piątek, 7 marca 2014

Stare, brzydkie poradniki

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Będąc młodą mężatką kupowałam dosłownie każdy podręcznik do robót ręcznych jaki mi wpadł w ręce. Wydawnictwo Watra wydawało małe książeczki o hafcie (przeważnie autorstwa pani Turskiej), w antykwariatach można było znaleźć podręczniki kroju i szycia, bieliźniarstwa rozumianego jako szycie i zdobienie bielizny pościelowej, szydełkowania, nicowania, szycia dla lalek i robienia czegoś z niczego. Wszystkie te książeczki miały kilka cech wspólnych: były byle jak wydane, wydrukowane małą, nieczytelną czcionką na szarym papierze, miały mało inspirujące, za to pożyteczne rysunki i zwykle zawierały w sobie masę mądrości podanej suchym, technologicznym językiem.
Nie ukrywam, że nauczyłam się z nich dużo i niektóre wciąż jeszcze mam.
W latach dziewięćdziesiątych nieśmiało zaczęły się tu i ówdzie pojawiać poradniki zachodnie. Piękne, kolorowe, błyszczące i szalenie zachęcające do robótkowania. Nie byłam wtedy taka biegła w angielskim jak dziś i pasłam oczy ilustracjami, a wiedzę czerpałam prawdziwą z tych szarych, siermiężnych książeczek.
Dziś sprawa ma się zupełnie inaczej.
Poradników jest masa. Mają cudne fotografie ( te zachodnie, oryginalne, bo nasi edytorzy chyba dla obniżenia kosztów druku często z kredowego papieru rezygnują), natomiast jeśli o meritum chodzi, to są jedynie nędznymi namiastkami tamtych cienkich fizycznie a ociekających wiedzą wydawnictw. Jeżeli są tłumaczeniami, to tłumacze bardzo często nie fatygują się sprawdzeniem co i jak się po polsku nazywa i wymyślają własną terminologię na potrzeby tłumaczonej właśnie książki. Nic z tego zrozumieć się nie da.
Pięknie wydany podręcznik szycia bielizny pościelowej który mam dziś nikogo niczego nie nauczy. Wprawdzie fotografie ma śliczne, ale próżno w nim szukać informacji jak policzyć ile tkaniny będzie nam potrzebne na komplet pościeli w szczypanki albo jak wszyć koronkę w wewnętrzny róg wycięcia w kopercie na pierzynę. I jak zrobić odszycie do wycinanej koperty.
Fotografie są w nim piękne i kłamliwe. Bo oto pod hasłem "i u ciebie w sypialni może być tak pięknie!" widzimy łoże z baldachimem obleczone w tkaninę za dajmy na to 450 zł za metr (o szerokości 150 cm) i przykryte dodatkowo tartanowym kocem jaki na Wyspach przysługuje tylko Królowej i jej znajomym.
Nie ma lekko, od patrzenia na obrazki z projektami największych w świecie sław od bielizny pościelowej nic się w naszych sypialniach nie zmieni.
A poradniki w lakierowanych okładkach poświęcone są często w całości zagadnieniu, jakie rozwiązywała jedna, rzucona mimochodem i w przelocie uwaga mojej babci. 
Czekam z utęsknieniem na piękny poradnik pt"Jak nawlec igłę" bo bez okularów mam z tym ostatnio kłopoty.

30 komentarzy:

  1. heh, no bardzo podobne mam przemyślenia, tęsknię za poradnikiem dla tłumacza: jak tłumaczyć poradniki robótkowe :-D może byś się skusiła? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niby gdzie to wydać? Masz pojęcie ile to roboty?

      Usuń
  2. Szczególnie w maszynie do szycia:-))) używałam zięcia, córkę i wnuczkę.. było wesoło no tak, ale na co dzień to jest problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedzią są dobre okulary, ale one starzeją się prędzej niż ja :-(

      Usuń
  3. Słusznie napisane. W kwestii konkretnych instrukcji i porad nie ma to jak Ignatowicz, Hanus, Issat... Zwłaszcza że wydawano je swego czasu w dużych i powtarzalnych nakładach, dzięki czemu kosztują dziś na allegro parę złotych. Mimo mniejszej przydatności lubię jednak piękne albumy, tak dla napasienia oka, inspiracji i wiedzy ogólnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda z nas lubi, dlatego są wydawane. Ale błędów w nich masa, szkoda na nie kasy.

      Usuń
    2. Dlatego nie kupuję. Korzystam z wiedzy, którą mam od mamy. Bo w szkole na zetpetach też takich rzeczy nie uczyli.

      Usuń
    3. Mnie jeszcze uczyli, ale pożal się Boże na tę naukę. Babcia była skuteczniejsza w nauczaniu.

      Usuń
    4. Mnie twierdzili, że uczyli, ale jako że wcześnie zainteresowałam się szyciem i dzierganiem, to miałam już w drugiej połowie podstawówki pewien zakres wiedzy i zadawałam niewygodne pytania ;) Tak w ogóle to mam wrażenie, że dzierganiową literaturę warto kupować po angielsku (co czynię). Jakoś nie kojarzę żadnej polskiej publikacji o bezszwowym dzierganiu od góry albo koronkach estońskich. I jeszcze paru innych druciarskich tematach ;)

      Usuń
    5. No pewnie, że po angielsku. Anglojęzyczni rzecz traktują poważnie, bo z wełny i dziergania dużo Szkotów, Anglików, Irlandczyków i wprost masa Australijczyków żyje. To ich przemysł narodowy. Dochodowy, wart miliony biznes jest traktowany poważnie a nie jak jakieś fanaberie.

      Usuń
    6. ..jakieś ulubione miejsca, godne polecenia, zakupu anglojęzycznych wydawnictw?
      pozdrawiam:)

      Usuń
    7. Jako posiadaczka tabletu penetruję dział Amazonu z pozycjami na Kindla, kupuję sobie również wydania Interwave Knits i Vougue Knitting na i Pada.
      Książki w papierze można ściągnąć z Amazona, ale koszt podroży jest spory. Book Depository ma bezpłatną wysyłkę, ale ciut wyższe ceny. jeśli ktoś nie ma wypukłej karty Visa może kupować co chce za pośrednictwem firmy Kraina Książek. Są bardzo sprawni i godni polecenia.

      Usuń
    8. Amazon.co.uk ma darmową wysyłkę do Polski przy zakupach powyżej 25 funtów, więc całkiem do zniesienia. Realizacja jest szybsza niż w wirtualnym empiku ;)
      Kindla też polecam, zwłaszcza że ceny ma nader przystępne :)
      Gazety kupuję w wersji elektronicznej przez Zinio.

      Usuń
  4. Racja :) Też mam stosik starych książek i często z nich korzystam. Mają zwykle znacznie więcej treści niż współczesne poradniki. Nowe kupuję ostatnio wyłącznie w wersji angielskiej/ francuskiej, po uprzednim dokładnym sprawdzeniu, co zawierają. Polskich przekładów nie daje się czytać, jeśli kupuję, to po porządnej przecenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Francuskiego nie znam, ale angielski robótkowy już jest całkiem zrozumiały. Zatem kupuję angielskie. Bo naszych - nie!

      Usuń
    2. heheh, ja francuskiego też niby nie znam. Ale po robótkowemu czytam ;)

      Usuń
  5. A ja na allegro poluję na stare poradniki z Watry, mam już kilka. Są niezastąpione jak np trzeba sprawdzić jakie wymiary powinny mieć dziecięce rękawiczki. Współczesne książki mają milion wzorów na rękawiczki i żaden nie opisany wymiarami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krój I Modelowanie W Dziewiarstwie Ręcznym Koteckiej ma wszystko, łącznie z przeliczaniem centymetrów na rzędy i oczka. Wydawnictwo Spółdzielcze, Warszawa, 1986
      Nawet na końcu jest ogromna dziewiarska tabliczka mnożenia dla niewykształconych i nieposiadających kalkulatora.

      Usuń
  6. Moja ulubiona "antyczna" ksiazka o sciegach na drutach jest ta Zdenki Pudilowej. Z pewnoscia znasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to te maleńkie książeczki , których w serii było sześć czy osiem i było w nich wszystko?

      Usuń
    2. O, tego akurat nie wiem, ja mam jedna tylko, sciegi na drutach z oczek prawych i lewych.

      Usuń
  7. Z podziwem czytam i oglądam, ale sama już nie szydełkuję ani nie drutuję, choć chodzi mi po głowie pewien pomysł... Ale do realizacji jeszcze daleko! BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hoduj pomysł, może z niego coś wyrośnie.

      Usuń
    2. Jeżeli nie rozejdzie się po kościach...
      Ale bardzo dziękuję za zachętę! :) BBM

      Usuń
  8. Zupełnie nie znam się na robótkach ręcznych, ale mam jako tako pojecie o poradnictwie i o mediach. Kiedyś poradami zajmowały się osoby doświadczone, które same wszystko zrobiły. Teraz są to młode piekne dziewczyny, które maja wiedzę teoretyczną. A poza tym bardziej liczy się zdjęcie niż opis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrazek jest wszystkim. Podprawiony Photoshopem, nic nie wyjaśniający. Porządne książki uczące tego i owego istnieją, a owszem, ale na Amazonie i kosztują niemało.

      Usuń
  9. Ja mam niemały zbiorek książek dot szycia i dziergania. Niektóre z lat 50 tych po mojej mamie. To naprawdę były dobrze napisane książki. Sporo można było sie z nich nauczyć. Ze wstydem napiszę, że nauczyłam się dwóch ściegów ryżu i tzw warkoczy. No i oczywiście podstawowych prawo i lewo. Jak to u mnie bywa, nie nauczyłam się nabierać prawidłowo oczek i mama zawsze wkurzała się na mnie, ze nabieram oczka wspak, cokolwiek to oznacza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozelko, jest ze sto sposobów nabierania oczek, od prościutkich do bardzo wyrafinowanych, łatwych i trudnych. prawdopodobnie mama nie znała twojego sposobu!

      Usuń
  10. u mnie w pasmanterii są gły bez nawlekania- od góry jest jakby lekko roozdwojona, z haczykami do wewnątrz tego rozdwojenia. nitke kładziesz na to rozdwojenie i ciągnąc oba końce w dół powodujesz, że nietka "wskakuje" w oczko utworzone z haczyków. REWELACJA!
    http://allegro.pl/igly-do-szycia-do-latwego-nawlekania-12-szt-nieb-i3996591826.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś nimi szyć? To moje najboleśniejsze szyciowe doświadczenie, tak cholernie kłują w palec, że rana jest po kilku ściegach, bez naparstka się nie da tego używać. A w naparstkach jestem... raczej kolekcjonerką niż użytkowniczką.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.