środa, 10 kwietnia 2013

Copywriter pilnie potrzebny

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Już od wczoraj Pan Mąż był smutny i nieszczęśliwy. Wspomina swoich przyjaciół, współpracowników, borowików - którzy kiedyś i jego tyłka pilnowali - a którzy zginęli w katastrofie w Smoleńsku.
Niestety, od rana słuchamy głośnych bredni o stalowej brzozie, helowej bombie, licznych, a marnie udowodnionych wybuchach, spisku Tuska i Putina i innych takich. I o tym, że Tusk taktycznie uciekł od łez narodu.

Przed chwilą Pan Mąż rwąc włosy z głowy i trzymając się jednocześnie za brzuch ze śmiechu poinformował mnie, że Chrystus jest korzeniem Polski. Ponoć tak właśnie wyraził się pozostały przy życiu bliźniak w mowie do licznie zgromadzonych swych zwolenników. Oni na tę wypowiedź zareagowali entuzjastycznie. Co warzywa korzeniowe (buraki, kartofle i marchwie, nie wspominając o pietruszce) mają  do Polski w kontekście Boga w ludzkiej postaci - nie wiem.

Ktoś się bardzo już długo i nieodpowiedzialnie bawi rozchwianymi do granic możliwości emocjami rodaków.

Jadąc dziś metrem na ekraniku wyświetlającym różności dla zabawienia jadącej gawiedzi przeczytałam jednym okiem że:
a) od 1. lipca śmiecie w Warszawie coś tam....
b) są odchody katastrofy w Smoleńsku
Oczywiście natychmiast popatrzyłam uważniej i odchody zamieniły się w obchody. Niemniej jednak ktoś, kto sformułował taką zajawkę dla metra powinien się honorowo zastrzelić ze skutkiem śmiertelnym. Bo jak wiadomo dla dyslektyka obchody od odchodów się nie różnią. Zwłaszcza w towarzystwie ustawy śmieciowej istotnej dla portfela i architektury kuchni. Bo dla dyslektyka b i d to złośliwa i abstrakcyjna pułapka podczas dyktanda. I nic ponad to. Moje neurony też się dały oszukać.

Zatem postuluję: zarówno Prezes K. jak i GW pilnie poszukują zdolnego, biegłego w polszczyźnie copywritera, co uniknie takich pułapek rolniczo - defekacyjnych i cytatę stosowną znajdzie bodaj w Piśmie Świętym i jaj sobie z tragedii najprawdziwszej robić nie będzie.

Technicznie jest do tego zdolny niejaki Benedykt VI. Podobno ostatnio bezrobotny. Jak by mu dać dobrego tłumacza (czy Karl Dedecius jeszcze żyje? Czy Stanisław Barańczak jeszcze jest na chodzie?) to byłoby cacy.

4 komentarze:

  1. a wiesz, że Agora szuka speców wszelkiej maści, najchętniej studentów, oferując "atrakcyjną pracę w młodym zespole " na umowę zlecenie? ;-)
    i się, Waćpani, dziwić nie należy, że różne odchody i takie tam...
    cium!
    (mam od wczoraj mały zawał emocjonalny, jedno z miejsc w sieci, które przez 6 lat było moim domem zmieniło się tak radykalnie i bezsensownie, że się ewakuowałam z powrotem na flickra z nowiuśkim, jeszcze ciepłym i lśniącym kontem... ale vqrv pozostał, choć zdaję sobie sprawę, że wszystko mija, to jednak czuję się oszukana... błech!)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odkąd weszłam na bloga zwyciężczyni konkursu Master Cheff, nic już mnie nie dziwi. Wiadomo, ze od byków roi się w necie. No, ale wszystko ma swoje granice. Autorka bloga pisze nazwy miast np Warszawa i swojego notabene rodzinnego kraju czyli Polski z małej litery. Natomiast kraj w którym mieszka, wymienia już z dużej litery, czyli Niemcy.
    Niebawem nic mnie już nie zadziwi. Także i to, że jeden przepełniony żądzą władzy i zemsty człowieczek, pociąga za sobą takie rzesze ludzi. Największą szkodą w tym wszystkim jest to, że tragedia jaka wydarzyła się 3 lata temu, bo to że była to tragedia nie ulega wątpliwości, otóż ten pan spłyca ją i niejako zaczyna ośmieszać. Ciąga to wydarzenie i szarga na wszystkie możliwe sposoby, w jakim celu ?? ano jednym WŁADZA....

    OdpowiedzUsuń
  3. A no właśnie. Władza. Brana po trupach. Dosłownie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podejrzewam, że na to, co się teraz dzieje, najlepszy copywriter nic nie poradzi! ;(( BBM

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.