niedziela, 23 września 2018

Jesień, jesień, jesień ach to ty

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Lato się skończyło tak samo gwałtownie, jak się zaczęło. Wiosny nie było, jednego dnia biegałam w puchówce i zimowych butach a następnego było trzydzieści stopni w cieniu. Tym razem podobnie, przedwczoraj 27 stopni i duchota, a wczoraj aby 15. Ledwie zdążyłam wymienić odzież na wieszakach już trzeba korzystać ze swetrów i szali. Wielką torbę letnich szmatek Tomek wyniósł do piwnicy, a ja się serdecznie witam z wełnianymi sweterkami i bluzkami, bo nie ma jak dotyk wełny na skórze. No i przedstawiłam szafowej zgrai nowy udzierg na sezon jesienno - zimowy, Victorię od Woodhouse Knits. Moja Victoria zeżarła trzy motki ręcznie farbowanego merino, (Mirella od Włóczek Warmii), i bardzo mi się podoba, acz zdjęcia porządnego na osobie jeszcze nie ma. Przy robocie była jakaś niewielka, ale w blokowaniu urosła do rozmiarów akuratnych. Nawet rękawy ma porządnie długie.




Rejon dekoltu z ażurami zostawiłam taki jaki zaprojektowała Jennifer Woods, zaszewki na biust zrobiłam po mojemu, dodajac długości z przodu (brzuch!), a kształtowanie talii zrobiłam po bokach. Pionowe zaszewki pod biustem dobre są dla chudziaków, grubas nie może w takim przyodziewku ręki do góry podnieść by nie zaprezentować światu pępka albo podkoszulka. Oryginalne ażury na mankietach i na dole swetra odwijały się i nie były ładnym wykończeniem, zmieniwszy druty na 2,5 (z 3,25) zrobiłam ażurowe ściągacze i teraz jest ok. Brzeg dekoltu też zrobiłam zwięźlej niż projektantka kazała a jeszcze aż prosi się o gumeczkę wciągniętą w ten brzegowy rulonik.
Grunt, ze Mirella się sprawdziła bo mam jeszcze Mirelli na kilka swetrów. No i z Mirelli się bardzo szybko dzierga. Motki nie różnią się od siebie tak, by nie dało się z nich zrobić spójnej kolorystycznie bluzki.
Szal strzałka z poprzedniego posta poszedł do nowej właścicielki i po prawdzie to dawno nie widziałam, żeby się ktoś tak bardzo z prezentu ucieszył. Nowa włascicielka promieniała, że rozmiar słuszny, wełna, kolory takie jej, ale powiedzcie jaki sens obdarować kobietę w szal zimowy w nie jej kolorach? Teraz kolejny lunowy kłębek wyciągnięty z tapczanu przerabiany jest na strzałkę dla pewnej Basi. Basia kocha wszystkie kolory, które są w tym motku a ja mam 100 powodów, żeby Basię uszczęśliwić.
Po czytelniczej zapaści, kiedy mogłam jedynie brnąć przez historię genetyki, co było w gruncie rzeczy bardzo satysfakcjonującą, ale nielekką lekturą, zostałam obdarowana świetną książką Ein Mann namens Ove Fredrika Backmana i to mnie z zapaści wyciągnęło. Lu, bardzo, bardzo dziękuję. Dawno już nie czytałam czegoś tak dobrego i porządnie napisanego. Książka istnieje i po polsku jako Mężczyzna Imieniem Ove. Żadnych papierowych bohaterów, żadnej kopulacji na 70 stronie ani szymli. Jakbym się czystej, zimnej wody napiła. Wczoraj Pan Mąż przyniósł Homo Deus Krótka Historia Jutra autorstwa Yuvala Noaha Harari i obwąchując ją na dzień dobry wciągnęłam pierwszy rozdział nie wiadomo kiedy. Autor jest wykształconym erudytą i tłumacz też się spisał. Opowiadania Joe Hilla Dziwna Pogoda też są OK, widać w nich wpływy taty Stephena Kinga i bardzo dobrze.

Frania ma nowe hobby zgodne z jej możliwościami i zainteresowaniami wszystkich cairnów. Na SGGW jest masa wielkich, zaniedbanych klombów i krótko przyciętych żywopłotów, gdzie mieszkają myszy. Frania wbiega w taki klomb albo żywopłot i za tymi myszami bobruje. Nie ucieka, a metodycznie szuka myszy. Myszy są sprytne i jak nas słyszą, to przewidujaco uciekają z krzaków z ogonami tryumfalnie uniesionymi w górę. Frania się rehabilituje, krew się nie leje, praca węchowa jest wykonana a pies zmęczony i zmachany jakby 20 km przebiegł.
Jesteśmy umówione na drugi zabieg na prawej nodze, tej lepszej. Już jako tako chodzi na lewej, ale nadużywana prawa zaczyna bardzo boleć i nocne wrzaski z bólu zaczynają się znów pojawiać. Konsultowani specjaliści mają podzielone opinie. Niektórzy chcą czekać aż się jej pogorszy, jeden mnie straszy, że wcale chodzić psina nie będzie. Inni jeszcze mówią żeby operować i rehabilitować i nie hodować bolesności i nie truć jej przeciwbólowymi lekami, zakończyć definitywnie leczenie i żyć z takim pieskiem jaki będzie. Nie będzie skakać przez krzaki to nie będzie, nie będzie łazić po stole, to nie będzie. Będzie sobie cairnem emeryckim, spokojnym i mniej rozbieganym niż inne cairny.

A pan Pikuś całkiem się jako dostawczak spisuje. Pan Mąż okazał się świetnym nauczycielem i cierpliwym towarzyszem jazd. On zna układ pasów w Warszawie, a ja nie. Póki się nie nauczę muszę jeździć z przewodnikiem. Idzie to coraz sprawniej i mniej nerwowo.

10 komentarzy:

  1. Świetna bluzka ze świetnym,nieoczywistym ażurem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o Harari (Oxfordczyk zresztą :) to jestem absolutnie zakochana w jego książce 'Sapiens'. Ostatni raz takie wrażenie wywarła na mnie 'Makdonaldyzacja społeczeństwa' Ritzera (to wrażenie kazało mi potem studiować socjologię). Natomiast nie wiem czy Deus (bo to rozważania o przyszłości) będzie miało taką samą siłę rażenia. Na razie zamówiłam sobie próbkę na Kindle, plotka głosi, że jest tak samo dobra. Obecnie zaczęłam (też próbka na Kindle) Życie 3.0 Tegmarka ale po Polsku jeszcze nie ma. Równie fascynujące. Zdrówka dla Frani.
    (To ja, Pimposhka, blogger sobie znowu jakieś jaja robi)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makdonaldyzacja faktycznie jest OK. Dobrze, że są takie karmiące rozum książki.

      Usuń
  3. Piękny ten sweterek i Ty pięknie w nim wyglądasz. A jak to się pierze? Ręcznie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To merino superwash. Niby można w pralce, ale może się rozwlec.

      Usuń
  4. Swetererererek swietny! piesowi zycze zdrowia a Wam dobrej decyzji co do nogi. i co to jest azurowy sciagacz? niby na zdrowy rozum to sobie wyobrazam, ale moze nie....moj poprzedni samochod byl dostawczakiem i wywozicielem odpadow na wysypisko oraz worow roznosci do szmateksow. z nowszym (choc juz go mam chyba 3 lata a kupiony byl 3letni) juz tak brutalnie sie nie obchodze, mozna swobodnie siadac na tylnych siedzeniach bez zagrozenia gwozdziem badz zadra w zadku. nawet czasem myje wehikul....

    OdpowiedzUsuń
  5. Prosze bardzo, chetnie posluzylam Ovem, czulam, ze Ci sie spodoba :) tez przeczytalam z wielkim apetytem na taka literature, ale i z zadumaniem.
    Dekold swetra juz raz chwalilam, ale co mi tam, jeszcze i tutaj podziw wyraze: to jest TO.
    U nas tez z dnia na dzien, jesien sie zrobila, a wczoraj w nocy spadlo nawet25 litrów deszczu na metr kwadratowy. jako, ze jest dosyc blotniscie na polnych drózkach, nie bylam jeszcze sprawdzic, ja sie miewa nasz potoczek tam kolo bauera.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś moją gurą swetrzaną! Normalnie, co nie zrobisz, to cudne i piękne i wiem, że tak nie umiem :-)
    Frania, trzymamy za Ciebie kciuki z Misiatym!
    Z lektur innych niż fantastyka to wciągam Brandysa "Listy do pani Z." (po jednym felietonie dziennie), a przed chwilą "Rój" Laline Paull (zostawiła mnie ta książka w dziwnej kondycji, nie umiem opisać wrażeń, ale trochę mnie zgniotła mentalnie), a poza tym jeszcze Andre Acimen "Tamte dni, tamte noce" i to strasznie smutna lektura była. Filmu nie widziałem. Poza tym posucha, bo robota i już nie mam siły.

    OdpowiedzUsuń
  7. no to sweterkiem mnie podbiłaś jest piękny te kolory moje też zreszta śliczny i ładnie wyglądasz :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi się podoba ten ażur przy dekolcie, jest wyjątkowy.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.