludziom chętnym do przygarnięcia co ciekawsze sztuki.

      Usuń
  7. A dlaczego ja jakos nigdy nawet nie pomyslalam, ze ty mozesz byc palaczem?? o_O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo posty o rzucaniu palenia - pojawiające się co jakiś czas, rzadko ale z monotonną częstotliwością - ominęłaś :-) I mnie nigdy nie powąchałaś.

      Usuń
  8. Ha! Ile człowieka omija, gdy nie ma wiedzy. Muszę dowiedzieć się, co w mojej dzielnicy robią, bo może tez są jakieś fajne propozycje, które przelatują mi koło nosa!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.