czwartek, 26 maja 2016

Witamy nowego obywatela w ogródku - już go pożegnaliśmy :-(

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Sójki pojawiły się w lutym. Najpierw były bardzo płochliwe, potem coraz mniej się bały aż zaczęły nas i nasze psy ignorować. Nikt za nogę nie łapał, w karmniku były pyszności i się przyzwyczaiły.  Założyły gdzieś w okolicy gniazdo, ciągle je u nas w ogródku widywałam. Trudno sójki nie zauważyć, to naprawdę duży i kolorowy ptak.
Dziś rano patrzę i oczom nie wierzę. Siedzi przy karmniku taki stworek:



Kolory pokazują kto to jest, ale od starych się różni. Ogonek ma krótki, dziobisko jasne a nie czarne, nie ma wąsików.



Mina głupia, oko może i bystre, ale jakieś dziecinne.



 A tu dla porównania dorosły, długi ogon i dorosły długi dziób.



Właściwie to ta notka nie jest o sójkach a o frustracji, progerii (błyskawicznym starzeniu się) sprzętu elektronicznego i zniechęceniu.
Mój ulubiony aparat fotograficzny ma 8 lat. Jest to już absolutny matuzalem z czym ja nie chcę się pogodzić. 20 lat robiłam zdjęcia Zenitem, który miał swoje wady, ale od pierwszego do ostatniego dnia współpracy działał tak samo dobrze. Przestali produkować błony, znikły fotolaby, zaczęła się fotografia cyfrowa i się przystosowałam. Ośmioletniemu Canonowi dalej nic nie brak, to porządna metalowa lustrzanka do której dziwacznego menu już przywykłam i absolutnie nie mam zamiaru inwestować kolejnych tysięcy w nową. Problem w tym, że sześcioletni iMac przestał ją widzieć jako dysk zewnętrzny. Kompletnie ją ignorował. Jeszcze zanim zignorował Canona zaczął niezauważać Leiki, której też nic nie brakuje jako aparatowi fotograficznemu. Nowej Leiki też nie zamierzam kupować. Jako szczęście w nieszczęściu uznałam, że aparat w ostatnim iPhone jest już akceptowalny, i przymuszona koniecznością zaczęłam go używać. Ale do diabła, to nie to samo. Bo sfotografować skarpetki nim da się, ale zrobić zdjęcia sójce już nie. Ani krajobrazowi górskiemu, ani martwej naturze, ani nawet psom w parku. 
Dawno temu pewien zawodowy fotograf ostrzegł mnie, ze cyfrowa fotografia to droga zabawa. Bo co chwila trzeba kupować w pakiecie nowy komputer, nowy aparat i nowe oprogramowanie jak się to na poważnie bierze. Całość w cenie dobrego nowego samochodu. 
Przez kilka lat mój niezły zestaw śmigał aż miło a teraz d... blada, nie chce. Bo części zestawu się zwyczajnie nie widzą. Zainwestowałam w czytnik kart All in One. Karta CF z Canona też powoli odżeglowuje w rejony zainteresowań historyków komputeryzacji. Nie wiem, czy sobie kilku na zapas nie sprawić, póki Allegro jeszcze ma jakieś na sprzedaż.
Czytnik działał dwa dni, ładnie zapisałam zdjęcia tam gdzie chciałam, ale dziś już nie zadziałał. Komputer wyświetlił mi jakiś niezrozumiały i wewnętrznie sprzeczny komunikat. Przez te dwa dni zmieniłam domyślne nazwy kart aparatów i ... alleluja! Komputer znów widzi aparaty jako zewnętrzne dyski. Ciekawam jakie jeszcze pułapki zastawią na mnie producenci aparatów, oprogramowania i Apple.
Bo póki nie wypstrykam tych tysięcy spustów migawki po których aparat cyfrowy popełnia samobójstwo, nie zamierzam kupować nowego. A jako stara zgredka przywykła do faktu, ze błona ma 36 klatek i ani jednej więcej myślę chwilę nim przycisnę spust. Nie fotografuję całego świata jak leci, więc to jeszcze trochę potrwa. Canon to nie iPhone, który po trzech latach od daty produkcji jest już rzęchem powolnym jak żółw, o co starają się kolejne usprawniające go aktualizacje.
No i jak tu skuteczne przestać palić????


Nowy obywatel utopił się w oczku wodnym, choć było pełne po brzegi. A drugi, taki sam osobnik skonał w garnku z nawozem. Chyba te sójki zbyt wcześnie z gniazda wyleciały. Dzieci trzeba pilnować. :-(((

9 komentarzy:

  1. Jak to nie produkują? produkują, a profiLab (ten na Dzikiej) woła najlepsze odbitki :-)
    Co do starzenia sprzętu: moje fuji (S5000 - żadna lustrzanka, zwykła hybryda!) zaczęło umierać jakoś w zeszłym roku. Przeżyło wleczenie za pieskiem po polnej drodze, zalanie oraz upadek z wysokości rąk mych własnych. Matryca się wykrzacza, ale czasem współpracuje. Zakup z 2004.
    W 2008 nabyłam drogą kupna sony a100, lustereczko, które już wtedy nowym nie było (kupione na ebayu, za oszałamiającą kwotę 60GBP wraz z 2 obiektywami). Nie wyobrażam sobie innego sprzętu, chociaż pewnie, marzy mi się mamiya. Raz na czas czyszczę matrycę u speca.
    W temacie zenita: ♥! 11 forevah!
    A sójkowemu dziecięciu życzę szczęścia i samego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sójcze dzieci się potopiły a jakąś mamiya dziś na Allegro widziałam.

      Usuń
    2. jak mnie będzie stać, to nie będę szukać na allegro ;-)

      Usuń
  2. A to teraz rozumiem, dlaczego w pewym momencie mój stary takze komputer, przestal znac sie z cyfrówka. Ale syn cos mi tam pogrzebal i odnowil te ich znajomosc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Macu nie da się grzebać. Ale niedoczekanie, nie kupię ani nowych aparatów ani nowego komputera, nie w tym roku.

      Usuń
  3. Dranie! Mam na myśli producentów sprzętu. Nieważne, jakiego - każdy współczesny sprzęt jest gorszy jakościowo od takiego sprzed trzydziestu lat, chociaż może ma ładniejszą obudowę. Wszystko obecnie jest obliczone na jakieś 5 lat eksploatacji :-( Aż się boję o swoje agd, bo ma już 6.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się boję. A odziedziczona po poprzednim lokatorze zmywarka ma chyba 20 lat i działa, tylko jej się drzwi nieco popsuły i spadają na nogi.Niech trwa, bo nowa w życiu tyle nie popracuje. To samo z dwiema jego lodówkami, stare Vestfrosty chłodzą z nami już osiem lat a diabli wiedzą ile działały nim my tui nastaliśmy.

      Usuń
  4. niby takie zmyślne te najnowsze cudeńka
    a jednak padają jak muchy bez plam cukru -
    nie ma to jak sprawdzona aparatura - choć
    u mnie technologii nie za wiele :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Historia sójek bardzo smutna.
    A o sprzęcie to się trudno na spokojnie wypowiadać. Kupujesz i już przestarzałe. Mój laptop, brzydko mówiąc, muli zamiast pracować, a przecież nowy jeszcze jest, raptem trzy lata.... :-( Aparat mam też nie zgorszy, na razie komputer kartę widzi, ale nastraszyłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.