niedziela, 16 czerwca 2013

Z psiego świata

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Mając w domu dwa psy trzeba ostrożnie z nimi postępować. Muszka jest u nas prawie trzy lata. Dała się poznać jako wielka miłośniczka kanapy i umiarkowana wielbicielka długich spacerów.
Jest zdania, że w domu to właśnie ona sprawuje funkcję policjanta i stróża.
Kretka realizuje się bardziej poza domem. To ona kocha biegać, zwiedzać, skakać, pływać i prowadzić życie trawnikowe.
Dotychczas było jasne, jaka jest hierarchia. Ludzi psy słuchają, po ludziach jest Kretka a na końcu Muszka.
No i ostatnio Kretusia pozwoliła sobie być mniej posłuszna. A to udawała, że nie słyszy wołania na spacerze i bawiła się ze studentami ignorując mnie całkowicie, a to ciągnęła na smyczy jak koń. Ot takie drobne psie nieposłuszeństwo, typowe dla teriera ignorowanie poleceń, które się nie podobają.
Tyle, że trochę się tego uzbierało. Zatem postanowiłam interweniować. Pies ma bardzo krótki kodeks honorowy i jasne zasady dobrego wychowania: szef pierwszy wchodzi przez drzwi, szef pierwszy je, szef wybiera sobie miejsce do siedzenia/leżenia. Szefa się na smyczy nie ciągnie. Jeżeli sprytnym sposobem wymusi się na psie realizację powyższych zasad, pies robi się grzeczny jak anioł i sam wie, co ma robić. Trzeba niestety robić to na raz. Kilka powtórek każdej lekcji zwykle wystarcza, jeśli stworzenie tylko chwilowo bryka.
Pierwsza lekcja była w drzwiach: otwieram drzwi i Kretka już cała gotowa pcha się pierwsza do wyjścia. Natychmiast przymknęłam drzwi i pies się musiał wycofać. Drugi raz nie trzeba było tego powtarzać. Oba psy czekają aż wejdę do domu / wyjdę z domu i idą grzecznie za mną. Zmieniła się jednak kolejność. Teraz za mną sprytnie wślizguje się Muszka, a Kretka wchodzi trzecia. KIlka razy zgoniłam sukę z mojego miejsca na kanapie, kilka razy się wtryniłam na jej posłanie (szef śpi gdzie chce i nikt mu tam nie przeszkadza - ona na moim posłaniu bywa, ja u niej nie - to kto jest ważniejszy? he he)
Jak zmusić urwańca od piekła do nie wyrywania się do przodu na smyczy? Bardzo prosto. Smycz trzyma się w połowie długości. Do jednego końca przypięty jest pies, a drugim końcem kręcimy kółka w powietrzu. Jeżeli pies wyrywa się do przodu wolny koniec smyczy uderza go w pysk. I zwierzak już za drugim obrotem wie o co chodzi. 
Jaka ulga, nikt mnie nie ciągnie po schodach, po chodniku ani przez krzaki! Natomiast pozycja Kretki wobec Muszki bardzo spadła. Ostatnia kłótnia pań o piłeczkę skończyła się dziurą w nosie i języku u Kretusi. Muszka wprawdzie jak zwykle przyjęła połajankę na plecach ale nie piszczała żałośnie i się odgryzła. Na to nic nie mogę poradzić, muszą się suki same ze sobą ułożyć.
Obserwując je uważnie pod kątem zachowań hierarchicznych widzę, kiedy Kretka gorzej się czuje. Ona wprawdzie nie narzeka na głos, ale ustępuje wtedy Muszce we wszystkim. Kiedy Muszka pierwsza idzie jeść, znak, że Kretce potrzebna tabletka przeciwbólowa.

A swoją drogą to niesprawiedliwe, dopiero się szczeniak bawił na dywanie, uczył wszystkiego i nas rozśmieszał, a tu już starcze schorzenia i dostojny tytuł babci przysługuje. Pestka tego tytułu zaczęła używać w ósmej wiośnie życia, czyli akurat na to pora...

Wieści z ogródka: dąbrówka się przyjęła, bluszcz rusza, ten w wazoniku zwleka z ukorzenieniem się. 
Rucianko, zamówiłam 100 sadzonek kopytnika, dam mu tyle dolomitu ile zechce. Lepszy kopytnik niż klepisko.
Tylko tak sobie myślę, jak z dąbrówki, kopytnika i bluszczu wygrabić jesienią liście z jarzębin, brzóz, lip, dębów i jesionów?


19 komentarzy:

  1. wypróbuje pomysł na psiaki,bo mamy w domu potwora,którego jedyną zaletą jest to,że dzieci dałyby się za nią pokroić i ona za nich też,ale nieusłuchaniec i potwór jest na potęgę.znasz sposób na kapcie,bo zeżarła nam już chyba 8 parę i za nic się nie chce tego oduczyć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznij to robić, jak będziesz pewna, że dasz radę interweniować za każdym razem. Kilka razy pod rząd takich myków (drzwi, smycz latająca przed nosem, posłanie i karmienie PO Waszym jedzeniu) i w psim łbie się klapka powinna otworzyć. Kretce wystarczył jeden raz przy drzwiach.
      Kapcie żre, bo pachną Wami, kocha Was. Wysmaruj kapcie Vickiem. Albo spryskaj perfumami. Albo specjalnym odstraszaczem dla psów.
      Grunt to zareagować zanim popełni przestępstwo. Wtedy starczy burknąć albo rzucić w psa kluczami, zwiniętą smyczą, puszką z bilonem.

      Usuń
    2. Jak to, można rzucić kluczami, puszką? To chyba zaboli? Pytam, bo nie mam żadnej wiedzy w temacie wychowywania psów, a moja kuzynka twierdzi, że nie można psa uderzyć w żaden sposób, wychodzi na to, że można do niego tylko przemawiać :) A jej pies też robi, co chce, na spacerach tylko czekam, aż jej ręce z barków powyrywa ;)

      Usuń
    3. Nie rzuca się w psa, tylko obok psa. Nie ma boleć tylko huknąć, głośny dźwięk pojawiający się gdy zwierzak dopiero myśli o przestępstwie natychmiast naprowadza go na drogę cnoty. I te myśli trzeba przerwać. Awansujemy tym samym na Boga czytającego w psim umyśle.

      Usuń
    4. Aha! No, widzisz, to całkiem co innego! Opowiem kuzynce o Twoich radach :)

      Usuń
  2. no, trza będzie do tych liści dmuchawę zanabyć, zdaje się :-)
    a psie ukochaj ode mnie. ja nie umiem być psim szefem, więc przerabiałam i ciąganie i wpychanie się w drzwi, ale jak ładnie poprosiłam psiego, żeby np. się położył, to on owszem, z ciężkim westchnieniem i jak wór kartofli ;-), ale kładł się i dzielnie czekał.
    strasznie za nim tęsknie. drugiego takiego już nie będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że będzie. Każdy, którego przygarniesz.

      Usuń
    2. każdy będzie najwspanialszy i najkochańszy, ale Irokez był wyjątkowy, miłość od pierwszego wejrzenia, miłość mojego życia :-) mogłabym (jak Geralt kunia) każdego następnego też nazywać Irokez ;-) jakaś ciągłość by była...
      na razie to ja domu potrzebuję sama :-/
      cium!

      Usuń
  3. Bardzo dobrze sobie z nimi radzisz. Co do liści które trzeba wygrabic, to kup sobie taki specjalny odkurzacz. On wsysa wszystko do torby którą trzymasz na ramieniu , bardzo wygodne urządzenie. Dmuchawa nie rozwiązuje problemu, bo liście lecą na wszystkie strony. Często są promocje i owo urzadzenie można nabyc za sensowną cenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak trzeba będzie zrobić. Drogie to faktycznie nie jest, niewiele droższe od solidnych wideł...

      Usuń
    2. Albo nic nie grabić i nie zbierać, niech się samo użyźnia ;-)

      Usuń
  4. Spróbuj najpierw plastykowych grabi,kupiłam takie w Obi, można nimi delikatnie wygrabić liście . Przy tak niewielkiej powierzchni można się "pobawić". Nie kosztowały dużo a świetnie się sprawdziły w moim ogrodzie na każdym podłożu . Polecił mi je ogrodnik, i byłam bardzo sceptyczna dopóki sama ich nie wypróbowałam. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Spróbuj najpierw plastykowych grabi,kupiłam takie w Obi, można nimi delikatnie wygrabić liście . Przy tak niewielkiej powierzchni można się "pobawić". Nie kosztowały dużo a świetnie się sprawdziły w moim ogrodzie na każdym podłożu . Polecił mi je ogrodnik, i byłam bardzo sceptyczna dopóki sama ich nie wypróbowałam. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie grabie, miękkie, pomarańczowe. Teraz nic nie będę nimi grabić, niech się rośliny ukorzenią.
      Za jakiś czas spróbuję.

      Usuń
  6. Masz właściwe podejście do psów. Ja się dopiero uczę. ;) BBM

    OdpowiedzUsuń
  7. Na Bajta rewelacyjnie podziałała obroża uzdowa w kwestii chodzenia, za Twoją radą. I dziwię się czemu jej właśnie dla Kretki nie użyłaś.

    A Bajt bez smyczy jest przerażony, idzie przy łydce, nie w głowie mu znaczenie terenu. W gruncie rzeczy mógłby bez smyczy chodzić po mieście, gdyby nie przepisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo... zapomniałam. Nawet jest tu ta obroża, leży sobie w szufladzie.
      Muszka sama z siebie drepce przy nodze na smyczy jak przyklejona. A Kretka wyrywa do przodu. No to mam dwa patenty.

      Usuń
  8. Mam nadzieję że polecany kopytnik będzie się dobrze zachowywał i wstydu mi nie przyniesie ;). Niech wcina dolomit i nie marudzi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te deszcze, które ostatnio zmłóciły siano już prawie do koszenia kopytnikowi zrobiły bardzo dobrze. Ledwie kilka sadzonek ze 120 przysłanych zostało zdeptanych, reszta już pionowo liście trzyma. Jestem dobrej myśli. Bluszcz też już zaczyna nowe liście puszczać, dąbrówka się przyjęła.
      Dolomitu to by tonę trzeba tu rozrzucić.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.