środa, 11 sierpnia 2021

Ku pamięci

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Plener w Zamku to nie jest jakaś nie wiem jaka impreza dla wybrańców, a dostępna za biletami tygodniowa zabawa dla malujących. Można bardzo niewiele umieć i nikt się temu nie dziwi. Pomogą, podpowiedzą, a otoczenie jest tak wspaniałe, że te kilka godzin na dworze jest czasem absolutnie dobrze zainwestowanym. Najpierw jest krótki wykład dobrze zilustrowany przeźroczami, potem każdy bierze swój malarski majdan, sztalugę, krzesło i idzie malować. Pierwszego dnia było o świetle i cieniu. Popełniłam rysuneczek niezbyt interesujący, ale, ale krzesła są trudne. Krzesła stojące krzywo i w perspektywie są jeszcze trudniejsze. Kto nie wierzy, niech sam spróbuje. A takie krzesła w trzydziestokilku stopniowym upale to mordęga. Na dodatek medium nowe, zachciało mi się sprawdzić akwarelowe kredki Inktense od Derwenta.


Drugiego dnia były chmury. Rzecz ulotna i bardzo zmienna przy wietrze. A wiało i padało gdzieniegdzie. Posłużyłam się technologią i widząc ciekawą chmurę zrobiłam jej zdjęcie. Krótka ogniskowa komórkowca ułatwiła sprawę, panorama `Pragi pod wielką chmurą, a na Floriana pada deszcz. Dopiero w domu zobaczyłam niejakie podobieństwo do Krzyku Muncha. Obrazek poszedł do ludzi.



Następnego dnia zajęliśmy się sztafarzem. Zatem krajobraz z ludźmi lub zwierzętami. Zwierząt do ogrodów zamkowych nie zapraszają, zatem musiał być człowiek. Tym razem wzięłam akwarelę. W wariackim upale nie trzeba było długo czekać na wyschnięcie. Szybki szkic, letni nader. Budowli na Nowym Zjeździe raczyłam nie zauważyć.


W czwartek miałyśmy borykać się z architekturą. czyli samo mięsko: perspektywa, łuki, cienie, schody. Koszmar amatora. Czysty koszmar, przepis na katastrofę. Wzięłam zabawki do rysowania i poszłam szukać cienia. Minęłam rozprażony labirynt z kształtowanych tuj i trafiłam na cienisty, bezludny trawnik, gdzie pod ogromnym drzewem zamkowi ogrodnicy trzymają zapasy roślin na gazony, po trawie przechadzają się szpaki a puste leżaki zapraszały aby usiąść. I na dodatek zza domku ogrodnika wystawały domki na Kanonii i dzwonnica Katedry św. Jana. Cudne, bez skrótów perspektywicznych. Prawie bez. Prowadzący plener nie znaleźli mnie tam! Szary papier, piórko i biały marker zrobiły robotę.

W piątek malowali wodę, a ja nic nie malowałam, bo miałam drugie szczepienie, którego za nic bym nie odpuściła.

W sobotę był króciutki, pandemiczny wernisażyk, za to potem pierwszy raz od marca zeszłego roku poszliśmy do kawiarni. 


A już bez żadnego pleneru, w ramach zajęć domowych ucieczkowych przed Alicją namalowałam dla mojego veta kochanego kolejną kopię z Jamesa C. Christiensena, to Człowiek z Księżyca. Oczywiście najważniejszy jest tu pies. Obdarowany się naprawdę ucieszył.



W małżeńskiej sypialni powinien być obraz peonii. Rozpustnej, rozszalałej i kolorowej. Tęskniąc za sypialnią zrobiłam sobie akwarelkę z zeszłorocznej fotografii. Latem się fajnie maluje, jest długo światło.



A wieczorami dłubałam sukienkę z szetlanda w kolorze Spindrift z e-supełka. O sukience będzie kiedy indziej, skończyłam wczoraj drugą kieszeń i schnie na tarasie. Zabrała mi dużo czasu, zjadła 4,5 motka cienkiej wełny, w praniu puściła bury sos jak Dundaga. Projekt jest zwodniczo prosty i całkowicie i zupełnie mój. Jestem zadowolona.

Odespaliśmy już braki, ale jak chodzi o odpoczęcie, to przed nami długa droga. Nie miałam kiedy i jak zrobić porządków gruntownych ani przed Bożym narodzeniem, ani przed Wielkanocą. Trochę z tym teraz ruszyłam. Nawyrzucałam klamotów i chałabuziów co się nazbierały że hej. Piąty raz w tym roku wstawiłam plombę w czwórkę lewą dolną, muszę przez sen zagryzać zęby i ta plomba się po prostu mechanicznie z zęba wybija.  Przed nami wymiana szaf odzieżowych, bo odziedziczone po poprzedniku zabudowy jakoś się już szyn nie trzymają i są za wąskie, wieszaki na dylu przeszkadzają drzwiom, tak się nie da dłużej funkcjonować. No i przed nami najpaskudniejsze zadanie z możliwych, mieszkanie Alicji trzeba wysprzątać,  opróżnić, to i owo wyremontować i wynająć. Niech na swoją Panią zarabia. Pierwszą transzę skandynawskich kryminałów Pikuś zawiózł do biblioteki.

 


10 komentarzy:

  1. Cudne obrazy! ♥ Cieszę się, że pomaleńku wracasz do siebie! Oby się udało odpocząć jak najszybciej, czego Ci życzę z całego serca!
    Ni i czekam na fotki udziergu, bo może co zgapię i mi wena wróci.

    OdpowiedzUsuń
  2. jeju, ile obrazow i obrazkow! Nie wiadomo na czym oko wieszac!
    Czy mozna zanabyc krajobraz z ludzmi i/badz zwierzetami? Przemowil do mnie bardzo. I czy mozna tez zamowic to, co dla weta? Rozesmialam sie w glos jak zobaczylam!

    Wrocilam do Twojego poprzedniego wpisu i sobie pomyslalam, ze Twoj blog jednak chyba czytaja osoby, ktore rozumieja, nawet nie z autopsji , sytuacje impasowe, z ktorych jednak trzeba wyjsc najracjonalniej. Duzo ludzi jednak nie przyzna sie do ulgi, a jedynie do poczucia winy.

    Szaf-Ci u Was duzo, bedzie zabawa z remontem....ale jaki Wersal bedzie po!!
    Mysmy mieli Grand Wyrzutke od pazdziernika ub. roku no bo sie przeprowadzalismy. tak na oko 1/3 gratow poszlaaaa. Nowy dom jest mniejszy od starego o ok 25-30m kwadr. I co? Dalej kupa klamotow stoi w garazu i udaje sklep-graciarnie. Z 5 tys ksiazek zeszlismy do ok 2 tys i znowu zabraklo miejsca na ksiazki oraz ludzi (ludzie w domu, czesc ksiazek w garazu). jak zyc, paniusiu kochana, jak zyc.....

    p.s. z zebami to tego, ja tez zgrzytam i oblamuje zeby. Mozna na miare sobie dac zrobic taki mouth guard (na pewno jest fachowa nazwa po polsku) z miekkiego plastiku na noc. Moja Coreczka kupila chyba u dentysty takie cos, ale do pasowania w domu - rozmiekczasz to, wkladasz, zagryzasz normalnie, tamto zastyga (jest z dosc elastycznego plastiku, wiec nie wkaldasz potem do paszczy zupelnie sztywnego czegos) i ubierasz sie w to na noc, bo w nocy sie zgrzyta az iskry leca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowana! Kochana, miło Cię widzieć. Akwarelka jest Twoja, drugiego Człowieka na Księżycu na razie nie zrobię, muszę wyjechać.
      Szyna na zęby jest nam znana, dziecina miała, cienką przegryzła w jedną noc. Nasza dentystka sama zgrzyta, więc zna metody walki ze skutkami. jej zdaniem szyna jest passe. teraz się z tym chodzi do specjalnego rehabilitanta co umie mięśnie czaski rozluźnić. Pomyślę o tym po urlopie, tak jak i o reszcie spraw. Na razie nie mogę, no nie mogę. Wszystko mi się myli i miesza.

      Usuń
    2. Ooo, to sie bardzo ciesze z akwarelli! Bardzo. Musimy sie zmowic na machniom, tylko kiedy. Czlowiek na Ksiezycu moze poczekac. Nie dziwie Ci sie, ze chcesz/musisz wyjechac. nie az ssie, zeby nad morze pojechac. Oby sie udalo we wrzesniu, tylko nie wiem dokad jechac...

      No patrzaj, ja swojej nie przegryzlam...ale dla mnie to chyba poza rehabilitantem i jaka hipnoza by sie przydala, bo nie wiem, co iesnie kombinuja jak spie..a sni mi sie, sni...ostatniej nocy snilo mi sie, ze zapchalam wychodek pieknymi czerwonymi jablkami, ktore wychodek skutecznie zapchaly, potem sie to odepchalo, tylko skorki od jablek zostaly przyklejone. Woda byla krystaliczna, od poczatku do konca jakby co... Urlopu wyjatkowo wypoczynkowego zycze Wam. A. jest pod opieka, niczego nie musicie w 200%.Nie wiem ile czasu Wam zabierze odzwyczajanie sie od Jej obecnosci caly czas i wszedzie w mieszkaniu, ale podejrzewam, ze remont szafiany Wam niezle glowe zakreci. p.s. na urlopie moze rob proste bezmyslne rzeczy drutowe - ja sie lapie za takei rzeczy jak kocyki. Dobrze robi na glowe.

      Usuń
    3. Nie mam czasu na kocyki. Posiłek sen posiłek spacer sen posiłek długi sen i tak w koło.

      Usuń
  3. Obrazy przepiękne! Człowiek z Księżyca z psem cudo. Nie dziwię się, że wet był bardzo zadowolony. A peonia jak żywa! Przepiękna! To moje ulubione kwiaty:-))
    Magdalenka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepadam za nimi. Cały sezon peoniowy mam w wazonie chociaż trzy, zwykle pięć, a czasem ogromny bukiet.

      Usuń
  4. Ale z piekne obrazy. Jestes niesamowicie utalentowana. Czekam na zdjecia sukienki.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.