czwartek, 18 kwietnia 2013

Koszmar fotografa

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Robię sobie fotki, wrzucam do Lightrooma, obrabiam, eksportuję na biurko, nagrywam płytki jak zwykle. 
I dopiero komentarz Ewy pod poprzednim postem kazał mi się mojemu kochanemu programowi bliżej przyjrzeć. Przy wielu, bardzo wielu miniaturach widniały podejrzane znaki zapytania. Okazało się, że już od dłuższego czasu (nie pamiętam jak długo, kto by to pamiętał...) program zgubił do nich ścieżki dostępu. Bogu dzięki, że Lightroom nie robi nic złego plikom źródłowym, i gdzie się je wsadziło, tam siedzą. Ale wystarczy w takim katalogu zrobić jedną głupią rzecz (ot wyrzucić coś w niebyt bez pomocy Lightrooma) i wszystko diabli biorą. Mam oczywiście backupy, ale nie wiem od kiedy mam w tych zdjęciach taki bałagan, być może od zawsze. Do nowo ładowanych zdjęć program miał te cholerne ścieżki, ale do starych - nie. Ponieważ przy importowaniu do Lightrooma pozmieniałam plikom nazwy, za nic nie mógł ich odnależć.
Po trzech latach z Lightroomem doceniam już wszystkie światłe wskazówki Scotta Kelby'ego.
Scott, będę już grzeczna.
Musiałam przewertować CAŁY katalog Obrazki, stworzyć na te obrazki katalog tymczasowy, stworzyć nowy katalog dla Lightrooma, załadować ponownie wszystkie zdjęcia ze zmianą ich miejsca na dysku. Teraz przede mną tagowanie ponad dwunastu tysięcy zdjęć. Mam wprawę, mam tagi, zajmie to kilka tygodni.
Od dwóch dni latam ze złości pod sufitem, a od ciągłego siedzenia przed ekranem bolą mnie oczy, tyłek i kręgosłup. Psy są niepocieszone, bo spacery zrobiły się umowne. Dobrze, że chociaż sadzone jesienią krokusy zakwitły i nie mam żadnych zobowiązań fotograficznych chwilowo.
Dobrze, że z szesnastu tysięcy zdjęć do załadowania po wyrzuceniu wszystkich zdublowanych plików zostało ich tylko ciut ponad dwanaście tysięcy. A jeszcze sporo wyleci jak się im bliżej przyjrzę.
Czy tylko ja robię takie głupoty? Czy wszyscy inni ludzie są mądrzejsi?

Dla potrzebujących dobra rada: jak rozciągnąć ciasne buty:

Wskazówka pochodzi ponoć od eleganckich angielskich szewców szyjących buty na zamówienie. Nawet takie buty bywają niewygodne. Aby to skutecznie zastosować buty muszą być skórzane. Przepis pochodzi z ksiązki Historia Stroju autorstwa Maguelonne Toussaint-Samat wydanej przez Larousse.
Do butów nalewamy wody. Dajemy im chwilę pomoknąć, wodę wylewamy, nakładamy skarpetki, nakładamy buty i w nich chodzimy. Od siedzenia i czekania niestety buty się nie rozciągną.
Sposobu nie wolno zdradzać sprzedawcom butów, bo niemal mdleją ze zgrozy i twierdzą, że buty się zniszczą. Coś o fluorze gadają. O plamach. A myślą pewnie o reklamacjach. Może i mają rację, ale skoro skórzane buty wytrzymują zimę i solenie chodników to zmoczenie czystą kranówą bardzo zaszkodzić im nie powinno. Kontakt butów z wodą jest w naszym klimacie codziennością.
Co mnie skłoniło, żeby o tym pisać? Naturalnie buty. Kupione w outlecie balerinki od Venezii, czarne, skórzane, płaskie i rozkoszne. Z czubkami tak twardymi, że moje palce u nóg mało mi nie odleciały kiedy już pochodziłam w nich dłużej niż pięć minut.
Nalałam wodę raz. Nie zmokły. Nalałam drugi, nic. W końcu w buty nalałam wody, a sama poszłam pod prysznic. Jak się wycierałam, one zaczęły ciut mięknąć. Jakieś pancerne balerinki mi się trafiły. Po kilku godzinach chodzenia w nich powoli zaczęłam zauważać zmianę. Dziś nalałam wodę ponownie, pozwoliłam jej działać i brutalnie potraktowałam buty trzonkiem pałki do ucierania ciasta. Dotąd dusiłam tą pałką czubek od wewnątrz, aż się na paluch zrobiło więcej miejsca. Plamy na butach owszem, wystąpiły, ale pod warstwą czarnego tłuszczu do obuwia nikt ich nie zobaczy.
To chyba jakieś obuwie robocze a nie damskie pantofelki. Wygląd może zmylić.

Nie wolno tak traktować butów z krokodyla, pytona, jedwabiu, plastiku ani z innych cennych bądź nieprzemakalnych substancji. Kalosze też się nie poddadzą. Ani trampki.

22 komentarze:

  1. Uhh! Widzę, że muszę uporządkować fotografie i chyba czas kupić dysk zewnętrzny do archiwizacji.

    Nie wyobrażam sobie włażenia pod prysznic w butach (balerinkach!) w celu ich rozciągnięcia, ale skoro działa - zapamiętam!

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie, nieściśle to opisałam. Buty mokły w umywalce.
    Dopóki nie wiesz, co chcesz do tego Lightrooma zapakować, nawet nie próbuj się za to brać.
    Załadowanie na raz wszystkiego z dysku to po prostu koszmar. Po pierwsze, źródłowego folderu dotknąć bez Lightrooma nie wolno, po drugie znajdź coś w takiej masie zdjęć.
    Nim je otagujesz i porozkładasz na kolekcje.

    OdpowiedzUsuń
  3. teraz wszystkie chyba takie pancerne, a to palce chcą urąbać, a to piętę, a to podeszwę odparzają... :-/
    ych... na moje jedne włoskie balerinki podziałało wyłącznie komisyjne spalenie (po tym jak całe schody zakrwawiłam) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie doradzono aby wlewać do butów wodę gorącą ,troszkę ją w butach potrzymać, wylać i ubrać nagrzane buty - ale ostrożnie,żeby się nie sparzyć.Pochodzic,postać np.przy prasowaniu.Można powtarzać kilka razy. Pomogło ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam , że w dawnych czasach jak buty uciskały i obcierały, to porada była następująca: nasikać . Dla mnie zbyt drastyczna. Była też inna wlać denaturatu i pózniej poprzez chodzenie w skarpetce rozchodzić. Dzisiaj są nowocześniejsze metody. Można oddać do szewca , ma specjalny aparat który nieco buty rozciąga. Ja jednak od lat stosuję zasadę, jeżeli w sklepie czuję, że mam na nodze dyby, nie kupuję. Polecam buty Geoxa niezastąpione, mam piękne wizytowe lakierki, można w nich spać, a wyglądają na bardzo wąskie i niezbyt wygodne. Eco tez ma fajne i wygodne buty, ale niestety wyglądają niezbyt szpanersko, raczej tak bardziej zdrowotno-przasnie. Jest też marka, którą wielbię, ale cena jest niestety zaporowa. Zwykłe balerinki zaczynają się od 400 w górę. Ale za to jakie one są wygodne i piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metoda z nasikaniem to przedwojenny sposób szewców m.in. na gniotące skórzane lakierki. Woda zostawiała na nich plamy, denaturat też szpecił, a siuśki zawierają składniki używane przy garbowaniu skór (mocznik, który jest w wielu kremach nawilżających) i butom nie szkodą, Stosuję w przypadku skórzanych, bo nóżki mam superwrażliwe.

      Usuń
  6. No właśnie cena mnie wyprzedarzowa znęciła. Mam buciki że hej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też jestem męczennikiem ciasnych,uwierających butów,co jakiś czas tego nieszczęścia doświadczam osobiście,mój patent-to obcinanie wtedy paznokci...,pomaga,uff-pomaga,na trochę...,ale warto bo jest ulga na jakiś czas... rysiek

      Usuń
    2. Obcięłam. Bardzo krótko.

      Usuń
    3. ja też mam częsty problem z za ciasnymi butami,koszmar powraca co jakiś czas,moja metoda to przełamanie wrodzonego lenistwa i obcięcie paznokci u moich stópek...,uff,ulga,pomaga,na trochę,ale koszmar powróci-wiem już o tym...,chyba tak już musi być...

      Usuń
  7. Już moja mama zalecała mi ten sposób z gorącą wodą, za dawnych czasów :) działąło. buty były za kryzysu niewygodne ale skórzane :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślałam i myślałam o zgubionych dróżkach do zdjęć i zastanawiałam się czemu problem ten mi jest nie obcy...I już wiem to samo się dzieje jak nie opatrzenie zmieni się lokalizację pliku muzycznego, biedny Itunes nie jest w stanie znaleźć utworu jeśli jest w innym pliku...

    Szwajcaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo jeżeli z folderu w kompie wyrzucisz cokolwiek inaczej niż i tunsem (w moim przypadku Lightroomem) bo on umie pięknie zarządzać. Tylko umieć trzeba to zrobić. I na umieniu właśnie się rozsypałam.

      Usuń
  9. dlatego ja z porządkowaniem jeszcze zostawiam sobie czas. sposób na buty znam i niechętnie,ale stosuje

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja do niewygodnych butów używam specjalnej pianki z Deichmanna. Kosztuje kilkanaście złotych i jest bardzo skuteczna. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, w tym przypadku pianka okazała się całkiem bezskuteczna. Cholerne buty nie zmiękły ani na jotę.

      Usuń
  11. Właśnie też borykam się z tym problemem,uciskających butów znaczy,na razie włożyłam dwie skarpetki i próbuję na sucho,buty z miękkiej skórki,może pomoże jak nie to zacznę moczyć:))

    OdpowiedzUsuń
  12. O, rany! Wiedziałam, że te moje kilka tysięcy zdjęć nie będzie łatwo uporządkować... Najpierw muszę chyba stworzyć obszerny katalog tagów. I poczytać Scotta :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kowboje tak robili. Zakładali buty i moczyli nogi w strumyku. A potem chodzili dzień, dwa...

    OdpowiedzUsuń
  14. Pewnien stary szewc zdradził mi tajemnicę co robić z uciskającymi butami - nasikać ! I chyba coś jest na rzeczy bo mocznik stosuje się przy wyprawianiu skór .... Nie próbowałam - może ktoś jest chętny i zda realację ?

    OdpowiedzUsuń
  15. Moje ciasne buty najpierw traktuję parą wodną i takie ciepłe wkładam. Ładnie układają się do stopy. Jeżeli to nie pomoże, wtedy stosuję metodę Gackowej. Od wielu, wielu lat.

    OdpowiedzUsuń
  16. Całe życie lałam w buty ciepłą wodę, wkładałam wełniane lub grubsze bawełniane skarpetki i chodziłam w takich po domu. Szybko wysychały nie pękając. Denaturat mnie odstrasza zapachem. Siusiać nie umiem ani w słoik, ani w garnek, ani do wanny - mam blokadę. Jeszcze "na" buty to może, ale "do" - nigdy.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.