środa, 28 lipca 2021

Sami

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Pomieszkaliśmy z Alicją ile się dało, ale dłużej już się nie dało. Po upadku, którego doznała 11 grudnia nie stanęła na własnych nogach. Przebadaliśmy ją, ustawione zostały leki w ilościach strawnych dla bardzo starego organizmu, okiełznałam cukrzycę, ale w głowie robiło się jej coraz bardziej pusto, za to zachowanie było coraz uciążliwsze. Zaszczepiliśmy na covid, wyrwaliśmy dokuczający ząb. Niestety, teściowa nie może poruszać się bez chodzika. Sama nie zrobi ani kroku. W jej własnym, maleńkim mieszkanku nie ma czego z tym chodzikiem szukać, nie wejdzie ani do łazienki, ani do kuchni. O umyciu się samodzielnym nie ma mowy.  Wynajęta opiekunka nie miała by gdzie spać. A zostawienie Alicji na noc samej to wielkie ryzyko, osteoporoza wcale nie przeszła, zaniechano jedynie jej leczenia. Uzależnienie od Midazolamu jest silniejsze niż reszta mózgu i cała Alicja do kupy. Lekarz to jedynie diler i o dilerce się z nim gada. Kogoś takiego nie można w tym wieku zostawić samego w mieszkaniu. Znaleźliśmy dla niej odpowiedni naszym zdaniem dom opieki. Prywatny, nie mamiący taniością, ale chyba, z tego co czytam, tańszy niż domy państwowe. Budynek nie jest adaptowany, tylko wybudowany dla potrzeb takiego zakładu. Nie ma w nim barier architektonicznych, progów, wanien, klepek w podłodze i innych takich, personelu jest sporo, a dyrektor i manager wraz z opiekunkami zajmują się pensjonariuszami.

Aby dokonać tego zwrotu w życiu musiałam mocno nacisnąć Pana Męża. Nie mógł się na ten krok zdecydować. Mnie też nie przyszło to łatwo ani szybko, ale jeśli potrwało by to dłużej wszyscy byśmy kopnęli w kalendarz albo oszaleli, i to wcale nie pierwsza byłaby w kolejce Alicja. Jedna starsza pani zajęła nam większość mieszkania i była obecna i widoczna wszędzie i przez cały czas. Ani trochę intymnosci nam nie zostało. Aby porozmawiać z mężem musiałam z nim wyjść z domu. Sypialnię zajęła, to oczywiste ale również po całych dniach nieustannie okupowała salon - będacy teraz również naszą sypialnią -  tylko czyhając by włączyć jakiś program informacyjny. PISwizja okazała się dla niej przyjaźniejsza niż TVN, prostsze są te ich komunikaty. Nigdzie nie dało się schować przed walką informacyjną. Pan Mąż kończy kolejny rok nauczania przed ekranem, teraz nastąpiła pora obron. Jak to jest przewodzić komisji egzaminacyjnej słysząc za głową szczekaczkę Kurskiego? Mnie pod koniec pobytu Alicja molestowała na potęgę. 12 lipca zaczęłam pięciodniowe warsztaty malarskie w Zamku Królewskim. Znikałam na cztery godziny dziennie. Okazało się, że mi to nie przysługuje. Zostałam ukarana nieustannym molestowaniem, póki starsza pani nie poszła spać. Wystarczyło bym siadła na sekundę na d... a już toczył się ku mnie chodzik i padało sakramentalne "Chcę ci zadać jedno pytanie..." albo "Muszę ci powiedzieć tylko jedną rzecz" i następował koniec spokoju. 

O ile wiosną spałam po 15 godzin na dobę, to teraz przestałam. Pan Mąż wciąż pracuje i spać musi. Nie ma gdzie wykonać poobiedniej drzemki, musi spać w nocy. Zatem do jakiej pierwszej w nocy nasłuchiwałam, czy lekomanka śpi, czy aby nie wyłazi z sypialni bo zgłodniała i chce kiełbaski. (Chyba nigdy, przenigdy nie kupię już żadnej kiełbasy). O szóstej rano oczy mi się same otwierają od depresji. 5 godzin na dobę spania to za mało jakby ktoś nie wiedział. Jednego, czego sobie nie dałam odebrać to psich spacerów, choć i na spacerze telefon dzwonił bo coś. Bo się worek odkleił i wszystko jest zasikane, bo gdzie ty jesteś itd. Nie dałam się. Odsyłałam z problemami do Tomka.

Przez 8 miesięcy przeczytałam dwie książki zamiast trzech tygodniowo. Zaczęłam seriale na netflixie oglądać ze zmęczenia. Są tak głupie, że myśleć nie trzeba. I w końcu, po tym plenerze znów zaczęłam trochę malować. Krytyk Alicja w każdej sprawie miała coś do powiedzenia. Baba nie pamiętająca gdzie leżą jej majtki i nocne koszule codziennie komentowała moje ubranie. Niby to nic takiego, ale wkurzyć może strasznie.

Od przedwczoraj jesteśmy sami. Od decyzji do realizacji minęło tylko kilka dni. Menadżerka zakładu powiedziała nam, ze jesteśmy drugą znaną jej rodziną, która szczerze i detalicznie opisała fizyczny i psychiczny stan pacjentki do przyjęcia. Oszczędziliśmy personelowi rozkuwania, czemu oddajemy do zakładu taką miłą, komunikatywną, umiejącą jeszcze czytać i mówić pacjentkę. Wróciliśmy  w poniedziałek do domu, zjedliśmy coś w chińskim barku na osiedlu i doprowadziliśmy mieszkanie do stanu sprzed grudnia 2020. Nasz materac i nocna szafka powędrowały do sypialni, mój tapczan wrócił do buduaru, wełna wróciła do tapczanu, dywaniki na podłogę, nasze ręczniki do łazienki a bety Alicji, które z nią nie wyjechały wynieśliśmy do naszej suchej, ciepłej i nieśmierdzącej piwnicy. Wczoraj zamówiłam w IKEA łóżko (metalowe, może Pan Mąż, rodzinny pogromca mebli nie da mu rady), a sąsiad stolarz naprawił urwane drzwi barku od dębowego, holenderskiego kredensu. Zamówiliśmy sobie kilka dni w Lanckoronie i kilka dni w Hotelu Jastarnia. I co najśmieszniejsze Bajka i Frania dostały pracę jako dogoterapeutki. Dyrektor aż się zaśmiał, gdy powiedziałam że mam niejakie doświadczenie w pracy z psami i pensjonariuszami zakładów psychiatrycznych i szpitali dla dzieci. Strój Anioła Ariela ez się w grduniu przyda, może i Mikołaja ściągniemy. Będziemy razem z psami odwiedzać Alicję i wszystkich pensjonariuszy ośrodka, którzy dadzą radę wyjść do ogrodu. Wciąż trwa pandemia i do budynku obcym wchodzić nie wolno.

Uprasza się czytelników o nie komentowanie naszej nagannej postawy moralnej. Dług wobec rodzicielki Pan Mąż będzie spłacał regulując słone rachunki. I wiemy, że jeśli starość odbierze nam rozum i sprawność też trafimy do takiego zakładu. Dzieci nie są po to, żeby im życie na supeł zawiązać.


24 komentarze:

  1. Szanuję taką szczerość.
    Czuję w kościach, że podobna rzeczywistość czeka na mnie za rogiem. Tylko nie wiem za którym, czy tym najbliższym, czy trochę dalszym.

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest postawa konieczna życiowo. W pewnym momencie nie da się inaczej. Dobrze zrobiliście. Ja z mężem kilka lat temu zrobilismy to samo i po 8 latach męczarni wszystkim wyszło to na dobre.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem, popieram - zrobiliśmy tak samo z rodzicami Męża. Najpierw teściowa trafiła do domu opieki prosto ze szpitala psychiatrycznego (alzhaimer), zeszłego lata dołączył do niej teść. Odżyliśmy, bo też byliśmy blisko zwariowania.
    A teraz wiemy, że są bezpieczni, mają dobrą opiekę (za niemałe pieniądze), a Mąż może ich odwiedzać z daleka.
    I to nie jest naganna postawa moralna, a ci, którym się to nie podoba, a nie doświadczyli takiej sytuacji, niech zamilkną.

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję Ci Agatka i gratuluję decyzji

    OdpowiedzUsuń
  5. W pełni popieram Waszą decyzję. To bardzo rozsądne podejście. Brawo!
    Ludzie oceniają negatywnie, bo wciąż jeszcze pokutuje w nas negatywny stereotyp tzw. domu starców. Standardy placówek się zmieniły, a życie na kupię w rodzinie wielopokoleniowej razem z niepracującymi zonami/matkami zniknęło. A państwo nie zapewnia innej formy pomocy dla takich zagubionych potrzebujących wsparcia i opieki seniorów.
    Miej tylko rękę na pulsie czy opieka jest taka jaką Wam obiecywano. Przychodząc z pieskami na zajęcia dogoterapii będziesz mieć możliwość popatrzeć na ten dom trochę od środka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje! Serio. To była bardzo trudna decyzja, wiem. *Tulam* i mam nadzieję, że się zregenerujecie, a jak się ochłodzi to pójdziemy na spacer w jakieś miłe miejsce! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobra decyzja!
    Gratuluje asertywnosci.
    Czekam niecierpliwie na historyjki z dogoterapii :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Po siedmiu latach opieki nad moją mamą zrobiłam tak samo. !,5 roku nie mogłam iść do szpitala, opiekunki rezygnowały po kilku dniach a mój stan zdrowia był gorszy od jej stanu. Nie mogłam pracować i dziś mam emeryturę jaką mam a do prywatnego domu opieki trzeba oddać sporo. Ale tam jest w porządku. Uważam, że za długo dojrzewamy do takich decyzji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie życie... jak już nadchodzi ten czas kiedy zdaje nam się, że teraz to już naprawdę możemy robić to co chcemy i lubimy podkrada się starość rodziców, trudne obowiązki i kolejne dylematy. A potem dochodzi się do ściany i poczucia totalnego zawłaszczenia oraz stłamszenia nie swoim życiem. I kto jest wtedy w złym położeniu?
    Absolutnie słuszna decyzja, dobrze, że podjęta w odpowiednim momencie. Pisze to osoba doświadczona.





    OdpowiedzUsuń
  10. To są takie decyzje, których żaden kulturalny człowiek nie będzie komentował. Mój dziadek mieszkał w domu opieki, kto tego nie przeżył na własnej skórze ten nie wie. Tak czytam ten wpis i już czuję, że chociaż minęło tylko kilka dni to już odżyliście. Cieszę się.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zrobiliście najlepszą rzecz, jaką można było zrobić w tej sytuacji, dla Alicji i dla siebie. Nie zrozumie tego nikt, kto był w takim położeniu, bo wiadomo, że walczą tu najróżniejsze uczucia, bo to bliska osoba, bo znajduje się milion powodów, żeby "nie oddać matki do zakładu" (jak kiedyś usłyszałam...). Ale człowiek ma jedno życie i granicę wytrzymałości psychicznej, i na pewnym etapie trzeba zadbać o wszystkich - i chorą starszą osobę i o siebie, bo przed nami jeszcze długie życie. A w tym domu będzie miała opiekę fachowców, pielęgniarkę w razie czegokolwiek, towarzystwo. Dobrze zrobiliście!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak widzę wszyscy popierają - ja też. I dobrze, że omówiliście z personelem jej uciążliwości i z czego wynikają. Nie będą musieli bawić się w detektywa 'dlaczego'. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ależ to była świetna decyzja. Jak Was Alicja widzi, to jesteście uśmiechnięci, nie sfrustrowani, cierpliwi. Samemu trudno mieć tyle czasu, żeby wciąż motywować chorego do podtrzymywania posiadanych jeszcze umiejętności. Jeśli dom jest dobry, to będzie tam szczęśliwa. Codzienny kontakt z potrzebnymi specjalistami to też cudowna sprawa.
    A Wam też się coś od życia należy!!!
    Magdalenka

    OdpowiedzUsuń
  14. Ci co krytykują takie decyzje nigdy nie mieli takiego problemu, bo śmierci w ich rodzinie były daleko, bądź nagłe. Natomiast ta wełna w tapczanie, biorąc pod uwagę kubaturę pojemnika na pościel, brzmi intrygująco

    OdpowiedzUsuń
  15. Ktoś, kto nigdy nie opiekował się seniorem / osobą niepełnosprawną nie powinien komentować takich decyzji. Na pewno łatwo nie było. Zapewnili Państwo Pani Alicji lepszą opiekę, niż mogłaby mieć w domu.
    Kasia Poland

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo popieram. Najlepsza decyzja, jaką mogliście podjąć. Dobrze, że Was stać na to, bo przecież nie dla wszystkich taka opcja jest dostępna.Ja też mam nadzieję, że jak już sama nie będę dawała rady to moi synowie znajdą dla mnie dom z dobrą opieką. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tutaj podczytuję i oglądam ale teraz musiałam napisać. Popieram po całości, to nie są łatwe decyzje. Trzymajcie się ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobra i słuszna decyzja. Nie jesteśmy zawsze w stanie zapewnić opieki seniorowi, jakiej potrzebuje. Jeśli pani Alicja będzie odwiedzana, wszystko ok. Bo samotność w DPS doskwiera bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  19. To jest jak najbardziej pozytywna postawa morelna. Nikt kto nie funkcjonował w takich warunkach nie zdaje sobie sprawy jak niszczące mogą być dla całej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kto nie zna sytuacji, ten nie musi naginac jakiegos dziwnego komentarza, i koniec kropka.
    Ciesze sie z Wami, ze jestescie zadowoleni z wyboru osrodka, ze mieliscie tam wczoraj mily dzien, a i Alicja dobrze zaopiekowana jest, i ze znowu mozecie zyc.
    U nas wtedy bylo doslownie kilka dni do osrodka, ale upadek mamy wszystko zmienil, a reszta potoczyla sie, jak byc musialo.
    Trzymajcie sie cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  21. Podczytuję tu po cichutku, ale też się wypowiem.
    Popieram Waszą decyzję ( nie jest to istotne, ale... )
    Moi Rodzice mieszkali z Babcią, i chociaż akcje słowne nie były aż tak spektakularne jak u Was, to czyny już tak. Alzheimer to nie jest fajna choroba. Z pomocą mojego życiowego partnera wytłumaczyliśmy moim starszym, że dalej się tak nie da, Babcia już i tak żyje we własnym świecie a oni zaraz zwariują i co? Komu by to było potrzebne? Umieściliśmy Babcię w domu opieki, wtedy jeszcze nie było tylu miejsc co teraz, nie był zły ani dobry, ale trochę duży, potem zwolniło się miejsce w innym, miłym, kameralnym miejscu z parkiem i bardzo sympatyczną, oddaną obsługą, i w sąsiedztwie szpitala, właściwie w tym samym kompleksie. Babcia spędziła tam kilka ostatnich lat...
    To nigdy nie są łatwe decyzje.
    Carpe diem.

    OdpowiedzUsuń
  22. I mnie to być może czeka...

    OdpowiedzUsuń
  23. Moja mama też miała alzheimera. Na początku wydawało mi się, że dam radę, wynajęliśmy z bratem opiekunkę, żeby nie była sama, a i tak byłam dzień, w dzień u niej i widać było, jak odchodzi mentalnie. Trudno mi było dopuścić do siebie myśl, żeby oddać ją do domu opieki. Ale przyszedł taki moment, kiedy zapomniała, jak się chodzi i jak otwiera się oczy. Początkowo szpital, a potem dom opieki. Byłam tam co drugi dzień i wiecie co, zobaczyłam, że te starsze osoby nareszcie mają towarzystwo, te lepiej sprawne umawiały się na kawę, do fryzjera (dzwoniły i przychodziła do nich pani), albo siedziały i rozmawiały.

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja mama ma zaawansowaną demencję, od jakiegoś czasu jest leżąca. Nie chce jeść, nie chce pić, jedzenie miksujemy, ale i tak nie chce. Nie daje sobie włożyć zębów, więc papki muszą być. Ale nie je, je mało, je marnie, trzeba w nią wmuszać. A ja nie mam siły. Miałam niedawno operację onkologiczną, nadal trwa leczenie, mam inne dość poważne schorzenia, na ogół czuję się marnie. Mama ma 90 lat, ale zdrowe serce i wygląda na to, że może pożyć jeszcze wiele lat. Nie mam pieniędzy na dom opieki. Nie wiem, co robić. Chwilami nie chce mi się żyć.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.