Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Z powodu jej ogłupiających właściwości i budzenia we mnie lęków, że nie dorastam, nie wystarczam i ogólnie się nie nadaję nie kupuję żadnej babskiej prasy. Mam dość wcierania mi wzajemnie sprzecznych informacji o najlepszych kremach, najlepszych podkładach, najpyszniejszych sernikach i jedynie słusznych, najmodniejszych dietach. Nie interesuje mnie kto z kim śpi w tym miesiącu, nie czytam krótkich opowiadań o miłości. Dziękuję, nie używam takiej prasy.
Z pogromu ocalała jedynie Matka Burda którą od kilku miesięcy regularnie kupuję, nawet dopytuję się kioskarza kiedy będzie nowy numer, nawet ją tropię po kioskach, bo jej popularność chyba zwyżkuje. Zwykle przy tym zgryźliwie dodaję, że teraz przy śniadaniu sobie obejrzę, czegoż to nosić w tym miesiącu nie będę.
Bo w dawnych, słusznie minionych czasach jedynie samodzielne szycie z wykrojów Burdy dawało mi możliwość ubrania się - na lokalnym, prawda, ale jednak na poziomie. Burda uczyła jak szyć, jak kroić, jak wykończyć dekolt, zrobić kieszeń, zaszewkę i rozporek w tyle spódnicy. Modele były jakby mniej niemieckie niż dziś, a skrojone przez laika spodnie i bluzki leżały na ciele jak powinny. Na ciele dziecka i męża nr.1 również. I od tamtej pory nazywam Burdę Matką Burdą. Nad każdym z trudem zdobytym zeszytem deliberowałyśmy z koleżankami godzinami i planowałyśmy bez końca, co sobie uszyjemy, jak już będzie z czego. I szyłyśmy co się dało i na co tylko szmatki wystarczyło. Dziś już nie jest tak prosto z tym szyciem.
Bo umówmy się, czasy, kiedy wyglądałam nieźle prawie we wszystkim dawno minęły. W szafach wisi tylko to, w czym czuję się dobrze, co nie ukrywa pozostałych przy życiu atutów i co lubię. A odkąd Aenne Burda odeszła z tego świata na tamten jej pismo nieco straciło na jakości. Ostatnio widzę na zdjęciach modeli wcale nieukrywane ślady Photoshopa, więc nawet nie wiadomo jak dany model będzie po uszyciu wyglądał. Modele proponowane do uszycia są czasem tak od czapy, że spodnie spadają. Zwłaszcza te dla dużych pań. Dwurzędówki, żakiety jak namioty, bezdekoltowe bluzki, szarawary z zakładkami, ostatnio olbrzymie falbany przy rękawach powodujące, że góra ciała wygląda jak balon bez prześwitu między korpusem i rękami. Na szczęście między tymi okropieństwami przytrafiają się normalne bluzki, spódnice i sukienki, a rzadko bo rzadko nawet żakiet skrojony blisko ciała. Mimo to podziwiałam sobie obrazki i składałam numery ad acta.
Ale czasami zdarzają się w życiu okazje na które należy się ubrać nieco staranniej niż w piątek do biura. Okazje, na które skórzana kurtka z Peek&Cloppenburg okaże się mocno nie na miejscu. Okazje, na które najśliczniejszy robiony na drutach ciuch będzie foux-pas . Okazje, gdzie jedwabny brokat vintage przerobiony przez dobrego krawca na damską kreację w moim rozmiarze, za to co najmniej 50 lat temu będzie tylko bardzo starym łachem z lumpeksu.
Niestety.
Przemierzam zatem składy odzieżowe w poszukiwaniu sukienki. Naturalnie mam wymagania i konkretny rozmiar. A sprzedawczynie przynoszą mi plastikowe koronki podszyte nylonem i obrzucone na overlocku z obietnicą, że "ta to już będzie na pewno dobra". Czegoż ja dziś nie przymierzyłam! Była kreacja w kropeczki z tyłem za długim o dziesięć centymetrów układającym się w wielbłądzi garb. Były koronki czarne, granatowe, czerwone i zielone, pogniecione i rozciągliwe, za duże tam, za ciasne owam, była szata ze złotem księżycem w kroku, było pudło z tkaniny z białą koronką naszytą z przodu, były najdziwniejsze rzeczy a łączyło je jedno: ich krój przypominał podkoszulek. I Chińczyk z overlockiem poskładał je do kupy.
Wyobraziłam sobie siebie w takiej odzieży stojącą obok pięknego i godnego Pana Męża w Bossie i wymiękłam. Westchnęłam i poszłam do pasmanterii na ul. KEN. Ze stosu jedwabnych rolek wyciągnęłam jedną z dość mięsistą tkaniną (bawełna z jedwabiem i lycrą) w szalone, kolorowe, wielkie kwiaty. Zamówiłam na jutro Misię, co by mi się zmierzyć pomogła. Pogratulowałam sobie znajomości z Matką Burdą. Już widzę oczami wyobraźni potworny bałagan z szyciem związany nieodłącznie w moim dość zagraconym buduarze.
Nie ma lekko, chcesz mieć babo kieckę, to sobie uszyj. I się ciesz, że wiesz jak to się robi.
A że nie lubisz szyć? A co to sieciówki obchodzi.
Oh, sukienke ostatnia to ponad 20 lat temu nosilam... jakos w gaciach lepiej sie czuje. Aktualnie odswiezam "wychodne", bo wyjscie sie szykuje.
OdpowiedzUsuńMysle, ze dasz rade tkaninie i burdowym krojom. Zdaje mi sie nawet, ze twój rozmiar bedzie ci sie lepiej szyl, niz lakowy. Ja tam lubie miec za co zlapac pod igla. Ale szyje tylko nogawki od spodni, gdy skrócam, i pare innych drobiazgów. Tobie powodzenia! :)
Łatwo nie będzie, ale damy radę. Ja tez jestem spodniowa niemal wyłącznie, ale czasem trzeba.
UsuńJa też wracam do szycia:)
UsuńOdkopałam starutkie numery Burdy, a i nowe też kupuję,
Na razie ćwiczę wprawki, ale mam wielką nadzieję na pełne odświeżenie umiejętności
Zwłaszcza, że tkaniny teraz to istny szał!
No i narzędzia - sprowadziłam sobie od Germańców komplet stopek do Singerki. Aaaaach!
Pozdrawiam:)
Stopki pomagają, ale naprawdę potrzebna jest do szycia prosto, do obrzucania brzegów (mam, mam!) i do krytych zamków. Reszta to bajer.
UsuńA, do zwykłych zamków taka wąska łyżwa też bardzo jest pomocna.
pokaż pokaż, bo ja też zaczęłam przygodę z maszyną :-)
OdpowiedzUsuńNa razie jest tylko szmatka w worku plastikowym, nie ma pokazywania. W starym blogu coś w 2009 było wiosną szyte.
Usuńhttp://okiemgackowej.blox.pl/2009/05/Szwalnia-zamknieta-pokaz-mody.html
UsuńZacytuję: I się ciesz, że wiesz jak to się robi.
OdpowiedzUsuńPoważnie - jakbyś nie wiedziała, byłabyś skazana na te szkaradzieństwa, co przerzucałaś w sklepach. A tak zabłyśniesz pięknem.
Pozdrawiam Halina
Nie masz pojęcia jakie koszmary, ten księżyc w kroku mnie zabił.
Usuńzazdroszczę dobrej maszyny,ja mam taki badziew,że więcej się naklnę niż uszyję,pochwal się kiecką
OdpowiedzUsuńDasz radę! I to tak, że Chińczyk z overlockiem się schowa w najciemniejszy kąt ;)
OdpowiedzUsuń:))HA! ..widać w powietrzu jest coś, co ciągnie do maszyn ! ...a może to , obudzona wiosną, potrzeba piękna?? :))..i stwarzania go i "stawania się"? :)))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie:)
Faktycznie jest coś w tych nowych modelach Burdy, że dość łatwo rezygnuję. Obiektywnie muszę napisać, że szyję sporadycznie, jednak pamiętam doskonale czasy, kiedy osobista mama wsparta burdowymi wykrojami, walizkowym Łucznikiem i może genami swego -ojca, mego dziadka - krawca-kuśnierza przerabiała tkaniny w niebanalne ubranka. Proste, ale osobliwe. Mam jakieś numery, sprzed kilku lat, muszę koniecznie zajrzeć. Klasyka wszak się nie zmienia, prawda ? ;-)
OdpowiedzUsuńŻyczę powodzenia w działaniach i czekam na efekty.
Pozdrawiam :-)
Niestety, niestety, burdowe modele obecnie mają charakterystyczną niemiecką "lekkość" :-(. A na dodatek ciało się zmieniło i już nie pasuje jak dawniej do tabeli rozmiarów.
UsuńNiemiecka lekkosc? No niech ci sie nie zdaje, ze tu same Klaudie Sziferowe po ulicy chodza ;) :D
UsuńAgnes, napisałsam "lekkość". Niemiecka lekkość ma wagę żelazo- betonu. jest dosadna, konkretna i bywa smutna. Niestety, Dior i Chanel nie wydają pisma z wykrojami dla gawiedzi. Tylko Aenne Burda na to wpadła. Ponoć jak ją mąż zdradzał to zamiast płakać i narzekać zażądała dla siebie jako zadośćuczynienia wydawnictwa. Kochana była z niej babeczka, Panie świeć nad jej mądrą duszą. Odkąd jej nie ma modele z pisma bywają kuriozalne.
UsuńA ja myślałam po ostatnim przegladzie sklepów , że się zestarzałam albo coś bo nic mi sie nie podoba a w dodatku tak uszyte, że od samego patrzenia oczy bolą. Ale na księżyc w kroku nie trafiłam:)))) Znając Ciebie to wyjdzie coś naprawdę extra. Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńKombinuję jak koń pod górę nad wykrojem, straszliwie jest pocięty na maluśkie kawałeczki. A ja mam fajny materiał, którego chyba nie chcę tak ciąć. I teraz zagwozdka: szukać innego modelu czy mordować się z tym, który wybrałam?
UsuńPodejrzewam, że staranny burdowy modelunek dziesiątkami ukrytych zaszewek za nic nie będzie pasował do mojej obecnej formy geometrycznej.
Szukać innego modelu, zdecydowanie. Najlepiej takiego opartego na zaszewkach a nie wymyślnych cięciach.
UsuńDobranoc
Tak zrobię. Francuskie cięcia dobrze mi służą, a cięcie w pasie nie. Zatem prosto w dół, dekolt do pasa i rękawy 3/4. Szalony, kolorowy materiał zrobi resztę.
UsuńBurda ratowała mnie od końca lat osiemdziesiątych do połowy dziewięćdziesiątych mniej więcej. Mam te wszystkie stare numery i żal mi wyrzucić. rzeczywiście, jak się skroiło z ich wykroju to wszystko pasowało. Szyłam dla siebie, mamy, męża i dzieci, wszytko - spodnie, koszule, marynarki. Jak sobie pomyślę o tych odszywanych dziurkach na guziki w marynarce.. Nie wiem, czy miałabym teraz tyle cierpliwości. Maszynę wyciągam do przeróbek, wszycia suwaka itp. To były straszne czasy, bo materiał trzeba było zdobyć, ale satysfakcja gwarantowana. I nie było drugiej takiej kiecki. Dziękuję za przypomnienie.
OdpowiedzUsuńTo tak jak u mnie, znaczy jesteśmy standardowe w naszym pokoleniu.
UsuńOd lat nie kupuję ubrań, no poza bielizną i okryciami wierzchnimi. W moim przypadku nie jest to bynajmniej problem rozmiaru. Po prostu lubię dobrze uszyte rzeczy z porządnych, naturalnych materiałów. Burdę obecnie kupuję sporadycznie bo baaaardzo rzadko znajduję coś ciekawego a nie tylko udziwnionego. Mam 5, słownie pięć, starszych numerów z podstawowymi wykrojami na różne fasony i tym 'oblatuję' wszystko. Da się:)
OdpowiedzUsuńZ krawieckim pozdrowieniem
Dobranoc
Ja wybrałam opcję "dżinsy i bawełniane bluzki" bo to jest dostępne z bawełny i wiskozy, swetry robię sama z bardzo szlachetnych surowców, ale tym razem mi się nie upiecze.
UsuńNienawidzę tandetnej odzieży, no nie i koniec. Ma być len, bawełna, jedwab, wełna i żadnych wiszących łańcuszków od overlocka. Ani nylonowych podszewek.
O to to, właśnie. Może jestem mało ogarnięta, ale nie rozumiem jaki jest sens wyposażania letniej jedwabnej sukienki w poliestrowa podszewkę, ktoś wie? Co prawda dzinsów nie noszę, ale bawełniane bluzki i owszem. W tej materii jeszcze udaje się znaleźć coś sensownego, fakt:)
UsuńDobranoc
Żaden.
UsuńJa jestem nieszyjąca, ale pamiętam jak w czasach liceum mama szyła mi ciuchy według Burdy. Były idealne. No i fajne, nie to co mizeria w ówczesnych sklepach.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem tego, co uszyjesz. Już nie mogę się doczekać!
Pamiętam jak śp.babcia mówiła (była krawcową)żeby tak szyć,aby jak najmniej ciąć materiał i żadnych ozdób na brzuchu.
OdpowiedzUsuńWidziałam na rozdaniu oscarów,że fajnie była ubrana Kim Novak(oczywista w internecie było foto,ona ma już po 80-tce,a wyglądała po tych botoksach jak inna osoba).Ale strój miała niczego sobie.Pozdr.podczytująca Katarzyna.
A, tak z ciekawości ... ile Pani ma lat i dlaczego Pani nie pracuje ( tak sądzę) i żyje Pani z naszych pieniędzy ? Mundurówka ?
OdpowiedzUsuńNo nie, Polak prawdziwy mi się tu przyplątał! :-)))))
UsuńNiepiśmiennym anonimom się nie spowiadam. Książkę piszesz, czy jak?
Agata, sławna jesteś - troll do Ciebie zawitał!
OdpowiedzUsuńA jaki ciekawski i pryncypialny! Miodzio :-)))
Usuń