poniedziałek, 10 czerwca 2013

Fotospam dąbrówkowy i dziergalny

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Postanowiłam jednak pokazać czytelnikom z czym mam do czynienia w moim ogródeczku, bo to chyba nie jest całkiem jasne. Ogródek w kształcie wąskiego i długiego trójkąta wokoło obsadzony jest gęsto drzewami. Wewnątrz tego trójkąta też rośnie niemal las. Dzięki temu nie widać z ulicy nas, a my niemal nie słyszymy ulicy. Niestety, taka ciemna gęstwina nie nadaje się na uprawy angielskich trawników.



Na zdjęciu widać już posadzoną dąbrówkę. Ale widać również posiadaczki małych łapek, które robią co mogą, żeby za wiele na tym klepisku nie urosło.


Oto testowy krzaczek dąbrówki posadzony w zeszłe lato. Przetrwał zimę i się rozkrzewił. Znaczy, roślina sobie tu poradzi.



Bluszcz z pionowej pozycji przechodzi na poziomą. Konwalie owszem liście mają, ale kwitnąć nie chcą. Grubsze źdźbła trawy są zeszłoroczne, cienki szczypiorek to trawka tegoroczna. Terenu pod trawę nie da się ani skopać (korzenie, miliony korzeni), ani wyrównać (glina kleista i ciężka).



Tu nie chce rosnąć żadna trawa, tylko mech. Bluszcz chyba się przyjmuje bo nie pożółkł.



A tu widać czemu dąbrówka jest rozłogowa. Ten, posadzony w maju krzaczek już ma wąsa z dziećmi. Niech zarasta ile chce.



Jedyne moje udane nasadzenie. Funkie posadzone w pierwszym roku mają się dobrze, zatem jeszcze kilka ich dokupiłam.



Ciemiernik, truskawki - dzikusy, dąbrówka i fiołki. Na tym kawałku wylegują się w słoneczne przedpołudnia psy. Taki mały, miękki piesek potrafi plecami wszystko wygnieść do gołej gleby.



W wazonie na parapecie siedzą bluszczowe gałązki, które po ukorzenieniu dosadzę między dąbrówkami. Bluszcz będzie zielony przez cały rok a zimą ten teren jest lepiej oświetlony z powodu braku liści na jarzębinach, jesionach, brzozach i dębach...



To coś, co płoży się wokół bajorka posadziła jeszcze mama. I dobrze zrobiła, to jest wytrzymalsze od trawy, choć wymaga sporo czasu wiosną do zazielenienia się. Lilia wodna jakimś cudem przeżyła w bajorku. Niestety, skrętnica też przeżyła. Łowię ją co kilka dni łyżką cedzakową. Tych głazów nie kupiłam. Takie wielkie, granitowe otoczaki wykopuję za każdym razem, gdy głębiej zatopię widły w ziemi. Jest ich już całkiem sporo. Po takich wykopkach robią się w ziemi kolejne nierówności a oczko jakby się zapada na jedną stronę.



Biedne irysy nigdy nie zakwitły, bo za ciemno im. Niecierpki namokłe jak gąbki siedzą w donicy, żeby osiem małych łapek na miazgę ich nie przerobiło. Lawenda i gerbera nie narzekają.



A na miętę w donicy można liczyć co roku.

Teraz z innej beczki. Dawno, dawno temu dopadłam w lumpeksie cztery motki czerwonej norweskiej wełny. Metka oznajmiała, że 50 gr. ma 175 metrów i należy ją przerabiać na drutach 2,5. Wełna 100%, ze znakiem woolmarku, nadająca się do prania w pralce, miękka i bardzo miła w dotyku, na wyroby dziecięce. W ilości akurat na sweter  dla trzylatka. 
Kiedy we wszystkich sklepach odzieżowych ten właśnie kolor pojawił się jako hit zaczęłam nad nim dumać. Jak rozmnożyć cztery motki, żeby objąć dzianiną mnie w całej mojej obfitości?
Zmienić druty na 5, nie planować rękawów i zastosować sprytny ścieg!
Co do ściegu oświeciła mnie koleżanka na Szarotkach. Coś, co po polsku się nie nazywa, a po angielsku zwane jest faggoting.
I się udało.



Trzy motki wyszły na korpus z rękawkami robiony rzecz jasna raglanem od góry.  Czwarty motek posłużył do obszydełkowania frontu i dekoltu, bo dzianina zrobiona tym ściegiem ciągnie się jak guma do żucia i trzeba ją było tu i ówdzie jednak ująć w karby za pomocą szydełka nr 4 oraz 2,5. Szydełko pożera włóczkę niebywale szybko.
Po zblokowaniu wyrób obejmuje mnie całkowicie. Rozważam doszycie guzików, bo pętelki przytomnie wykonałam.


Trudno to nazwać swetrem, ale kolor jest boski i przyda się latem jako wierzchnia warstwa na topki bez rękawów. I nieco mnie miejmy nadzieję ukryje.
A oto ścieg: 
liczba oczek podzielna przez 4. 
Rzędy na prawej i lewej stronie wykonuje się identycznie:
2 razem na prawo, narzut, 2 o. prawe.

Zmiatam do ogródka rozsypać dolomit przed jutrzejszym deszczem.

6 komentarzy:

  1. w moim ogrodzie też podobny problem występuje. Winny jest temu nadmiar cienia od dużych drzew. Tam wogóle nie rośnie trawa. Tam gdzie grasuje pies również sa placki łyse. Z ciekawością sekunduję wzrostowi dąbrówki w Twoim ogródku. Kamizelka śliczna pod każdym względem, od koloru począwszy, na fasonie i wzorze skończywszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bluszcz, dąbrówka, kopytnik, zawilec gajowy! Oto rozwiązanie. Bluszcz jest najwytworniejszy.

      Usuń
  2. Spodobal mi sie ten wzór, a akurat posiadam nieco przymalo bawelny w kolorze lila... hm, biore!

    OdpowiedzUsuń
  3. W temacie ogródka to masz lepszych doradców. Ja bym go i tak kochała, bo blisko domu. Mimo wszystko czuję, że starania w końcu Cię zadowolą.
    Bluzeczka jest wspaniała! Też przechwytuję metodę na braki metrażowe!

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu pogodziłam się z możliwościami tej gleby w tej lokalizacji. Teraz trzeba z niej wydobyć to, co najlepsze. Nie będzie tu kwitnących ogrodów Semiramidy, ale klepiska też nie będzie. A ogródek lubię coraz bardziej.
    Tych faggotowych, rozmnażających metraż ściegów jest więcej, niebawem je pokażę. Ten jest najbardziej zwarty, ale dysponowałam przecież bogactwem, całe 770 metrów tworzywa!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.