poniedziałek, 24 marca 2014

Marzec, paskudny miesiąc

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Uszyta sukienka leży już nieźle, ale dekolt ma zbyt głęboki. Dostępne w handlu staniki bezczelnie wyłażą i koniec. Pewnie skończy się na jakiejś wstawce, bo choć mam już stanik pod kolor sukienki, to epatowanie koronkowymi rąbkami tu i ówdzie wyłażącymi spod odzieży wierzchniej  nie jest w moim stylu.
Zabrałam się zatem za farbowanie wełny. Przeczytałam blogi i instrukcję farbek kakadu. Przewinęłam na motki cztery kłębki białego Kaszmiru od Wnuka (taki z niego kaszmir jak z Muszki owczarek, ale przynajmniej jest wełniany) łamiąc do końca motowidło i zaczęłam polewać upraną wełnę starannie wybranymi kolorami. A potem paczka z folii i na gaz. I co? I pstro. Osiągnęłam efekt starej, poplamionej i wypłowiałej wsypy.
Nie chcę chodzić w sweterku w kolorze starej wsypy. Zatem woda do gara, farba do wody, wełna do farby i po 20 minutach nastąpił cud. Wełna wypiła róż z amarantem do ostatniej molekuły, wyfarbowała się jak złoto, a pierwszy, nieudany proces zapewnił jej jedynie miłą wielowymiarowość koloru. I teraz jest OK. Z tego można dziergać.


Nie bardzo mogę spać, nie mogę czytać, skupić się na niczym bo ten cholerny marzec trwa i trwa. Nie mogę jeść, kulinarne inspiracje mi się skończyły, przydała by się ściąga z datami i zaplanowanymi odgórnie potrawami. Użyłabym takiej ściągi z książki Ćwierczakiewiczowej, ale ona w kółko szczawiową i gotowane mięso daje na stół, a to co ma do zaproponowania w poście to już rozpacz. I nie ma teraz łatwo dostępnych płotek, szczupaków i karasi. Skutkiem tego bezwładu kuchennego schudłam nie wiadomo kiedy cztery kilo. Tak mi się właśnie wydawało że spodnie poluzowały i waga pokazała co i jak.
Miotam się po domu między jedną czynnością a drugą zaczynając i nie kończąc masy rzeczy. Szczęśliwa jestem tylko w Domu Kultury gdzie malujemy sobie bez ciśnienia. Przyniosłam stamtąd do domu niedokończony obrazek. Oznacza to, że mój gwiazdkowy prezent został w końcu zaczęty i użyty! Możliwe, że śniegu nie maluje się na biało, ale białej farby wyszło na to masę:


Nie jest to jeszcze skończone, ale już daje się na niego patrzeć. Oryginał wykonał Alfred Sisley.
Całkiem by było źle, gdyby nie futrzane towarzyszki. Kretka już nie chodzi codziennie do lekarza na zastrzyki i zabiegi, zadek jej się podgoił, za to łyka antybiotyk w tabletkach. Muszka jak zwykle jest zdrowa i jak zwykle niesłychanie dekoracyjna. Żeby było jasne, jak tak leży to chrapie.


15 komentarzy:

  1. Trzymaj się jeszcze tylko kilka dni i będzie po marcu. Ja lubię wszystkie miesiące w roku poza tymi upalnymi bardzo, ale i te jestem w stanie zaakceptować, bo wówczas to kwiaty pięknie kwitną. Wełna ma piękny kolor, to mój ulubiony czasami zwany amarantem. Obrazek też śliczny. A Muszka fantastycznie się prezentuje na uroczej narzucie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To coroczny, wiosenny dołek podkręcony jeszcze minionymi wydarzeniami. Może to trwać i trwać, a śnią mi się takie horrory, że King wysiada.

      Usuń
  2. Ale jakby na to nie patrzec, 4 kilo to jest slowo :))
    Co do inspiracji kulinarnych; a moze natchnienie z jakiejs babskiej gazetki, ja osobiscie pól zartem, pól serio, zagladam czasami do pewnego tutejszego miesiecznika, gdzie proponuja obiad na caly miesiac- bez przepisów, ale po co komu przepis na kartofelki z sadzonym jajkiem i szpinakiem ;)
    Swietnie, ze Kretkowa rekonwalescencja w toku, Muszka reprezentacyjna :) ale ma tak samo sucha skóre opuszków, jak Mira ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz w lecie jak ta skóra opuszek piękne łatki na podłodze zostawia. psy pocą się językiem i właśnie łapkami! jaka to gazeta? Może sobie w internecie poczytam? Babskich pism po polsku nie trawię, ale gdybym niemieckich nie czytała to bym kuchennego języka nie nabyła wcale. W podręcznikach o kuchni nie ma nic. W wielkiej literaturze też niewiele. Siła takich gazetek jest język dla cudzoziemców :-)

      Usuń
    2. http://www.frau-im-leben.com/
      Wlasnie szukam ich planu obiadowego na caly miesiac...

      Usuń
  3. Jak to z Muszki nie jest owczarek. Proszę psu nie ubliżać:). Każdy pies to jakiś owczarek + odnośnik geograficzny, sama mam w domu owczarka żyrardowskiego.
    PS uwielbiam Pani wpisy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszka jest owczarkiem sochaczewskim polującym na żaby i padalce ;-)

      Usuń
  4. Świetnie wyszło Ci to farbowanie, bardzo podoba mi się osiągnięty efekt cieniowania. Bardzo jestem ciekawa, jak będzie wyglądał gotowy sweter.
    Co do nastrojów- nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- powinszować tych zgubionych kilogramów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sweter miejmy nadzieję będzie taki jak Twój zielony z Milk Cotton, to Średniowieczny Hani Maciejewskiej. Tylko nie wiem, czy dobry rozmiar wybrałam, możliwe że będzie luźniejszy.

      Usuń
  5. Wyszedł Ci bardzo ładny kolor włóczki. To będzie bolerko?
    A pies ma wygodę, że ha! Obrazek super- taka zima jak na nim jest do lubienia na pewno! BBM

    OdpowiedzUsuń
  6. Marzec się skończy a kolor włóczki wyszedł cudnie z tego gara.
    A co do inspiracji kulinarnych to u mnie też totalna posucha... Ale będzie lepiej - na przednówku zawsze było trudno od dawien dawna ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny obrazek! Bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się trochę zmienił a jeszcze mu sporo brakuje. Ale to właściwość farb olejnych, że proces produkcyjny dłużej trwa. Poćwiczę na nim laserunek.

      Usuń
  8. Agata, że tak napiszę, przeleciałam Cię hurtem. Odpoczęłam, pobyłam w innym świecie. Nie wiem dlaczego, ale zapominam sie w pracy, nie potrafię odłożyć czegoś na potem, siedzę do oporu jakby o tego zależało istnienie świata. Powoli sie uczę, zaczynam liczyć godziny, żeby tak zejść poniżej 50 tygodniowo. I uczę się delegowania obowiązków - jakoś tak to się nazywa.
    Kretkę wygłaskaj, Muszkę też, ślicznie na tym zdjęciu wygląda.
    Marzec już właściwie minął, będzie coraz lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolorek amarantowy wyszedł bardzo piękny. I ja się cieszę, że marzec mam za sobą.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.