Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Po chorobie Frani przez chwilę był spokój. Frania z wdzięczności zaczęła mi sypiać na głowie nawet w dzień przy dzierganiu.
Zdawała się rozumieć, co się stało i jakiego losu uniknęła. W karmniku wystarczyło wsypać orzeszków by pojawiały się sójki.
Skończyłam jakąś zaczętą lata temu haftowankę:
Z resztki parzonej wełny, z której uszyłam sobie w zeszłym roku płaszcz zrobiłam do kompletu spódnicę na gumkę. Solo beze mnie w środku wygląda ta spódnica tak sobie, ale jest świetna. W tyłek ciepło nawet w mróz, a przeciągi po domu mogą sobie hulać ile chcą. Jak jestem w niej, to mnie przeciągi nie interesują. I na dodatek spódnica pasuje do większości moich swetrów.
Zrobiłam koleżance czapkę z alpaki Mirasol z masą cekinów na otoku. Podobała się. Zaczęłam w końcu coś malować.
Przywykliśmy do pandemii, spędziliśmy święta w bardzo małym rodzinnym gronie nie wysilając się specjalnie i tylko sobie trochę po lekarzach pobiegałam. Ten włókniak obok nosa widoczny na pierwszym zdjęciu wcale mi się nie podobał i nie podobał mi się taki mały pipsztyk na nosie. Maluśki, ale nie gojący się od wielu miesięcy. Zwykły chirurg zadumał się nad nim i wysłał mnie do chirurga plastycznego. Ponoć nie chciał mi jesieni średniowiecza na nosie robić. Przyjrzałam mu się dokładniej, nad maseczką miał masę szwów, które ktoś mu kiedyś chyba szpagatem robił. Ten człowiek wiedział co nieco o bliznach na twarzy. Posłuchałam go. Pani chirurg plastyczna znana z TV obejrzawszy mój nos nie zaprzeczyła, że zmiana jest podejrzana. Zadecydowała o wycinankach. Jeszcze przed wycinankami mięliśmy skoczyć na tydzień do Lanckorony i oboje czekaliśmy na wyjazd jak na zbawienie. I na tydzień przed wyjazdem Bajka wróciła ze spaceru kulejąc na lewą przednią.
Z kulejącym psem idzie się do chirurga ortopedy a nie do internisty. To wiem z doświadczenia z poprzednimi psami. Mój ulubiony, rzeczowy, uroczy i bardzo doświadczony chirurg ortopeda przyjmuje w poniedziałki, wtorki i czwartki rano w klinice SGGW. Poszłam natychmiast w poniedziałek. Nie dał rady nas przyjąć, znieczulał różne psy umówione do tomografii i rentgena. A ja nie mogłam tego dnia czekać bo coś tam było w planach. Wróciłam do niego w czwartek wiedząc już, że boli ją najmniejszy paluszek, ten po zewnętrznej. Z pomiędzy paluszków wycięłam kulki sfilcowanego futra, ale kulawizna nie ustąpiła. Doktor nas przyjął, zdziwił się że wiem co boli, bo zwykle właściciele nie wiedzą i spytał, czy może ogolić łapkę. Ogolił i oto co ujrzeliśmy:
O, pięć tygodni gipsu zakrzyknął mój ulubiony chirurg ortopeda, dał Bajce głupiego Jasia i w 10 minut założył gustowny gips. Owinął go bandażem, żeby pies nie zeżarł tego gipsu. One lubią to z wapniem. Fajnie, za kilka dni wyjazd a tu gips, który nie powinien moknąć. Na szczęście istnieją psie buty.
Okazało się, że z przednią łapą w gipsie daje się biegać. Ale powolne chodzenie na smyczy to inna historia, kicanie na trzech jest bardzo męczące. Na spacery Bajka jeździła w starym, dziecinnym wózeczku. Na szczęście teriera łatwo nauczyć takich sztuk.
GipsBajka w kaloszku jedzie do Lanckorony
Bez wózeczka jeździła na barana. Tak jak w listopadzie Frania.
Nie mogę powiedzieć, żeby gips jakoś ją spowolnił. Brykały na dziedzińcu Tadeusza jak zwykle. Tylko na długi spacer dookoła Lanckorońskiej Góry chodziłam z Franią solo. Pan Mąż byczył się bezspacerowo. Z gipsem czy bez Bajka umiała wbiec na niemal pionowe zbocze po wyrobisku kamienia. Tylko wśród świerków migały dwa cairnie ogony, a pewien lis zmykał jak niepyszny.
Od pani Kasi Bajka dostała psie kaloszki w odpowiednim na ten gips rozmiarze. Mój kaloszek był na małą łapkę w sam raz, ale na te opatrunki nie wchodził. Tu biedna, chora psinka czeka, co zleci z blatu w kuchni.
Tydzień minął za szybko.Wróciliśmy do domu a następnego dnia dostałam mój imieninowy prezent, całkiem drogi zresztą. Obiecane wycinanki na nosie. Porządną biżuterię można by za nie kupić.Trzeba przyznać, że procedura była zupełnie, absolutnie bezbolesna. Nawet zastrzyk znieczulający był nieodczuwalny. Potem przez tydzień wyglądałam tak:















Bardzo ładnie malujesz!
OdpowiedzUsuńBiedny psiaczek ale i tak historii Frani nic nie przebije. Tym większa radość, że wyszła z tego.
Trzymaj się z tym nosem i pisz częściej.
Pozdrawiam, Maria
Jak dobrze, ze się odezwałaś i wszystko jest u Ciebie ok. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.iwona
OdpowiedzUsuńAleż dużo się działo! Radości przeplatane troskami lub odwrotnie. Życzę zdrowia Tobie i pieskom.
OdpowiedzUsuńBardzo fajny krój spódnicy, podoba mi się długość i te marszczenia u dołu.
Bokasiu, to bardzo, bardzo prosty ciuch. Góra jest w gumkę, całość rozszerzana do dołu po linii prostej, a na dole są dwa tunele z gumką mocno ściągajacą 1/3 przodu i tyłu po obu stronach szwu. Cudowny patent, jeszcze kilka na lato sobie zrobię. Wykrój odrysowałam z gotowca koleżanki.
UsuńJa z nosem miałam przygodę też, ale u mnie skończyło się na pobycie na oddziale laryngologicznym i operacyjnym usunięciu "zmian nowotworowych łagodnych", jak to lekarz nazwał. Wg mnie były to polipy, ale nie wiem, może już się takiej nazwy nie używa.
OdpowiedzUsuńNa policzku miałam coś, taką jakby brodawkę z pręcikami. Chciałam to wyciąć, ale musiałabym jechać daleko, a nie bardzo mogłam/chciałam... Zaczęłam więc smarować oliwką ozonowaną i... po niedługim czasie brodawka znikła zupełnie! I - odpukać - nie odrasta.
Wiecznie coś... Nie może być za spokojnie. Moja sunia coś kuleje, utyka na prawą tylną łapę, pobliski lekarz jest do niczego, a lepszy 50 km od nas. Paliwo drogie, z kasą krucho... Niedawno woziliśmy kotkę te 50 km bo miała problem z okiem, pięknie wyleczyli. Ale to daleko! :(
Pozdrawiam bardzo serdecznie.
Gips na łapce przerabialim. Dla małych psów doradzam bucik z odciętej dolnej części plastikowej butelki po wodzie mineralnej (Żywiec jest ok). Przykleja się toto taśmą klejącą do opatrunku (jeżeli pogoda jest deszczowa można taśmą okleić cały opatrunek). Dla większej pewności wkładałam do butelki odrobinę papieru toaletowego (jeśli były na nim ślady wilgoci butelkę wyrzucałam), a na opatrunek nakładałam rękawiczkę gumową. Na to butelka oklejona taśmą. Czyta się długo, ale robi szybko. Polecam :)
OdpowiedzUsuń