poniedziałek, 6 lutego 2017

Fanatyzmy są różne

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Świeży śnieg leży w parku Kozłowskiego i na Dolinie, Frania i Muszka  cieszą się tym śniegiem, węszą, turlają się. ja też się cieszę ciszą, bielą, zimnem i spacerem. Podchodzi do mnie przygodnie widywana, miła kobieta z dużą czarną suką Szyszką, pyta o Kretkę, ja opowiadam jak to z Kretką było, przedstawiam Franię i dalej ruszamy razem. Wypływa sprawa sterylki Frani, kobiecie robią się wąskie usta i oczy. Zmieniamy temat i po kolejnym kilometrze wypływa sprawa diety. Nie psiej tylko mojej. Nauczona doświadczeniem tężeję bo pani wprost pyta czy jem mięso i słysząc że jem zabiera się do wykładu. Błyskawiczne jej przerywam, nauczona doświadczeniem przez wielu Świadków Jehowy, którzy koniecznie chcieli porozmawiać ze mną o Jezusie wiem że mogę tę rozmowę uciąć w tej chwili, albo nigdy. Widzę że trafiłam na neofitkę jakiegoś specyficznego żywienia. Nie wiem czy ona jada bezglutenowo, bezmięsnie, bezmącznie, trawę, szpinak czy ser, może tylko karmę dla kotów albo wędliny z jakichś konkretnych wieprzy. Nie wiem, nie obchodzi mnie to tak samo jak jej orientacja seksualna i wyznanie. 
Nawiasem mówiąc rozmowy o dietach są dziwnie podobne do kazań wygłaszanych przez różnych nawiedzeńców pod Katedrą i przed kościołem Paulinów. Tam grożą mi piekłem i szatanem, tu rakiem, Alzheimerem albo kompletnym upadkiem moralnym i fizycznym. Nie mam do tego cierpliwosci, wkurza mnie każda bezczelna i natrętna próba indoktrynacji, z wiarą w cokolwiek mam duże problemy.
Sposoby odżywiana się są w każdej kulturze bardzo mocno przestrzegane i niesłychanie trudno je zmienić. W dotkniętych głodem częściach świata pomoc żywnościowa z obcych stron nie jest właściwie wykorzystana, bo głodujący nie uważają tych darów za jadalne. Jakieś obce, dziwne, pewnie niejadalne albo zepsute rzeczy... Was der Bauer nicht kennt, das frisst er auch nicht, a tu prawie każda napotkana kobieta, na oko całkiem ok zaczyna po 20 minutach znajomości takie gadki.
Nie pasuję, no za nic.

5 komentarzy:

  1. Wiesz to jakaś nowa moda.... Z kim się nie spotkam, to słyszę "wykład" o jedynym słusznym sposobie odżywiania....
    Niegramatycznie napisałam, ale Ty wiesz, o co chodzi :)
    A najgorsze, że czasem nie ma jak przerwać tyrady.
    Trzymajcie się ciepło tej zimy, Ty i pieski:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwna moda. Nie zdarzylo mi sie jeszcze nigdy, zeby ktos nawracal mnie na jakies tam odzywianie- oprócz oczywiscie porad dietetyków na rehabilitacji, ale oni po to sa.
      Planowana sterylka Frani tez byla be? @Gackowa.

      Usuń
  2. U mnie odwrotnie, zawsze wielkie halo, jak się przyznaję, że mięsa nie jadam :-D Też ucinam wtedy, bo zawsze ktoś mi coś będzie chciał doradzać.

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdzie sztuka rozmowy z ledwo znajomym , wydawałoby się podstawowa umiejętnośc cywilizowanego człowieka?
    Nie rozumiem, skąd coraz większa pewnośc, granicząca z beszczelnością, że mamy misję nawracania na własne przekonania, dotyczace czegokolwiek, każdej napotkanej, dorosłej przecież, osoby.
    Mam podobnie - nie interesuję mnie żarliwośc dietetyczna czy wyznaniowa przygodnego rozmówcy i nie życzę sobie wscibstwa. Może to kwestia wieku ? Za stara jestem na cierpliwe znoszenie prób wychowywania czy nawracania na cokolwiek - jak w piosence W.Młynarskiego o leszczynie.
    Serdecznie pozdrawiam, głaski dla futerek.
    Jadwiga

    OdpowiedzUsuń
  4. tak. To plaga. Nawracają wszędzie i na każdy temat. Jako, że robię się po prostu stara - często bywam niegrzeczna, bo swoje i tak wiem i mam za uszami. I nie pozwalam sobie na dalsze nauki. Dotyczy to wszystkiego. Musi mnie faktycznie coś zafrapować, by samemu się rzucić w odkrywanie nieznanego. Ale rad nt religii, zdrowia, leczenia, żywienia, sposobu na psa, męża, syna mam po dziurki. I nie przyswajam. Dotyczy to osób, które mnie znają w minimalnym stopniu i pragną jakoś mnie okiełznać.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.