Tomek miał marzenie. Chciał pojechać nad morze w zimie.
Latami mi o tym gadał, ale się jakoś nie składało. Dawno temu, wyrwaliśmy się z Klebarka na kilka godzin nad Zatokę, Wtedy Pestka ostatni raz szczęśliwa biegała po plaży. Pogoda była śliczna, niskie słońce, mróz, w morzu rybacka łódka zamiast stada pluskających się plażowiczów.
I tak sobie co roku obiecywaliśmy i się nie składało, a to terminy przerwy semestralnej w różnych szkołach wyższych się nie pokrywały, a to jakieś choroby, nieszczęścia, a to kasy brakowało. W tym roku się udało, pojechaliśmy na tydzień do pustej i zimnej Jastarni. Wzięliśmy pokój w hotelu, zapakowaliśmy oba zwierzaki, ciepłe ubranie i pojechaliśmy.
Warto było. Dłużej niż tydzień byśmy nie wytrwali, ale tydzień to akurat.
Na plaży nie było nikogo, kto by oskarżycielsko wskazał nam palcem tablicę zakazującą wstępu z psem w to śliczne miejsce. W lesie Frania miała mnóstwo śladów do wąchania.
Na plaży również pierwszy raz w życiu psiak się wytarzał. Nie boli w biodrach i normalne psie aktywności zrobiły się dostępne. teraz Frania turla się na spacerach aż miło. Niestety Muszka cierpiąca coraz gorsze bóle kręgosłupa już tego prawie nie robi. Widok fikających w górze nóg jest bardzo śmieszny (i świadczy o kondycji).
Pozwiedzaliśmy sobie trochę Hel i okolice. Poszliśmy przez las do Juraty. Oto juracki deptak:
Pojechaliśmy do Helu z zamiarem przejścia ścieżki widokowej nad wydmami, ale nas wywiało. Hel objawił się taki, jaki zawsze był: brzydkie miasto garnizonowo-portowe z jedną ładną ulicą przeznaczoną do wyżymania z pieniędzy turystów. Byliśmy w Dębkach. Piaśnica jak zwykle uchodzi do morza, ale miejscowość rozbudowuje się po wariacku we wszystkie strony a plaża została jaka była, nie chcę oglądać tego w sezonie. Spotkaliśmy znajomego psa. Łatek państwa Portykusów pamiętał nas 11 lat! Odwiedziliśmy znajomych i żal nam się dawnych Dębek zrobiło. W sezonie tam nie wrócimy na pewno.
Spacer poranny na siusiu na wydmach nad Zatoką. Jakież zdaniem Frani rosną tu wspaniałe krzaki! Ją róża fałdzista zupełnie nie kłuje.
Słońce wstaje nad portem w Jastarni. Na Zatoce kra i lód
Św Florian, patron strażaków. Niezwykle w tej rzymskiej zbroi wygląda. Strażacy mają co robić, niemal codziennie wycinają kogoś z samochodu. Szosa na półwyspie jest wąska i nie da sie jej poszerzyć. Trzeba jechać naprawdę powoli, a niektórym się spieszy. ten Florian ma masę roboty.
Dłużej niż tydzień tam siedzieć to by była przesada: dzień krótki, łóżko w hotelu za miękkie i nie moje, nawet sauna i jacuzzi w cenie tego ostatniego braku nie zrekompensowały. Ale co widzieliśmy, to nasze.











Tez lubie morze zima, chociaz wiatry, fakt, dokuczliwe. A latem lubie góry ;)
OdpowiedzUsuńKniga akurat doszla. Miala byc 5- go, ale nie bedziemy malostkowe ;)
Kompletnie obce mi są wschody słońca. A skarpetki cudne.:-)
OdpowiedzUsuńPiękny wyjazd. Ponieważ nasz Bałtyk kocham miłością bezwarunkową to dwa razy ( a raz na pewno) staram się wyjeżdżać nad nasze morze. Teraz właśnie odpoczywam w Łebie, przy okazji korzystam z zabiegów leczniczych, jakie oferuje to miejsce, w którym obecnie przebywam ( przyjazne pieskom). Ale zgadzam się, że tydzień wystarczy. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPięknie... rozmarzyłam się...
OdpowiedzUsuńZa rok musimy się wybrać. Teraz przerwy semestralne nie w terminie;)
Pozdrawiam serdecznie
Hel w dalszym ciągu pozostaje miejscem, które chcę zobaczyć ;). A Polskie morze po sezonie jest super! W październiku byłam parę dni w Rewalu i dopiero zdałam sobie sprawę, jaką 'metropolią' jest Świnoujście, które faktycznie stało się już miastem całosezonowym.
OdpowiedzUsuń