wtorek, 10 maja 2016

Nic nie boli tak jak życie - torba z moheru

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Tak śpiewała Budka Suflera jakieś dwadzieścia lat temu. Czyli panowie byli około pięćdziesiątki. Faktycznie pięćdziesiątka boli bardziej niż czterdziestka.  Starannie leczone i wszystkie własne zęby potrafią tak dać w kość, że się odechciewa. Głupia kieszonka między zębami boli tak samo jak zapalenie okostnej albo zgorzel. Pół pyska dudni głucho, nie wiadomo czy to szczęka czy żuchwa, nie daje się myśleć ani czytać ani robić nic pożytecznego. To w końcu mija, ale nie na zawsze, tylko do kolejnego razu. 
Całkiem zdrowe zęby rosną w środku - bo jak wiadomo człowiek rozwija się przez całe życie - rosną w nieskończoność nie tylko uszy i koniec nosa, ale również miazga zęba. I tak cholera jedna rośnie, że dusi naczynia krwionośne i nerw w zębie. Mało co jest boleśniejsze niż obumierające tkanki. 
Zaliczyłam już takie dwa ząbki.
Wszystkie dawne kontuzje o których się wiedziało i o których się nie wiedziało przepowiadają pogodę albo bolą constans. Rozcięgno stopy przyczepione jest do pięty, na szczęście nie w miejscu, na którym się staje, mogę chodzić. Ale samo w sobie boli strasznie i już bardzo długo. Teraz jest gorzej, bo się ciepło zrobiło. Za miesiąc zapukam do ortopedy i mam nadzieję na strzał sterydu w to ścięgno. Będę klęła przy iniekcji jak szewc, ale reszta lata będzie łatwiejsza do zniesienia. Na dodatek dokucza mi wstrętne uczulenie (tylko swędzi, ale za to jak!) i rwa kulszowa. Same atrakcje.
Po co ja to piszę? A bo chodzi mi to po głowie (bo boliiii) i nie daje pisać o czym innym. Na dodatek przytyłam, w spodniach mi ciasno, ponury humor gwarantuje mi niepalenie i jedynie kreatywność daje trochę oddechu.
Zatem jak zwykle skarpetki:



Dla koleżanki na urodziny z Opala Rummelplatz. Wesolutkie, niewielkie (rozmiar 36) i z dyndadełkiem.
Niedawno e-dziewiarka jak ludzki pan dała naprawdę wielki rabat na porządną wełnę skarpetkową. Pewnie producent dał duży rabat, bo ta wełna z racji wzoru nie nadaje się na nic innego niż skarpetki. Odcinki wzorzyste są zbyt krótkie na inne wyroby. Mam tego surowca niby już szufladę, ale dziewiarce nigdy dość i tak się ucieszyłam, że się załapałam, że się zaopatrzyłam. I jedne skarpety już są. Zakitrałam je do skrytki, przydadzą się na Mikołaja, wtedy zwykle mam planów więcej niż mocy przerobowych.



W moich zbiorach wełnianych od lat straszyło kilka motków tradycyjnego, grubego, niemodnego moheru. Takiego na moherowe berety, kudłatego za to w bardzo pięknych kolorach. Dumałam nad nim długo i padło na torbę do sfilcowania. Pooglądałam filcowane torby na Ravelry, pomyślałam, wzięłam druty numer 4, dość bezmyślnie zrobiłam długą rurę robiąc w kółko, zeszyłam dno, wykończyłam brzeg i-cordem i wrzuciłam do pralki na 60 stopni w towarzystwie trampek. Nie przejmowałam się specjalnie rozmiarami, pamiętałam tylko że dzianina bardziej traci w filcowaniu na długości niż na szerokości. 
Z pralki wyjęłam coś, co naciągnięte mocno na trzy grube książki wyschło i zachowuje kształt jakiego oczekiwałam.




Dofilcowałam na sucho kilka kwiatków, uszyłam podszewkę, włożyłam do środka tekturowe dno i przypięłam metalowe nóżki. Z parcianej taśmy są uszy, zamek magnetyczny doszyłam ręcznie.






Dwa szwy połączyły wszystkie części w całość.

Torba jest akurat rozmiarem na codzienne spacerowanie. Mieści smycze, torby na psie kupy, portfel, telefon i klucze. Jest lekka, nie dam rady robić z nią zakupów, co było niestety możliwe z plażową torbą z Tchibo. Noszę na grzbiecie te chleby, kartofle i schaby, a potem płaczę, że boli, strzyka, chrobocze i dokucza. Na zakupy jest wózeczek i Skoda. Na spacery lekka torba z moheru.
Niestety, posiadany majątek mieści się w kieszeniach tylko w zimie. Ostatnio telefony, portfele i klucze są tak wielkie, że w obcisłe spodnie nie ma ich jak wepchnąć. A wisiorek ze smyczy nie zdobi kobiety ani trochę. Podobnie jak plastikowe torebki wyfruwające z kieszeni na wolność.

9 komentarzy:

  1. wisiorek ze smyczy każdego zdobi :-P
    znaczy mówisz, że mam się przygotować, że ta rwa będzie rwać częściej... hmmm to ja się jednak przeproszę z jogą i pilatesem.
    *uściski*
    torba cudowna, ale to już wiesz ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. A tu sie nie zgodze, mi jest bardzo do twarzy w smyczy :D oczywiscie smycz musi byc dobrana kolorystycznie i do psa, i do panci. Posiadamy czarno- brazowa w hafty i bezowo- czerwona w male pieski. W obu mi do twarzy ;)
    Torba wyszla bombowa. Przynajmniej raz moher sfilcowal sie na cos konkretnego.
    No cóz, pilnuj zebów i byc moze cie to pocieszy, ze mi tez jakos w spodniach ciasniej sie zrobilo. Pracuje nad tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak się ma TAKIE smycze to zdobią. Tyle, ze ja mam dwie na raz spięte karabińczykiem chyba od namiotu. Dwie stare, skórzane, sztywnawe, długie smycze. Karabińczyk czasem aż do pięt się zsunie z szyi, plącze się to strasznie. Lepiej w torbie je nosić.

      Usuń
  3. powiem tak torba śliczna i w moich kolorach musze spróbować coś udłubac na wzór i podobieństwo tylko jeszcze pytanie z czego a może zostało ci trochę tego moheru przecudnej urody :-) buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrzymy, wściekle różowy jest na pewno, inny trzeba sprawdzić. Próbowałam go na Szarotkach rozdać, ale nikt tego nie chciał.

      Usuń
  4. W kwestii spodni to może to zaraźliwe...? :///////
    Ja też robię skarpetki (staram sie zwalczyć przeczulicę boskich mych odnóży) i główkuję nad modelem do letnich butów, tj stopkowym bądź pół-stopkowym, który by NIE zjeżdżał z pięt, jak wszystko inne. Albowiem kupienie stopek do letnich butów, pasujących na prozaiczny rozmiar 40, graniczy z cudem :///

    OdpowiedzUsuń
  5. oj, Kobitko miła - nie daj się, NIE PAL DALEJ!
    trzymam w tej kwestii mocno kciuki, aż mi tak
    zostaną do rana, a co!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. ja już się tylko w najluźniejszą spódnicę mieszczę,
    aleć ona jeansowa - sztywna, gruba i potliwość też
    wzmagająca - więc chyba i ja muszę przeprosić się
    z jakąś aktywnością coby kilka spódnic wdziać :DDD

    OdpowiedzUsuń
  7. TORBĄ się zachłystnęłam - czyli wystarczy
    uszyć albo wydziergać i potem bezstresowo
    do pralki wrzucić?

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.