środa, 15 kwietnia 2015

Cold turkey has got me...

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Odstawienie tego cuda na migrenę po kilkumiesięcznym łykaniu dało dziwne skutki. Głowa nie boli  i oby jak najdłużej, ale też pisać nie mam o czym. Oko mi najwyraźniej bielmem zaszło a uszy nie podsłuchują czego nie powinny i zajmuję się po cichu swoimi sprawami.
Wykonałam tej zimy masę skarpetek na drutach. Dla pana Męża, dla teściowej  dla koleżanki  dla siebie. Powinnam takich zrobić jeszcze dwa razy tyle, żeby wszyscy byli zadowoleni. Nawet nie ma sensu ich pokazywać bo różniły się tylko włóczką, wszystkie identycznie robione od palców w górę z rzędami skróconymi na palcach i na pięcie. No nie ma szybszego sposobu na skarpetki i nawet już nie trzeba na robótkę patrzeć, ręce same wiedzą co mają robić. Teraz na drutach siedzi Holst Coast - wełna z bawełną w przepięknym błękicie - i robi się lokalnie modna oversizowa bluzka z sporym dekoltem, ażurkiem na plecach i trochę za szerokimi rękawami 3/4. Ta lokalna moda jest do noszenia całkiem fajna, nadzwyczaj prosta w fasonach ale nie dam funta kłaków, czy gdzieś na świecie o niej słyszano. Na stronach paryskich butików o tym cicho, tam takich bluzek nie ma. Jak zrobię to zaprezentuję, póki co z niepokojem patrzę na znikającą włóczkę i braki w długości ciucha. Może wystarczy surowca.
Mając ostatnio problem ze zanalizowaniem jakiejś czytanej niemądrej powieści postanowiłam przypomnieć sobie teorię literatury. Miałam przed maturą kupioną gdzieś na wyprzedaży niesłychanie pożyteczna Poetykę nie pamiętam czyjego autorstwa. Zatem dla reaktywacji wiedzy przyniosłam sobie co tam mieli z tej dziedziny z lokalnej biblioteki. Stary Krzyżanowski nadaje się jak dawniej do zdawania egzaminu: wykład porządny, po kolei, przykłady jedynie wzięte z autorów "przerabianych " na polskim. Da się wiedzę odkurzyć, ale bez frajdy.
Natomiast coś o tytule Teoria Literatury oparte o rozmyślania dekonstruktywistów staje się powoli teorią nie wiadomo czego. Nawet mi przez myśl przeszło glupie pytanie po co to powstało, po co komu teoria nie wiadomo czego potrzebna, kulawa, niedokończona, dozwalajaca na wszystkie watpliwosci chocby i takie czy dwa a dwa to cztery i czy Holokaust naprawdę się odbył. Ja naiwniak! Nie na użytek uczniów ani translatorów to powstaje i rozwija się w każdej przypadkowej i planowanej dyskusji, a na potrzeby zdobywanie punktów do awansu w dziedzinie nauki. Do pisania doktoratów, habilitacji i corocznych ocen przydatności pracownika naukowego. Niestety, tym rozważaniom nie sposób przypisać oceny prawdy czy fałszu, zatem podstawowego kryterium jakiejkolwiek naukowości nie spełniają.  Kogo nie interesuje liczenie diabłow na czubku szpilki, niech tego nie dotyka.
Napełniłam zatem I pada opowiadankami z dreszczykiem i horrorkami. Na Amazonie można tego kupić wiadrami za grosze a mądrzejsze to niż pseudonaukowe bzdury Derridy i spółki. A łatwiej się czyta niż coraz bardziej rozwlekłe skandynawskie thrillery.



A oto moje ulubione stadko, które wkrótce się powiększy!
Na Allegro pojawiła się lalka Kaethe Kruse. Sprzedawała ją dorosła kolekcjonerka. Otworzywszy paczkę zobaczyłam lalkę tak uroczą, że mnie zatkało. I w rozmiarze umożliwiającym zwyczajne szycie z gałganków ( no, z tłustych ćwiartek) na maszynie. Nawet sobie lalkowe książki o modzie sprowadziłam mając nadzieję, ze pójdę na skróty. Nic z tego. Nie pójdę na skróty. Wzory w tych publikacjach sa fajne, kolejność szycia w porzadku, metody i metodziki godne pochwały. Natomiast wykroje są zrobione z myślą o American Girl, lalce ze szmacianym tobołowatym, grubym tułowiem i krótkimi kończynami. Na moje piękne panienki wykroje muszę sobie zrobić sama. Helenka od pani Kruse stoi zawstydzona w wielgaśnych próbnych majtasach, ale długo tak nie postoi. Maszyna już rozstawiona.
Maleństwo od Moulin Roty straciło fryzurę w trakcie mycia. Pierwszy raz widzę, aby lalkowe włosy rozprostowały się od wody. Dobrze, że na jakimś filmiku widziałam jak w fabryce czeszą lalki żelazkiem.
Chodzi mi po głowie pozbycie się Integritek. Ktoś chętny na drogie lalki nie dla dzieci?

5 komentarzy:

  1. Cieszę się bardzo, że Twoje lalkowe poszukiwania zakończyły się odnalezieniem i utwierdzeniem się w tym, że to są TE właśnie lalki. To duże szczęście dla kolekcjonera.
    Co do sprzedaży drogich lalek, to Marcella będzie też do kupienia ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezeli ktoś z niej się ucieszy bardziej niż ja, to czemu nie? Pomyślę o tym. Bawienie się Marcellą to niemal bluźnierstwo.

      Usuń
  2. To jak będziesz gotowa do rozstania, to daj znać i koniecznie cenę podaj :)
    Kto wie, czy nie odkupiłabym jej z powrotem.

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo, masz cudną skośnooką!
    czy Ona pachnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymieniłam jej ciało na niepachnące a głowa się wywietrzyła biegiem.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.