poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Botanicznie

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Całkiem niedaleko nas jest świetny ogród botaniczny. Przegapiłam wiosnę, ale lata przegapić nie zamierzam. Nawet sobie karnet sprawiłam i już umiem autkiem do niego dojechać. W dni powszednie jest niestety czynny od trzeciej po południu, ale w sobotę i niedzielę już od dziewiątej rano można zwiedzać, wąchać i podziwiać. To też zwiedzamy, wąchamy i podziwiamy. Ja kradnę również wizerunki kwiatów, na szczęście można i nawet trzeba fotografować.

Oto łan najróżniejszych floksów. Zapach będzie mnie długo prześladował. bardzo, bardzo lubię floksy.

Skoro się nigdzie nie pojechało bo pandemia, to bodaj rozmaite krajobrazy w ogrodzie botanicznym można pooglądać. W godzinę można obejść siedliska wodne, górskie hale, warzywnik, sad, ogromną kolekcję róż i takie choćby właśnie floksy czy kosmosy, bo właśnie przepięknie rozkwitły. Łupy fotograficzne z wycieczki lądują w komputerze i dają początek pomysłom malarskim. W końcu mogę się skupić na papierach, pędzelkach i kwiatach. Te akurat obrazki powstały w celu ćwiczenia konkretnych technik. Hortensję malowałam tylko trzema kolorami, peonia była ćwiczeniem z maskowania i zmiękczania warstw farby. Ktoś kiedyś mi doradził. aby malować tylko to, co się lubi. To była mądra rada bo nawet takie ćwiczeniówki dobrze wyglądają. A jak się cudnie wpada w stan flow! Godziny mijają a ja w towarzystwie farb i papieru nie wiem nic o pandemii, pięćset + zamienianego na bony, kolejnych posunięć możnych i potężnych tego świata ani o kolejnym roku szkolnym spędzanym przez uczniów w domu  z rodzicami jako nauczycielami i przed ekranem komputera. No cudnie po prostu. Każdemu życzę takiej możliwości mentalnego zniknięcia.


Dziergany żakiet nieco mnie znużył i czeka na pańską łaskę. Jak się zrobi chłodniej to go pewno szybciorem dokończę. Póki co przerobiłam kłębek Austermanna na wesołe skarpety dla pewnej wdowy zamieszkującej chłodny i trudny do ogrzania domek. Przydadzą się.

No i złamałam się dziś. Ignorowałam gromadne szycie maseczek ile się dało. Ale już się nie da dłużej. Jednorazowe maseczki mają sens w szpitalach, na salach operacyjnych i tylko tam. Skoro mydło tłucze covid-19 na śmierć, to nie ma co globu zaśmiecać. Ale niech to będą naprawdę maseczki ochronne, a nie jakiś pic. Ludność nosi te maski na podbródkach, są za wąskie na zakrycie nosa i ust na raz. Ponadto wykrój wprost z kraju azjatyckiego nie przewiduje pokaźnego, europejskiego nosa. Za mała maseczka spłaszcza nos i to jest okropne.
Zrobiłam sobie własny wykrój metodą formy z alufolii, ze zużytej maseczki medycznej wyciągnęłam drucik (to taki sam drucik jakim zamyka się plastikowe torebki na drugie śniadanie z Rossmana), a pozostałe maseczki jako drucik dostały wyciory od fajek. Pan Mąż dał wyciory a dostał maseczkę, która mu się podoba.
Maski zakrywają twarz od nasady nosa po grdykę. Utkane pod okularami nie powodują ich zaparowywania. Nadają się oczywiście do prania i nie gniotą w nos.


A przy szyciu i dzierganiu i przy malowaniu towarzyszą mi koleżanki w futrach. jedna wciąz preferuje spanie na wznak najchętniej w ciągu komunikacyjnym .


14 komentarzy:

  1. Piękne obrazki, aż trudno uwierzyć, że to tylko wprawki do nowych technik:-)
    Ależ wyluzowana sunia - widać, że czuje się bezpiecznie😀

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany! Z tymi maseczkami to faktycznie długo udało Ci się unikać. Ja lubię je szyć ale mam już trochę dość. Mam na warsztacie ostatnią partię 10 i już zapowiedziałam, że to koniec! Osobiście lubię chodzić w maseczkach i cały czas mam jedną przy sobie, w UK na początku były obowiązkowe tylko w środkach transportu ale teraz także we wszystkich sklepach i widzę, że ludzie się stosują i to tak w 99% co mnie cieszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w nich chodzę i dlatego chciałam mieć wygodniejsze.A szyć nie znoszę. Tyle, że tu efekt prędko jest.

      Usuń
  3. jestem potwornie wręcz
    zachwycona malunkami ♥

    a krój maseczki odgapiam,
    bo widzę, że to go ciut
    zmodyfikowałaś - po zgięciu
    na pół nie przypomina miseczki
    cyckonośnej (prędzej sakwę )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinno być jeszcze bardziej szpiczasto na nochal i zebrane pod brodą dla szczelności. Zrób sobie odcisk twarzy w folii aluminiowej to zobaczysz.

      Usuń
  4. Obłędnie piękne peonie!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Psie brzuszki są stworzone do miziania. Przynajmniej mój osobisty tak uważa i wywala się brzuchem do góry.
    Peonia piękna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tez uwielbiam floksy, kupilam kilka tygodni temu nowa donice, wysadzilam, dobrze rosnie, no i pachnie oblednie! Uwielbiam zapach floksów, kolory tez wszystkie.
    Widze, ze tez blogger wola Ci o nastawienie szerokosci- ja juz znalazlam to miejsce, przeciagnelam nieco liste, znaczy zwezilam szerokosc, i zdjecia mi juz na nia nie zachodza.
    Chyba zaraz wezme sie za szycie, z tego wykroju papierowego, i masz racje, wypróbuje na poszewce :D a nie na filodendronie.
    Jak wkleilam forme na WhatsApp, pytanio mnie, co to za Büßerhemd ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nastawiłam szerokość bloggerowi. Nawet łatwo poszło. Dziękuję! Mówisz o formach na maseczki? Pogubiłam się w tym szyciu.

      Usuń
  7. Gdzie jest ten ogród Botaniczny? Wybrałabym się.
    Też w końcu uszyłam sobie maseczkę, słownie jedną, z batystu z zapasów domowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ogród botaniczny PAN w Powsinie. Można dojechać rowerem z Ursynowa przez Las Kabacki albo autobusem. Drugi ogród botaniczny UW jest w Alejach Ujazdowskich,mały ale ma fajną kolekcję roślin wodnych. Pora iść na lilie wodne.

      Usuń
    2. W takim razie znam oba. W tym UW bywam częściej, bo jest bliżej. Myślałam, że wiesz o jakimś innym, tajnym ogrodzie ;)

      Usuń
  8. Hortensje... szkoda gadać, bo mi słów brakuje z zachwytu. A brzuchol specjalnie wystawiony do czochrania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo do ogladania bo jakaś wysypka zaropiała się na tym brzucholu pokazała. :-(((

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.