sobota, 24 marca 2018

Pan Pikuś

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Kiedy powiedziałam Panu Mężowi że chcę sobie kupić samochód odparł zdecydowanie NIE!.
Spojrzałam mu w oczy i spokojnie odparłam: Zabroń mi. Musiałam wyłuszczyć mu detalicznie powody takiej chętki: że Fabia jest jego i tylko jego, że musi być zawsze sprawna, bo jest samochodem do pracy, że na zakupy z nim muszę się zapisywać do jego kalendarza, czasami nieźle zapchanego, że dotychczasowe podwózki przez koleżankę się skończyły, bo koleżanka, dobra dusza, która woziła mnie gdzie musiałam dotrzeć z większym bagażem się wyprowadziła na Bemowo i sama jeździ do pracy metrem, że robię się coraz starsza, że każdy przedmiot w lodówce, w łazience i w całym mieszkaniu poza meblami został do domu przyniesiony przeze mnie na plecach, że do najbliższego sklepu jest pół kilometra. Że bolą mnie plecy, że donieść chorego psa do veta na plecach jest bardzo trudno. Pan Mąż jest analitykiem. Posłuchał i odpowiedział, że mam argumenty, nie da się ukryć. Ale że przecież nigdy nie zgłaszałam chęci samodzielnego prowadzenia samochodu.
Wychodzę z założenia że co o tym jak nic po tym. 
To samo było z komputerem: póki w domu był jeden bez drukarki , bez internetu, za to z matką i mężem nr 1. stojącymi zawsze w kolejce do niego to czasu było mi szkoda na wkuwanie na pamięć komend w Dosie. I co ja miałam z nim robić, w karty grać? Nie korzystałam, bo po co i z czego. Jak się w domu nr 2 pojawił sprzęt z internetem, to sprawa była inna, siadłam przy nim i bez żadnych przerw siadam codziennie do dziś. Teraz mam swój osobisty, z oprogramowaniem jakie chciałam mieć i bardzo go lubię.
Owszem, zrobiłam prawo jazdy jeszcze w 1984 roku. Dali mi je na 5 lat bo okulary nosiłam. Samochód w rodzinie był jeden: pełnoletni duży fiat z kierownicą bez wspomagania, ciągle chory, bez prawego lusterka. Był największym skarbem teścia i w moje niedoświadczone ręce trafiał tylko na pewnym placu manewrowym gdzie miałam ćwiczyć parkowanie i zakręty. I powiedziałam sobie do diabła z tym, nikt mnie nie będzie dręczył i tresował, dość mam na głowie.
Pan Mąż swój samochód też traktuje bardzo poważnie. Raz do niego wsiadłam w bardzo niesprzyjających okolicznościach, zrobiłam mu kuku i odpinkowałam się od pomysłu pożyczania samochodu od kogokolwiek.
Teraz co innego. Nie będę nic pożyczać. Mogę sobie kupić. Aby sprawa była jeszcze bardziej jasna (mój a nie wspólny) zapragnęłam auta w automacie, żadnego kicania po skrzyżowaniach. Jestem starsza pani i nawet nauka powinna przebiegać z godnością. No i mam zięcia geniusza samochodowego, ze złotymi rękami, wielką wiedzą i własnym podwórkiem gdzie ma mały warsztat.
Wymieniłam dokumenty, dali mi znów na 5 lat bo cukrzyca, znalazłam nauczyciela z automatem na jazdy doszkalające, nauczyciel mi odpowiada. Pokazał jak się parkuje za pomocą lusterek. Nie krzyczy na mnie, już przejechałam te wszystkie straszne uliczki na Starym Mokotowie.
Zaczęłam sobie szukać pojazdu. Okazało się że to wcale nie takie proste. Mały, z małą pojemnością silnika (ubezpieczenie!) i w automacie to rzecz nie częsta. I jeszcze żeby to rzęch ostatni nie był... Oczywiście bardzo mi się Mini podoba ale... usiadłam w Mini. To nie jest auto dla początkujących. No i jakoś za dużo tych przechodzonych Mini było do sprzedaży. Jak samochód jest fajny to właściciel nim jeździ a nie sprzedaje. Poczytałam statystyki Bilda i zdecydowałam się daleki wschód, koreańskie auta mają bardzo dobre notowania, Koreańczykom na europejskim rynku zależy, starają się. Po kilku tygodniach znaleźliśmy wraz z zięciem samochodzik stojący w autokomisie pod Starachowicami. Wszystko w nim mi się podobało, cena też. Oczywiście musiałam wysłuchać ostrzeżeń bliźnich i znajomych o tym, że nie kupuj w komisie, nie od Niemca, nie to nie tamto. Dobrych rad udzielali ci, co mają dwudziestoletnie Daewoo albo inne takie. Najlepiej pojechać do salonu i kupić nową Toyotę w oszczędnej hybrydzie. Na 5 lat???? Za ile???
KIa Picanto w automacie występowała w ofercie na Polskę w pięciu egzemplarzach: jeden w zachodniopomorskiem, dwa absolutne trupy i dwa w świętokrzyskiem. Ten w świętokrzyskiem mieścił się w budżecie i fajnie wyglądał na zdjęciach.  Pojechaliśmy w świętokrzyskie. Malutki samochodzik bez śladu rdzy na karoserii bez kaszlania odpalił i wyjechał z zaspy. Na bieluśkim śniegu nie zostawił żadnych oleistych śladów. Na karoserii żadnych śladów spawania,wlew paliwa nie prostowany. Tyle tylko że dla celów sprzedaży nasmarowali mu deskę rozdzielczą na tłusto, fe, błe, trzeba to odczyścić.
Zięć zajrzał gdzie się dało, przejechał się autkiem i ocenił je na OK. Nie mogliśmy z nią wrócić bo jeszcze dowód rejestracyjny miała miękki. Pan mi ją wczoraj wieczorem na lawecie przywiózł. Pierwszy raz w życiu zatankowałam mój własny samochód. Teraz dostał się w ręce zięcia, oleje, rozrządy, głębszy wgląd. Lampkę do bagażnika mu kupiłam. Boszszsz jaka jestem podniecona.
Na kolejną lekcję z panem Czarkiem z Imoli czekam podśpiewując. 


Oto Pan Pikuś wzglednie Błękitna Pchełka. Czytelnicy proszeni są o głosowanie w sprawie imienia.

15 komentarzy:

  1. Głos oddaję na Pikusia:) Kibicuję Ci mocno Agatka :)
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostaw mu Pikus. Bedzie pikus ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I do tego jeszcze niebieski, Twój ulubiony zdaje się. Gratuluję! Pchełka bardzo fajne imię, zwłaszcza,że samochód taki opływowy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje! No, Kochana! Bardzo się cieszę :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. A może Kropelka, bo taki błękitny??? No i opływowy też.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pikuś! Oh mojej starszej córce by się podobał bo ona lubi tylko niebieskie samochody. No i oczywiście gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo Wam dziękuję. Zatem zięć ochrzcił Pana Pikusia skutecznie! Na naszych miejscach parkingowych będą zatem stały bok w bok granatowo poważny Fafik (Fabia Pana Męża) i zalotnie błękitny metalizowany, niepoważny Pikuś. Być może dadzą imiona kolejnej parce futrzaków. To przecież śliczne imiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pikusia mielismy chomika. Bardzo sympatyczne imie dla czegos malego ;)

      Usuń
  8. Może ja niedowidzę, ale czy nie wpada leciutko w lila, jak moja Renia?
    Tfu tfu na psa urok, niech Ci służy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i wpada, ma taki kolor jak kwiaty barwinka.

      Usuń
  9. Niech żyje wolność! Pani na swoich włościach (czytaj autku):)
    Przyjemnego i bezpiecznego użytkowania!

    OdpowiedzUsuń
  10. Śliczny,niebieski samochodzik.
    a może Gacuś? (miałam pieska o takim imieniu,był kochanym moim pieskiem).

    OdpowiedzUsuń
  11. wow,gratuluję !!! samochód super i imię też zacne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. I jak się sprawuje??

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.