Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Całkiem niedaleko nas jest świetny ogród botaniczny. Przegapiłam wiosnę, ale lata przegapić nie zamierzam. Nawet sobie karnet sprawiłam i już umiem autkiem do niego dojechać. W dni powszednie jest niestety czynny od trzeciej po południu, ale w sobotę i niedzielę już od dziewiątej rano można zwiedzać, wąchać i podziwiać. To też zwiedzamy, wąchamy i podziwiamy. Ja kradnę również wizerunki kwiatów, na szczęście można i nawet trzeba fotografować.
Oto łan najróżniejszych floksów. Zapach będzie mnie długo prześladował. bardzo, bardzo lubię floksy.
Skoro się nigdzie nie pojechało bo pandemia, to bodaj rozmaite krajobrazy w ogrodzie botanicznym można pooglądać. W godzinę można obejść siedliska wodne, górskie hale, warzywnik, sad, ogromną kolekcję róż i takie choćby właśnie floksy czy kosmosy, bo właśnie przepięknie rozkwitły. Łupy fotograficzne z wycieczki lądują w komputerze i dają początek pomysłom malarskim. W końcu mogę się skupić na papierach, pędzelkach i kwiatach. Te akurat obrazki powstały w celu ćwiczenia konkretnych technik. Hortensję malowałam tylko trzema kolorami, peonia była ćwiczeniem z maskowania i zmiękczania warstw farby. Ktoś kiedyś mi doradził. aby malować tylko to, co się lubi. To była mądra rada bo nawet takie ćwiczeniówki dobrze wyglądają. A jak się cudnie wpada w stan flow! Godziny mijają a ja w towarzystwie farb i papieru nie wiem nic o pandemii, pięćset + zamienianego na bony, kolejnych posunięć możnych i potężnych tego świata ani o kolejnym roku szkolnym spędzanym przez uczniów w domu z rodzicami jako nauczycielami i przed ekranem komputera. No cudnie po prostu. Każdemu życzę takiej możliwości mentalnego zniknięcia.
Dziergany żakiet nieco mnie znużył i czeka na pańską łaskę. Jak się zrobi chłodniej to go pewno szybciorem dokończę. Póki co przerobiłam kłębek Austermanna na wesołe skarpety dla pewnej wdowy zamieszkującej chłodny i trudny do ogrzania domek. Przydadzą się.
No i złamałam się dziś. Ignorowałam gromadne szycie maseczek ile się dało. Ale już się nie da dłużej. Jednorazowe maseczki mają sens w szpitalach, na salach operacyjnych i tylko tam. Skoro mydło tłucze covid-19 na śmierć, to nie ma co globu zaśmiecać. Ale niech to będą naprawdę maseczki ochronne, a nie jakiś pic. Ludność nosi te maski na podbródkach, są za wąskie na zakrycie nosa i ust na raz. Ponadto wykrój wprost z kraju azjatyckiego nie przewiduje pokaźnego, europejskiego nosa. Za mała maseczka spłaszcza nos i to jest okropne.
Zrobiłam sobie własny wykrój metodą formy z alufolii, ze zużytej maseczki medycznej wyciągnęłam drucik (to taki sam drucik jakim zamyka się plastikowe torebki na drugie śniadanie z Rossmana), a pozostałe maseczki jako drucik dostały wyciory od fajek. Pan Mąż dał wyciory a dostał maseczkę, która mu się podoba.
Maski zakrywają twarz od nasady nosa po grdykę. Utkane pod okularami nie powodują ich zaparowywania. Nadają się oczywiście do prania i nie gniotą w nos.
A przy szyciu i dzierganiu i przy malowaniu towarzyszą mi koleżanki w futrach. jedna wciąz preferuje spanie na wznak najchętniej w ciągu komunikacyjnym .






Piękne obrazki, aż trudno uwierzyć, że to tylko wprawki do nowych technik:-)
OdpowiedzUsuńAleż wyluzowana sunia - widać, że czuje się bezpiecznie😀
O rany! Z tymi maseczkami to faktycznie długo udało Ci się unikać. Ja lubię je szyć ale mam już trochę dość. Mam na warsztacie ostatnią partię 10 i już zapowiedziałam, że to koniec! Osobiście lubię chodzić w maseczkach i cały czas mam jedną przy sobie, w UK na początku były obowiązkowe tylko w środkach transportu ale teraz także we wszystkich sklepach i widzę, że ludzie się stosują i to tak w 99% co mnie cieszy.
OdpowiedzUsuńJa w nich chodzę i dlatego chciałam mieć wygodniejsze.A szyć nie znoszę. Tyle, że tu efekt prędko jest.
Usuńjestem potwornie wręcz
OdpowiedzUsuńzachwycona malunkami ♥
a krój maseczki odgapiam,
bo widzę, że to go ciut
zmodyfikowałaś - po zgięciu
na pół nie przypomina miseczki
cyckonośnej (prędzej sakwę )
powinno być jeszcze bardziej szpiczasto na nochal i zebrane pod brodą dla szczelności. Zrób sobie odcisk twarzy w folii aluminiowej to zobaczysz.
UsuńObłędnie piękne peonie!!!
OdpowiedzUsuńPsie brzuszki są stworzone do miziania. Przynajmniej mój osobisty tak uważa i wywala się brzuchem do góry.
OdpowiedzUsuńPeonia piękna.
Tez uwielbiam floksy, kupilam kilka tygodni temu nowa donice, wysadzilam, dobrze rosnie, no i pachnie oblednie! Uwielbiam zapach floksów, kolory tez wszystkie.
OdpowiedzUsuńWidze, ze tez blogger wola Ci o nastawienie szerokosci- ja juz znalazlam to miejsce, przeciagnelam nieco liste, znaczy zwezilam szerokosc, i zdjecia mi juz na nia nie zachodza.
Chyba zaraz wezme sie za szycie, z tego wykroju papierowego, i masz racje, wypróbuje na poszewce :D a nie na filodendronie.
Jak wkleilam forme na WhatsApp, pytanio mnie, co to za Büßerhemd ;)
Nastawiłam szerokość bloggerowi. Nawet łatwo poszło. Dziękuję! Mówisz o formach na maseczki? Pogubiłam się w tym szyciu.
UsuńGdzie jest ten ogród Botaniczny? Wybrałabym się.
OdpowiedzUsuńTeż w końcu uszyłam sobie maseczkę, słownie jedną, z batystu z zapasów domowych.
To ogród botaniczny PAN w Powsinie. Można dojechać rowerem z Ursynowa przez Las Kabacki albo autobusem. Drugi ogród botaniczny UW jest w Alejach Ujazdowskich,mały ale ma fajną kolekcję roślin wodnych. Pora iść na lilie wodne.
UsuńW takim razie znam oba. W tym UW bywam częściej, bo jest bliżej. Myślałam, że wiesz o jakimś innym, tajnym ogrodzie ;)
UsuńHortensje... szkoda gadać, bo mi słów brakuje z zachwytu. A brzuchol specjalnie wystawiony do czochrania :)
OdpowiedzUsuńAlbo do ogladania bo jakaś wysypka zaropiała się na tym brzucholu pokazała. :-(((
Usuń