środa, 2 stycznia 2019

Postanowienia noworoczne

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Nie spełniłam nigdy żadnego postanowienia noworocznego. Dawniej miałam do siebie o to pretensję, teraz wiem, że niemal wszyscy tak mają, poza osobami z którymi chyba nikt nie lubi mieć do czynienia. Jesteśmy jacy jesteśmy; rządzą nami nasze geny, bakterie jelitowe, pogoda, stan konta, rodzinny układ, poziom neuroprzekaźników w mózgu i nad tymi czynnikami nie mamy istotnej kontroli. Co po podjętym w styczniu postanowieniu, jak w maju jest już całkiem inaczej?
Co w życiu miałam zmienić to zmieniłam, znacznie skuteczniej niż inni i z sukcesem i nie miało to z Nowym Rokiem nic wspólnego.
Teraz jednak sama się ze sobą zakładam, czy wytrwam. Postanowiłam bowiem ponownie zacząć dokumentować własne prace. Nie mogę bowiem zrobić takiego pięknego podsumowania roku 2018 jak inne kraftujące blogerki, bo niemal wszystkie moje dzieła są ulotne i większość się ulotniła bez fotki i notatki. Zatem nie zrobię kolażu ani wyliczanki.  Pamiętam że Pan Mąż dostał ode mnie 4 pary skarpet (jedna wełna z Biferno jeszcze czeka), zrobiłam 3 strzałki z Dundagi 6/1, letnią bluzkę z lnu w paski, drugą z Sugar w niebieskie ciapki, sobie niebieską Victorię i grube Dirty Martini i mnóstwo ubranek dla ratlerków, ale to i tak za mało na rok dziergania. No i co z tym kominkiem i czapką z malabrigo w których wczoraj wyszedł ode mnie miły gość?
Zatem postanawiam sobie zapisywać sobie w pięknym, grubym notesie służacym niby do zapisywania przeczytanych książek, który zaczęłam i... niewiele w nim napisałam, co, kiedy z czego i dla kogo wykonałam. I o ile śmiertelnie mnie to nie znudzi wpisać to również ze zdjęciem na Ravelry.

Dwie najużyteczniejsze rzeczy, które zrobiłam dla siebie jeszcze w 2018 też oczywiście nigdzie nie zostały pokazane ani opisane. Dirty Martini chwalony przez blogerki i koleżanki planowałam od dawna. Długo zwlekałam, bo niepokoił mnie kołnierz. Już czytając wzór widziałam, że to będzie zjeżdżało z ramion. Wełna czekała ponad rok, dokupiłam do niej kontrastujacy kolor zupełnie bez sensu i innej niż trzeba grubości, naprawiłam ten błąd i w końcu Dirty Martini powstało. Z pół kilograma Lettlopi w przepięknym jasnym granacie czy jak kto woli ciemnym niebieskim kolorze. Takie barwy to ma tylko prawdziwa islandzka lopi.







Robiąc te zdjęcia Pan Mąż nie zauważył łat ze światła.  Wcześniej swetra nie obfotografowałam bo po pierwsze nusiałam się uporać ze spadajacym kołnierzem. Nie było łatwo, bo zostało aby pół metra wełny. Znalazłam jednak gdzieś(!) próbkę, sprułam ją i odzyskaną nitką wykonałam w poprzek kołnierza- tam gdzie się powinien trzymać człowieka-  dość ciasny łańcuszek. I od tamtej pory mam go niemal ciągle na sobie. Gruba lopi zapewnia mi komfort termiczny w chłodnawym mieszkaniu i pod przejściową kurtką od Olafa. Krój swetra przysłania to i owo, kolor pasuje do mnie i innych mieszkańców mojej szafy.
Krótko przed świętami zrobiłam sobie replikę wykonanej już kiedyś dla koleżanki czapki Kittywake od Alice Starmore. Oba egzemplarze powstały z alpaki, ten dawny z Sierra Andina, obecny z Alpaki od Dropsa



Wzór jest w książce Alice Starmore  Aran Knitting. Autorka sugeruje druty 3 i nieprodukowaną już wełnę do tego projektu. Oba moje egzemplarze zostały wykonane na drutach nr 2 i nie są za małe. Robię dość ścisło i zwykle moje próbki zgadzają się z zalecanymi na zadanych drutach. Tylko pani Starmore dzierga jak moja babcia, której skarpetki stały same  będąc czystymi i niesfilcowanymi.
A teraz pa pa, bo woła mnie syrenim głosem golf z Dundagi 6/1. Ta wełna ma w sobie jakiś czar, bierze się ją w rece i humor poprawia się natychmiastowo.

9 komentarzy:

  1. Patrzę na te zdjęcia, patrzę i się zastanawiam, jak Ty pięknie zrobiłaś te jasne plamy koloru, wygląda to magicznie, co to za wzór, pewnie intarsja!.... A potem doczytałam... *^O^*~~~
    Ale jednolity granat też cudny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie szkoda, ze to tylko plamy ;) bo wyglada szalowo! Ale i tak piekna czesc garderoby. Mialam juz zaszczyt ogladac na WhatsAppie.
    Co do postanowien dokumentacji, ja w zeszlym roku dokumentowalam na blogu, jako liczbe udzierganych rzeczy, ale dokladnie ile czego, to tez mi sie liczyc nie chce. Skarpet chyba bylo najwiecej??
    Dobrego Nowego Roku, postanowienia znajda sie w najblizszych 12 miesiacach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Obłędnie wyglądasz w tym swetrze! ♥ Szałowa Gackowa! ♥
    Niech Ci się wszystko dobrze u-dzieje w tym Nowym Roku!
    I do zobaczenia, mam nadzieję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez tak, jak Brahdelt, myslalam, ze wrabiane plamy :))))
    Dokumentacje moge policzyc na blogu, bo tak duzo to nie zrobilam, a szkoda.
    Sweterek wysmienity, kolor dla mnie to taki dzinsowy, ale monitory klamia! :)
    A sweterek nie ma ci co zakrywac, bo jakby ciebie mniej?
    Czapka w kolorze jak sweterek, czyli pewnie slepawa jestem :)
    Najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dwa różne granaty. Czapka ma oprócz granatu ciemnoróżowa dodatek, kolor nie jest płaski, tylko tzw mix, troszkę tweedowy. Kardigan jest znacznie jaśniejszy, ale też kolor ma wymiar, nie jest płaski. Myślę że farbowane runo nie było czystobiałe i stąd ten efekt. Moją czernią jest granat.

      Usuń
  5. Haha, dałam się wrobć, oglądając pierwsze zdjęcia. Zachwycające! Już sobi ewyobrażałam ile cie to kosztowało pracy!! Oczywiście rzeczywiste kolory są fantastyczne, pięknie dobrałaś je ze sobą.
    Jesli chodzi o postanowienia, to ich nie robię. Po co? I tak ich nie spełnię, bo o nich zapomnę.
    Pozdrawiam ccciepło i słonecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Te plamy tylko dodają uroku zdjęciom :) Trzymam kciuki za realizację dokumentacji. Ja robię tak mało (co mi jakoś specjalnie nie przeszkadza), że nadążam z zapisaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos podliczania - wczoraj sprawdziłam i mój urobek za 2018 rok to całe trzy sztuki: spódnica, szal i czapka :)

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.