czwartek, 13 sierpnia 2020

Smutne Żarty

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Udręczeni siedzeniem w domu i w samotności poszliśmy na wystawę Żarty Żartami w Pałacu Ujazdowskim. Trochę przypadkiem akurat dziś, w czwartek wstęp był bezpłatny. I bardzo dobrze, bo gdyby jeszcze za oglądanie tych paskudztw miałabym płacić, to chyba bym ich tam opitoliła.

Czytaliśmy o tej wystawie recenzje. Miał być i Linke (był jeden rysunek, pazerna ręka Wall Street) i Berezowska (też jeden typowy dla niej rysunek) i jakieś żarty polityczne. Coś tam było w starych gazetach. W tym upale i bez klimatyzacji trudno się było na tym skupić. 

Prace współczesne to naprawdę żart z widza. Brzydkie instalacje, żywiczne kałuże , obfitość lepiej i gorzej narysowanych lub z czegoś ulepionych kutasów.  Wymioty z gąbki i plastikowych oczu. Jestem dość biegła w odczytywaniu metafor ale tym razem wysiadłam. Chyba największym dziełem sztuki jest tu broszurka opisująca wystawę. Taki fikołek: Marie Mul pochyla się nad toksycznością nostalgii. Jej prace dotykają miękkiego podbrzusza naszych przyzwyczajeń(!). I w ten zrozumiały deseń 51 stroniczek katalogu z wystawy.

Zachwyt mój wzbudziły jedynie homoerotyczne wycinanki Xiyadie. Tu naprawdę było na co popatrzeć i obfitość ukrytych w nich kutasów zachwytu wcale nie zmniejszała. 

Naprawdę zabawne scenki Manna i Materny z serii Profesor doktór Jerzy Klemens Werner radzi -Czy prać skarpety? i -Czy myć ciało? można było tylko zobaczyć bo już nie usłyszeć.

Niczego wesołego w tej wystawie żartów nie znalazłam. Jestem konserwatywną dziczą nie znającą się na sztuce. Dziś przyjmuję to z pokorą do wiadomości. I więcej do Muzeów Sztuki Współczesnej się nie wybieram.

 

6 komentarzy:

  1. Rozumiem Cię doskonale. W mojej nadmorskiej wsi "przyozdobiono" alejkę w lasku tabliczkami z rysunkami niby satyrycznymi. Co śmiesznego jest w rysunkach gołych, cycatych bab na plaży- tego nie pojmuję. Czasem przechodzę tamtędy, bo mam najbliżej do biblioteki tą dróżką, i zawsze te "ozdoby" psują mi humor. A może ja się nie znam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy się znasz, czy nie. Ale nie ma absolutnie nic dziwnego w tym, że mizoginistyczne rysunki Cię drażnią. Mnie też drażnią.

      Usuń
  2. Ja bardzo lubię muzea sztuki współczesnej . Nie, nie jestem wielką znawczynią. Absolutnie nie. Lubię chodzić po przestrzeniach wystawowych, pośród eksponatów, które kompletnie nic mi nie mówią. Jednak z mężem próbujemy wymyślić ich tytuł, odnaleźć sens. Zachwycamy się, jesteśmy zdegustowani, czasami zniesmaczeni, ale nigdy nie wychodzimy znudzeni, ani obojętni. W Nowej Zelandii, na Tasmanii byliśmy w fantastycznym muzeum MONA. Mnóstwo ludzi z całej Australii przyjeżdża, aby zobaczyć to muzeum. Spędziliśmy tam kilka dobrych godzin, nie wszystko było strawne. Pamiętam jak z synami byliśmy w Madrycie w Reina Sophia Museum. Na ostatnim piętrze była wystawa sztuki współczesnej. Do tej pory chłopcy pamiętają, a minęło kilkanaście lat, dziesiątki Myszek Miki w różnych konstelacjach, stojące samotne krzesło powiązane sznurkami z przestrzenią., miliony czarnych kropek na białej powierzchni. Pewnie traktują to bardziej jako anegdotę, ale coś w nich ta wizyta zostawiła.
    I jeszcze raz podkreślę, nie jestem znawczynią, mogę się tylko wypowiedzieć, czy lubię takie ekspozycje, a nie czy są one dobre, ani jakie mają znaczenie.
    Pozdrawiam ciepło:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię fajną sztukę wspólczesną i bywam na tego typu wystawach w Zachęcie. Ale tam nie spotkałam jeszcze wymiotów z żywicy epoksydowej ani wielkiego, sztucznego palca. Co to ma niby być? Ani sklepu rybnego jak prawdziwy z kamiennymi rybami, coś jak powiększona do dorosłych rozmiarów zabawka przedszkolna "sklep".A wszystko brzydkie jak z czasów komuny zapyziałej. Jakiś turpizm. O żartach zapomnij. Chyba że tytuł Żarty żartami oznacza że wszystko jest na bardzo poważnie. Nawet ocynkowane wiadro pełne pianki montażowej i petów.

      Usuń
  3. Bo sztuka współczesna jest dla oblatywaczy - wliczone jest ryzyko, że 9 samolotów spadnie, dziesiąty się utrzyma. Osobiście, jako osoba ostrożna i bojaźliwa, wolę latać tymi, co nie spadły - w przeliczeniu na sztukę, to ponad pięćdziesiąt lat.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jest niezła rada. Zachodzę w głowę co tymi artystami powoduje. Skutki są opłakane. Zamiast obrazów ludzie mają w domach "ozdoby ścienne", sklepy meblowe bez skrępowania sprzedają takie cuda a na sztukę już w naszym życiu miejsca nie ma wcale.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.