wtorek, 11 września 2018

No i co z tego, że po urlopie?

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Odsiedzieliśmy w Jastarni pełne dwa tygodnie. Odpoczywanie to nie jest proste zajęcie. Nie umiem odpoczywać w sensie że nic nie robić. Jakaś część ciała musi się ruszać, najlepiej ręce. Mogą poruszać drutami albo ołówkiem. Poruszały tym razem i jednym i drugim. Przez dwa tygodnie da się zrobić wielką chustę strzałkę.  Z kolejnego motka Dundagi/Luny powstała strzałka trzymetrowa.


Ścieg prościutki, dwa rzędy prawymi, dwa lewymi.


Jest to strzałka dziękczynna i chyba będzie ich więcej, bo umysłem jedynie prostych robótek pożądam. Wykwintnosci coś się mnie teraz nie trzymają.


Jastarnia jak zwykle jest piękna, a może przez kontrast z innymi miejscowościami wypoczynkowymi - jeszcze piękniejsza. Dachy i podwóreczka wychylają się zza siebie w najnieoczekiwańszych miejscach. Klomby jak chusteczki do nosa, ogródeczki, hortensje, drzewa nisko poprzycinane.



W galerii sztuki w Juracie w zeszłym roku zobaczyłam tę akwarelę. Galeria pełna była (i jest) baśniowych, kolorowych obrazów. Ale tę akwarelę było widać jak brylant między szkiełkami. Cenę ma zaporową więc wisi. I dobrze, popatrzyłam jeszcze. To praca Jerzego Dudy-Gracza.


 W Jastarni słońce nie chowa się o zachodzie w morzu, tylko w Zatoce Gdańskiej.


Piękny, typowy dla Helu las jest, nie zginął i musiałam tam pójść, choć moje futrzane towarzyszki z chodzeniem miały trudności. 

 Futrzaki wolały spędzać czas siedząc niż chodząc. To nie Kretka, co pędziła plażą przed siebie po szesnaście godzin na dobę. Siedzenie w pełnym słońcu też się im nie podobało. Delikatne są dziewczyny, jedno stare a drugie na trzech nogach.


No właśnie, po tuzinie pobytów w bieżni wodnej Frania wciąż używała na suchym ladzie tylko trzech nóg. Dostałam zalecenie powolnego chodzenia z nią zawsze na smyczy, chodzenia po kopnym piachu i w wodzie. Zachwycona tą wodą nie była, piach też pezekicała na trzech, do morza nie weszła wcale. Ale po rzech dniach, gdy zaczęłam chodzić kroczkami po pół stopki, nagle czwarta noga stanęła na ziemi i zrobiła krok. I drugi. I trzeci. I powolutku, powolutku pieska zaczęła operowanej nogi używać. Wróciliśmy do domu ze zwierzakiem normalnie chodzącym. Na smyczy. Bo jak ją puścić do hasania to różnie to bywa.

To zdjęcie z pierwszego dnia chodzenia na czterech. Cairny kochają kamieniste usypiska. Frania spenetrowała ten brzeg falochronu dokumentnie i na czterech.

Morski wiatr wywiał z głowy czarne myśli. Nie gotowałam, tylko jadłam to, co zrobił ktoś inny. Mamy oboje tak dosyć frytek i surówki z kapusty, że z rozkoszą oddaję się produkowaniu własnego fast foodu. Szaszłyki marynowane w musztardzie, wieprzowina grillowana z mango, codziennie surówka z czego innego, a nawet ta dam ta dam w końcu wiem jak zrobić cieniutkie francuskie naleśniki. Nie nasączone olejem jak gąbki. Cieniuuuusienienieńkie. Wyszły doskonale i zeżarliśmy je dziś na śniadanie.
Zatem kołowrotek zaczyna się kręcić. Alicja jest już u siebie i nawiedzamy ją zapowiedzeni i niezapowiedzeni. Trza sprawy kontrolować. Zbadałam sobie dno oka. Bz. Tyle, że pan Mąż mnie na badanie zawiózł. Jeżdżenia Pikusiem nie zapomniałam przez urlop. Z duszą na ramieniu ale pojechałam nim po zakupy, a potem juz poszło. Po powrocie do domu otworzyłam pelen wełny tapczan i gadałam z moimi motkami prawie godzinę. Nie widzieliśmy się od początku lipca.

Muszka nauczyła się nowej sztuczki. Muszka jest stara, nieprzekupna i dotąd odmawiała nauki twierdząc, że wszystko umie. Ostatnio bolą ją kości. Na te bóle dostaje pól tabletki Opokanu do mordy. Pierwsze podanie to była walka jak z dzikim kotem. Było plucie, parskanie i wywijanie się. Za trzecim razem wystarczyło dotknąć dłonią mordki i pokazać tabletkę. Paszcza rozwarła się na oścież a łypiące oko popędzało do szybszego wrzucenia tabletki w różową otchłań.

13 komentarzy:

  1. Strzalkowo mialas pracowity urlop, ale jaki efekt!
    Z tym piachem i woda, to byl dla Frani strzal w dziesiatke, na szczescie...
    A dla Was urlop w naprawde pieknym zakatku, i tak jeszcze swojsko tam wyglada.
    Cos mi sie zdaje, ze wielkomiejscy ciah´gna do takich miejsc (patrz moja ciocia teraz w gosciach), a prowincjalni jak ja, z kolei Budapesztem sie zachwycaja... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, na urlop jedziemy tam, gdzie nas na ogół nie ma!

      Usuń
  2. Cieszę się bardzo, że odpoczęłaś, a Frania już na czterech! ♥ Morze też by mi się przydało bardzo, może kiedyś ;-) na razie se mogę zapuścić na yt :-P
    Opokan rządzi! Jak ja się cieszę, że można w końcu jakiś ludzki lek podać, a nie bulić 12 zeta za tabletkę u veta, brrrrrr... Poza tym bierzemy jeszcze 3 suplementy i wszystko z jedzeniem, bo Misiaty, niestety, samymi tabsami pluje. Tabsy z mięsem łyka jak pelikan ;-)
    Uściski Kochana i mam nadzieję do zobaczenia wkrótce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pakuj je w pasztet, pasztet działa zawsze. Wiesz, że po tym Opokanie może dostać sraczki?

      Usuń
    2. Dużo nie daję, często też nie. Zawsze z pantoprazolem.
      Teraz jeszcze tabsy na odporność i tabsy na sierść... Ugh, zbankrutuję na ten pasztet ;-)

      Usuń
  3. Jestem znad morza, ale centralnego, z Ustki. Uwielbiam nasze morze, drobny piasek, zimną wodę (czasem mogłaby być cieplejsza), las sosnowy. Oczywiście wszystko to lubię poza sezonem, kiedy jest spokojniej. Półwysep Helski jest fantastyczny! Odkryłam go na nowo, kiedy dwa lata temu pojechaliśmy tam na początku czerwca. Było jeszcze cicho, spokojnie. Taki czas i miejsca lubię najbardziej.
    Chusta wyszła świetnie. Wakacyjno-jesienna w kolorach, prosta w robocie, czego więcej chcieć od urlopowego projektu?

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Twoje wpisy! Pisz częściej! Hel to moje marzenie. Nigdy tam nie byłam a to tam wychował się Pan Kapitan. Dziadek tam stacjonował, ze swoją jednostką, którą jak ojciec był w podstawówce przeniesiono do Ósmej Flotylli w Świnoujściu. I tak moja rodzina się tam znalazła. A że w Helu nie ma żadnej rodziny (bo dziadek z babcią pochodzą spod Częstochowy więc rodzina to raczej Kraków, Opole, Katowice) to nigdy nie było okazji do wizyty. Pan Kapitan zabrał tam kiedyś mamę ale ja nigdy nie dotarłam. Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hel jest taki sobie, wojskowe bloki i jedna fajna uliczka z maszoperiami, ale Jastarnia urzeka. Jurata to letnisko a Jastarnia to żywe maleńkie miasteczko, urocze!

      Usuń
    2. Dla mnie pewnie te koszary miałyby wartość sentymentalną ;). Chociaż jeśli dobrze pamiętam z rodzinnych filmów na ósemce to oni mieszkali w takim ceglanym budynku.

      Usuń
    3. Możliwe że te bloki były przed otynkowanie ceglane.

      Usuń
  5. Mogę prosić o podpowiedź? Chciałabym zrobić strzałkę i stąd pytanie: czy to jest wzór płatny? A jeśli tak,to kto jest jego autorem? Będę wdzięczna za słówko w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są strzałki płatne ibezpłatne. Co raz trafiam na Ravelry na płatne wersje. Ta jest zdecydowanie bezpłatna. Bodaj Kruliczycana blogu opisała jak to zrobić, zapytaj wujka Google.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.