Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Różne rzeczy można kupować przez sieć. Książki kupuje się tak bezkonkurencyjnie: taniej, dostawa w 20 sekund i żadnego tłumu w empiku!
Natomiast jeśli chodzi o buty i staniki to niekoniecznie. Coś, co mam nosić na ciele i co może być niewygodne wolę przymierzyć. Zapoznawszy się z ofertą internetową skorzystałam z wyszukiwarki sklepów i się okazało że efuniaki są dostępne stacjonarnie o dwie stacje metra ode mnie. Pojechałam, nie było rozmiaru, ale będzie. Panie zadzwonią. Naturalnie próbowano mi sprzedać inny stanik w zapierającej dech cenie już po obniżce, ale byłam twarda. Poczekam kilka dni, jak nic z tego nie wyjdzie to wypróbuję inne sklepy. Tym razem do mierzenia stanika zabiorę sukienkę.
Podobnie jak staniki i buty włóczkę wolę kupować pierwej ją pomacawszy. Wełna mnie nie gryzie, nawet szorstka polska owca nigdy mi krzywdy nie zrobiła ale kolory no i dotyk są ważne. Nie da się ukryć.
Toteż przegapiwszy Szarotkowo dostrzegłam na szczęście termin spotkania robótkowego w sklepie stacjonarnym Magic Loop. I jeszcze miała na nie przybyć Hanna Maciejewska, projektantka bardzo ciekawych wzorów dziewiarskich dostępnych na Ravelry. Miałam do niej kilka pytań i to spotkanie bardzo mi było na rękę.
Sklep naziemny przy ulicy Zgoda 5 istnieje od niedawna. Nastawiony jest na klientelę wybredną, ceniącą dotyk jedwabiu i merynosa, kolory Malabrigo, można tam kupić ciekawe włóczki firmy Holst, trochę Rowana, od niedawna są również rowanowe gazetki. Właścicielka bardzo stara się o dobre zaopatrzenie, o atmosferę spotkań, klientkom wolno tam znacznie więcej niż w innych sklepach z włóczką. Ale jednak są granice wolności.
Wolno włoczek dotykać, tulić się do nich, przebierać w przepastnych pudłach, zadawać setki pytań. Można na miejscu przewinąć motki ręcznie farbowanej wełny na zgrabne kłębki na sklepowej zwijarce. Jednak nie wolno przynosić do sprzedawania pod stołem swoich własnych włóczek.
Bo w dzisiejszych czasach, kiedy towaru wszelakiego jest w bród sztuką jest go sprzedać. I jeżeli ktoś zakłada sklep, płaci szalony czynsz, opłaca ZUS i podatki z VAT na czele, zapożycza się na tzw. zatowarowanie i powolutku wyrabia sobie klientelę, to nie po to, żeby ktoś inny dysponujący jedynie workiem włóczki przyszedł w to samo miejsce i swoim towarem pod stołem handlował. Marta z Zagrody Dla Wełnistych na Szarotki wełnę czasem przynosi, do Magic Loop - nie. Ale Marta ma własny legalny sklep, też płaci ZUS i podatek i wie, że biznesowy kodeks honorowy obowiązuje.
A są panie, które nie wiedzą. Są oburzone, że się im uwagę zwraca. Mają za złe. Obrażają się. Robią miny. Twardo stoją na stanowisku, że handel na krzywy ryj ( bujany fotel w tytule jest eufemizmem) jest ich boskim i przyrodzonym prawem. Bez podatku, bez ZUSu, bez lokalu i bez usilnych starań o reklamę.
Coś obrzydliwego.
Gdyby taka do pubu przyniosła własną wódkę i handlowała nią pod stołem, to by ją wykidajło wyrzucił i uszkodził. A że to damskie klimaty to niby jej wolno.
Fuj.
Ja bym pania taka wytatuowala, zrobila zdjecie i rozeslala ono po porzadnych sklepach. Czy tamta zostala jednak wykopsana ze sklepu???? Jak nie to ja juz lete i wykopsuje. nawet nie trzeba bedzie mi za to placic :P
OdpowiedzUsuńSama się ewakuowała, gdy było jasne, że handelku nie poprowadzi. A druga po cichutku poszła sobie po krótkiej chwili.
UsuńNie do uwierzenia. A do bistra z wlasna kanapka przychodzi i prosi jedynie o kawe?
OdpowiedzUsuńNie wiem, ale bym się nie zdziwiła ani trochę.
UsuńNiestety i takie paskudy się zgadzają. Lubią sobie na cudzy koszt handlować. Udają lub są tak głupie, że nie rozumieją, że ktoś , kto ma sklep podlega przeróżnym kosztom. Masz rację wielkie fuj i bleeee
OdpowiedzUsuńKompletny brak klasy i wychowania. jest allegro, są bazary, handlować można na lewo i prawo. Ale tu było poręczniej, bo była stosowna klientela.
UsuńNaprawdę dziwne, w życiu by mi to do głowy nie przyszło. I jestem zaskoczona, że można się jeszcze oburzyć na zwrócenie uwagi.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że żadnego z tych przyjemnych sklepów nie ma w Poznaniu. :)
ciekawe czy to te same osoby, co na szarotkach czasem, czy tez inne. Zresztą jak by nie było, no nie uchodzi...
OdpowiedzUsuńBingo, te same. Stąd właśnie znana jest zawartość wielkich toreb i teczki z katalogami.
UsuńCzyżby ta sama pani, która kiedyś głosiła, że w W-wie nie ma dobrych sklepów z włóczkami? Przez tyle lat już zdążyłaby założyć swój ;)
UsuńNie bywam ostatnio na spotkaniach z racji innych obowiązków, ale mam wrażenie, że wszelkie inicjatywy robótkowe (zarówno w realu jak i w sieci) są ostatecznie zarzynane przez jednostki próbujące wcisnąć wszystkim jakiś chłam. Forum robótkowe na FB praktycznie przestało się dać czytać przez zalew "twórczyń".
Tak! :-(
UsuńOj, bardzo fuj, bardzo.
OdpowiedzUsuńSkąd się takie typy biorą???
Są rodzimego pochodzenia, nikt ich nie importuje. Ściągają na właściwe imprezy jak muchy do g...
UsuńSzczyt bezczelności ....
OdpowiedzUsuńGłupich nie sieją, sami rosną. Ręce opadają. Takie osoby trzeba potępiać, głośno.
OdpowiedzUsuńPoniosło kogoś z fantazją... bez wstydu po prostu.
OdpowiedzUsuńWiecie co - tu żadnego tłumaczenia o zus, vat, czynszu etc nie trzeba - pewne typy nie przyswajają. Moja Matka wychowując nas nie bawiła się w tłumaczenie czemu tak a nie inaczej - powiedziała "Nie wypada" i było posłuchane. Sami musieliśmy się domyśleć i wyciągnąć wnioski. A skoro dziecko w wieku około 5 lat radzi sobie z takimi zależnościami to ten ktoś ma poważny problem zdrowotny.
Jestem zaskoczona.
Problem jest zdrowotny. Niestety, o lekarza trudno. Chyba skutecznie wyleczyłby z tego Urząd Skarbowy.
Usuń