poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Nie zwariować do końca

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignac

Mając do dyspozycji krzesło w kuchni i kawałek kanapy mogłam jedynie robić na drutach . No to robiłam. Projekty Alison Ellen bardzo mi trafiają do przekonania, więc sobie zrobiłam rogata czapkę. Z dundagi oczywiście, miała pasować do płaszczyka i pasuje.

Widok z boku (oraz widok na twarz makijażem pandemicznie nietkniętą, można te łaty zamalować, ale wszystko i tak zetrze maseczka)

Widok z góry, trójkąty z i-cordami. Alicja była tej czapce przeciwna, mnie się podoba.

Ponieważ moje wełniane zbiory były w tapczanie, na którym niemal ciągle spoczywa Alicja surowiec do dyspozycji to tylko dundaga i skarpetkówka. Ze skarpetkami chwilowo mi nie po drodze. Jakieś rozlazłe zaczęły mi wychodzić. No to dundaga, zwłaszcza w kolorach wystawy w lodziarni. Pastelowa, słodka i śliczna, akurat dla Misi na urodziny. Przy okazji wypróbowałam sposób robienia od góry opisany przez Cocoknits, linia ramienia przesunięta do tyłu tak jak w kupnych szetlandach, plecy mają taka szerokość jak ja chcę a nie jak wyjdzie, to samo z rękawami. Sposób prosty i bezbolesny. Testowy sweter jeszcze nie trafił do właścicielki, więc zdjęcia na czym bądź.

Nieprzewidywalna co do ułożenia kolorów dundaga wymaga robienia rękawów na raz z dwoma stekami. Wtedy wychodzą jednakowe. Tym razem nim przecięłam te steki obrobiłam brzegi cięć szydełkiem. Szybko i ładnie wychodzi, znacznie ładniej niż zygzakiem na maszynie. Za to dość to grube.


Po praniu kolory aż świecą, brudu spłynęło masę. Wełna się pięknie spuszyła i zmiękła.


Zdjęcia mi się coś nie po kolei załadowały, widać baloniastą linię boków, na drutach oba rękawy na raz.


Schnie



 I wysechł. I zwracam uwagę (trąby proszę, trąby i fanfary), że znów objęłam w posiadanie mój buduar. Nasz materac z sypialni powędrował do salonu, łóżko Alicji wjechało do sypialni, a ja dostałam - wzięłam sobie - ten oto fotel zero gravity, na którym wyleguje się sweter Misi.

Alicja nie była zachwycona wyprowadzką ze środka mieszkania, gdzie było wszystko słychać i widać na jakieś rubieże za łazienką, ale jej o zdanie nie pytałam. Miałam tak dosyć wygnania na krzesło w kuchni, tak mi brakowało moich książek i zabawek, że musiałam to zrobić. Salon trochę jak cygański wóz wygląda, ale o to mniejsza. Czasy są jakie są, i salonowego życia nikt teraz nie prowadzi. Kanapa, stolik i fotel znalazły dla siebie miejsce.

Salon nieco stracił urok. Trudno, za to na prostej podłodze świetnie się śpi. Psy też sobie chwalą łóżko na które łatwo wleźć.

Alicja króluje w byłej sypialni.


A ja mam oba biurka, dostęp do kredek, pędzelków, maszyny do szycia, książek i innych takich. Tylko wypędzona z tapczanu wełna trochę się poniewiera.




11 komentarzy:

  1. Dobra decyzja! ♥
    A udziergi zachwycające!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nigdy nie cięłam swetra. Myślę, że po powrocie, kiedy będę miałą dostęp do włóczek, które mi się ni rozjadą, ten dzień nastąpi. Zwłaszcza, że mocno przymierzam się do żakardów. Bardzo ładny prezent zrobiłaś, radosny, wiosenny.
    Cieszę się, że odzyskałaś swoje miejsce. Wiem jakie to ważne. dla ducha i dobrego samopoczucia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Alicja nie ma najmniejszego powodu do narzekań, a wręcz odwrotnie. Dobrą decyzję podjęłaś, to w końcu Twoje mieszkanie:). Cięcie swetra przede mną,stracha mam, a tak by się żakardów chciało. Na razie nakupiłam Papyrusa (znasz? 80% bawełny i 20 % jedwabiu), rosyjskie dziewiarki mnie zachęciły do kupna, ale jesienią obowiązkowo wzory wrabiane:). Twoje prace są zachwycające, podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałabym się ciąć bawełnę. To trzeba by fest wykończyć, to się nie filcuje wcale. Dundaga i szetlandzkie wełny podfilcowują się już przy robocie i to cięcie nie jest żadnym stresem. Można wcale tych steków nie obrabiać pewnie, ale to by był obciach jakby z rękawów krowie ogony wisiały.

      Usuń
    2. Ha ha, krowie ogony! Bawełny cięła nie będę, ale mam na oku dobre gatunkowo wełny włoskie na cewkach, głównie tweedy. Pan ( w Warszawie) odwija żądaną ilość gramów. Próbki od niego już czekają na mnie w paczkomacie, ale dorwę się do nich dopiero jutro.
      Aha, strasznie przepiękny taras macie....pomyśl, za troszkę możesz i tam przesiadywać, nie tylko w swoim salonie:).

      Usuń
  4. Wełna nic nie ponarzeka, że się wałęsa, dobrze zrobiłaś. A sweterek zachwycający.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sweter i czapka piękne.
    Podczytuję od dawna i próbuję sobie zwizualizować mamę czy teściową u nas. Horror w ciapki. Z Twoich opisów Alicja jawiła się jako osoba bardzo kulturalna i elegancka, a mimo to wspólne mieszkanie niesie ze sobą utrudnienia. Chylę czoła.

    Rękodzieło jest moją pasją, ale wyroby na takim poziomie mogę jedynie podziwiać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Własna przestrzeń to podstawa twórczości, nieważne czy chodzi o malowanie, dzierganie czy robienie ludzików z plasteliny.
    Sweter dla Misi jest przesłodki 😎

    OdpowiedzUsuń
  7. Sweterek pięknie zgrany kolorystycznie? Nie wiem w jaki sposób cieniowaną włóczkę trzeba robić by tak pięknie cienie zgrać. Szukam i szukam w necie, ale chyba nie używam odpowiednich słów kluczowych. Co to są steki i krowie ogony? Oj coś niekumata jestem. Pozdrawiam serdecznie. MamaK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robi się od góry w jednym kawałku w kółko, albo tak jak tu po prawej i lewej stronie. Steki to dodatkowe oczka do przecięcia. A krowie ogony? Niewykończone, wiszące nitki.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. Przemyślę temat. Pozdrawiam serdecznie.MamaK

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.