sobota, 10 października 2015

Profesor podwórkowy

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Profesorowie dzielą się na nadzwyczajnych i zwyczajnych. Zwyczajni profesorowie są ważniejsi, bo nadaje im ten stopień głowa państwa. Trzeba być pilnym i pracowitym doktorem habilitowanym, publikować mądre rozprawy i wyniki swoich badań, wychować kilku doktorów i udzielać się naukowo aby dostąpić tego zaszczytu. Taki zwyczajny profesor jest profesorem zawsze i wszędzie, a gdzie pracuje to pracuje. Mój pierwszy teść, tata Męża nr 1 został takim zwyczajnym profesorem długo przedtem, nim go poznałam i jest nim do dziś, bo ta godność z wiekiem się nie utlenia i nie rdzewieje.
Profesor nadzwyczajny to ktoś, kto w konkretnej Wyższej Szkole zajmuje profesorskie stanowisko. Jest już doktorem habilitowanym, samodzielnym pracownikiem naukowym, może sprawować pieczę nad doktorantami i dana szkoła uznaje, że takie stanowisko się mu należy, bo jest mądry, ma coś ciekawego do powiedzenia, publikuje prace naukowe. Zatem nadaje mu stopień profesora nadzwyczajnego. Nadzwyczajny musi jeszcze mocno się natrudzić aby dostać stopień zwyczajnego obowiązujący zawsze i wszędzie.
Pan Mąż zrobił doktorat w dziewięć miesięcy w obcym kraju jak miał lat 26. Przywykł do naukowego stopnia, który nie był wówczas tak powszechny jak dziś i był sobie tym doktorem aż się okazała że świat pełen jest doktorów wszelkiej maści i możliwości awansu są bez habilitacji mocno ograniczone. Zrobił zatem co trzeba w rekordowo krótkim czasie, zniósł pomiatanie jego osobą przez szacowne profesorskie grono, które nim miedzy siebie kogoś wpuści to niezłą mu falę przedtem urządzi, jest habilitowany i błyskawicznie dostał stanowisko profesorskie najpierw w Pułtusku a teraz w Szczytnie. Co miedzy nami mówiąc oznacza, że profesorowie tych szkół cenią go sobie jako człowieka pracowitego i mądrego. Jest teraz profesorem nadzwyczajnym WSPOL w Szczytnie.
Teść nr 1 grzecznie przesłał mu przez Misię gratulacje.
A Mąż nr 1? No cóż, on wyznał Misi, że takich profesorów w jego środowisku, czyli na Uniwersytecie Warszawskim, nazywa się profesorami podwórkowymi. Na to Misia spytała niewinnie jakimż to on jest profesorem skoro tak komentuje tomkowe osiągnięcia. Pikanterii sprawie dodaje prosty fakt, ze choć habilitację zrobił dawno, dawno temu, to nikt się nie wybiera mianować go jakimkolwiek profesorem. 

Bardzo nas to rozbawiło i tytułujemy się teraz w domu profesorem podwórkowym i profesorową podwórkową. Niech i tak będzie!

5 komentarzy:

  1. Wreszcie mi ktoś jasno wytłumaczył czym się różni zwyczajny od nadzwyczajnego, pamiętałam tylko, że ten zwyczajny jest ważniejszy. Dzięki! I pozdrowienia dla Pana Profesora Podwórkowego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy wiecie czym się różni profesor zwyczajny od kiełbasy zwyczajnej?

    Tym, że kiełbasa zwyczajna nigdy nie była nadzwyczajna a profesor zwyczajny owszem.

    Profesorowi i Profesorowej serdeczne gratulacje przesyłam

    OdpowiedzUsuń
  3. A komus byc moze zazdrosc cos scisnela? ;)
    Gratuluje i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, choć wieczne czekanie na profesurę na UW ma coś wspólnego z postępami w medycynie: profesorowie żyją strasznie długo , a póki żyją blokują profesorskie etaty.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.