Podczas gdy kaczki po kolei zajmują piec - każda na dwie godziny, można wykończyć bardzo potrzebny żakiet. Doszyć rękawy, guziki, powszywać wszystkie nitki. A potem się w niego ubrać i dokonać niezbędnego odśnieżania na tarasie.
Bardzo dobrze się ten żakiet robiło: druty nr 4 i mięsista Lima od Dropsa powodowały szybki przyrost dzianiny. Warkoczy mam jednak jak na razie po kokardę. Teraz tylko ścieg pończoszniczy, bo na cito potrzebne są kolejne pary skarpet dla kolejnych pomarzniętych nóg.
Lima jest znakomitą wełną, nie gryzie, robi się z niej biegusiem, ale filcuje się łatwo. Kłębki są krótkie, po zaledwie 90 metrów, zatem dołączanie co chwilę nowego najłatwiej odbywa się właśnie za pomocą filcowania w dłoniach.
W nowym żakiecie można zaczynać świętowanie w miłym towarzystwie.
Zaraz siadamy do śniadania. Widać te głodne oczy:
A po południu odbył się rodzinny obiad w towarzystwie bratanka, któremu Misia i ja przybliżyłyśmy największą według Wielkiego Gonzo sztuczkę od czasu stworzenia wszechświata:
Zastawa stołowa z niebieskiego fajansu kompletowana latami i pochodząca z różnych źródeł okazała się fascynująca: porównywanie co kto ma narysowane na talerzach i gdzie to coś się znajduje będzie chyba stałym punktem programu posiłków z bratankiem.






Sweter i wzór na nim jest absolutnie boski. Domagam się tradycyjnie uśmiechu na zdjęciach, potrafisz się tak uśmiechać, że śniegi topnieją, więc ?....
OdpowiedzUsuńPieski ślicznie oczekują na śniadanie, wiadomo one wiecznie głodne :)
Buziaki świąteczne i byle do wiosny Agata :*
Zdjęcie robione już po wykonaniu wszystkiego, co na święta konieczne. Widać po minie, co ja na to. Do uśmiechu jest mi chwilowo bardzo daleko. Za tydzień będę znów sobą.
UsuńŻe żakiet bardzo potrzebny, to nie wątpię:) Wyszedł rewelacyjnie.
OdpowiedzUsuńWesołego Alleluja. Ola.
Pięknie wyglądasz! I na pewno nie jest to zasługa tylko ślicznego żakietu.
OdpowiedzUsuńNajważniejsze że święta na luzie i bez zadęcia. U mnie na szczęście też.
Może i bez zadęcia, ale teraz czuję się wygotowana i wyświętowana na twardo. Od lat jest tak, że do świątecznej roboty niestety jestem sama i zawsze jest "u mnie". Bo inni są zajęci, za starzy, za młodzi, nie umieją, itd. itp.
OdpowiedzUsuńZakiet wyszedl wspaniale, robi wrazenie. A ty- schudlas? Zdradz mi prosze twoj sposób filcowania palcami.
OdpowiedzUsuńNie schudłam, od tego niepalenia i gotowania trochę w pasie przybyło, ale żakiet z baskinką optycznie robi swoje.
UsuńŁączenie wełny przez filcowanie robi się tak: koniec z jednego kłębka moczysz (ok. 10 cm) i kładziesz sobie na dłoni. Koniec od nowego kłębka kładziesz na dłoni równolegle do pierwszego, ale końce wskazują w różne strony. A następnie szorujesz dłońmi po sobie nawzajem ruchem jakbyś rozcierała dłonie, aż się zrobią ciepłe. Wełna zdolna do filcowania się połączy. Nie połączy się superwash, skarpetkowa ani akryl. TRochę trzeba pofilcować i poszorować aż sfilcowany kawałek będzie tak samo gruby jak nitka w stanie podstawowym. Trwa to pół minuty i jest bardzo trwałe i końców zaszywać nie trzeba.
Dziekuje, spróbuje, wkrótce zabieram sie bowiem za skarpety z prawdziwej welny, tej Sabinkowej.
UsuńRewelacyjne warkocze, bardzo mi się podobają - robiłam takie z dwóch tylko splatane, i ciągle mi się myliło, więc takie jak Twoje to dla mnie wyższa szkoła jazdy :)
OdpowiedzUsuńBo to jak z haftem krzyżykowym, schemat zawsze przed oczami, do ostatniego motywu.
UsuńŚwietny żakiet!
OdpowiedzUsuńŻakiet bardzo elegancki,cudów z łyżeczką nigdy dotąd nie widziałam, no i urzekło mnie zdjęcie kolorowej tacy na śnieżnym tle.:) Pozdrawiam. BBM
OdpowiedzUsuńchciałam napisać duuuuuuuuużo wcześniej, że żakiet boski! :-)powedz mi kiedy ja tak się naumiem? ;-)
OdpowiedzUsuń(internet miałam do bani, potem nie miałam siły ani ochoty - w dołku se siedziałam, a co!), a teraz to właściwie czekam na wiosnę. wiosna się spóźnia, ja marznę, ogólnie do bani.
cium!
Nie wiem, kiedy się naumiesz, ale to leci dość szybko. Zawsze miałam się raczej za haftującą a nie dziergającą. I jak oczy mi zaczęły wysiadać pomyślałam, że wełną zacznę haftować, bo grubsza. Stanąwszy wobec hałdy nazbieranej wełny (do haftowania rzecz jasna) wzięłam druty i zaczęłam to przerabiać. Nauczyłam się ażurów i warkoczy, bo przedtem to raczej tylko ścieg pończoszniczy i francuz był grany.
UsuńDzierganie w moim życiu to ostatnie cztery lata. A doświadczenie z haftem dało mi brak nieśmiałości wobec większego projektu. dzierga się znacznie prędzej niż haftuje.