piątek, 18 sierpnia 2023

Przeważnie różowo

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Kiedy ogłoszono magentę kolorem roku, bardzo, bardzo się ucieszyłam.We wściekłym różu mi do twarzy. Ponadto w tapczanie, gdzie mieszka siedmiogłowy smok wełniany (którego sama wyhodowałam i którego się trochę boję i którego nie chcę już zdecydowanie rozmnażać), w worku na wełniane kołdry, antymolowym i wielkim leżały motki niesamowicie różowej Teksreny od Liloppi. Wykupiłam ten olor w całości bawiąc się pomysłem jakiegoś żakardu różowo szarego ale wyszło jak zwykle. Rok magenty był w połowie, gdy w Knitterze znalazłam niejakiego Boscobel. Decyzja zapadła w sekundę. Przez caluśki lipiec a może i chwilkę dłużej dłubałam, dłubałam i jest. Wieki całe nie robiłam swetra w kawałkach (poza tym poprzednim (-;) i urobiłam się przy zeszywaniu okropnie. Opisany jest ten Boscobel po amerykańsku, żadnych schematów, rząd po rzędzie trzeba skróty rozszyfrowywać, wykonanie plisy bardziej jak z podręcznika szycie dla lalek niż dziewiarstwa, ale jest. jest różowiuśki, magentowy aż oczy bolą a zęby dzwonią. I ponieważ mnie jest poniżej biustu znacznie mniej to i lezy właściwie.





Pierwsze zdjęcie akuratnie oddaje kolor! W praniu ciut to puszcza, nie wszystkie motki miały to samo farbowanie, rękawy są ciut inne, ale nic to. Zostało ok 20 deko, fałszywy golf, gruby i pod same uszy już powstał, będzie jeszcze czapka i mitenki w sam raz żeby nadać życia szaremu płaszczowi. Jest to konieczne, albowiem turkusowy płaszcz z parzonej wełny został - o zgrozo - nadgryziony przez mole. Owszem widywałam je od czasu do czasu, owszem, zabezpieczyłam siedmogłowego smoka  w tapczanie i wszystkie swetry metodami i fizycznymi (worki bez powietrza, regularne wietrzenie na tarasie) i chemicznymi, (papierki, spraye z permetryną), ale drzwi mamy nieszczelne i cosik od sąsiadów musiało przyfrunąć. Kieszenie z resztkami psich bobków były pewnie bardzo odżywcze. Albo te kieszenie wyreperuję, albo nie. Płaszcz z parzonej, przewiewnej wełny bez podszewki nie jest skuteczniejszy w ogrzewaniu człowieka niż sweter, także nie mam parcia na tę naprawę.

Jeden sweter w takim kolorze to za mało. Jest jeszcze lniana koszula. Tu koszula pozuje w Szczytnie!


Pojechaliśmydo Szczytna na trzy dni, bo Pan Mąż miał obrony. W szczytnie Pan Mąż jest tylko Panem Profesorem i miał tam masę magistrantów w WSPOL. Od sierpnia WSPOL zmieniła nazwę na (ha ha) Akademię Policji w Szczytnie i wszystkich, wszyściutkich studentów trzeba było zegzaminować przed tym terminem, żeby w papierach zamieszania nie było. Pochodziłam sobie po szczytnie. Jest tam gdzie chodzić.

Dookoła jeziora Domowego Dużego prowadzi taka droga. A na tej drodze nikt nikomu nie przeszkadza! Są rowerzyści, ludzie z pieskami, matki z dziećmi a nawet patrol Policji. I cud! Nikt na nikogo nie krzyczy, nie złorzeczy, nie zabrania, nie wie lepiej... Może by tak do Szczytna wyemigrować?


Jezioro Domowe Małe. Obejść można w 20 minut.



Klenczon. Obok Klenczona malutka sadzawka na pieniążki. Akurat, zeby wypłukać ubłocone psie nogi. Też nikomu nie przeszkadzało.

Bo w Warszawie to wszystko przeszkadza. Jakby w ludzi diabeł wstąpił. Przez całą zimę trwały roboty ogrodnicze i hydrologiczne pod Kopą Cwila. Przerabiano wyschniętą nieckę zwaną wielorybem na park fontann, turkusową sadzawkę z filtrem i wytworne miejsce do siedzenia wśród kwiecia. Ładnie to wygląda, ławki i fotele wygodne, pszczółki w kwiatkach pracują, tylko ludziom to coś w głowach zepsuło. Po pierwsze przez kilka pierwszych dni po otwarciu, kiedy jeszcze fontanny działały, najechało masę ludzi z dziećmi. I mieli pretensje do lokalsów, że tu są i że mają psy. Fontanny się popsuły, naprawy były niemrawe i nieskuteczne, dzieci ubyło, za to codziennie objawiał się nowy, samozwańczy dozorca sadzawki. Tego nie wolno, tamtego nie wolno, nie chodz, psa na smycz, niech nie pije, nie oddycha, zniknie. Uf. Nie jestem pewna czy chodzi naprawdę o troskę o dobro wspólne, czy raczej o pokazanie ostatniej istocie w porzadku dziobania, czyli starszej pani, kto tu rządzi. Zatem zrobiwszy kilka zdjęć wyniosłam się na starą trasę nad Smródkę. Tam nikogo nie drażnimy


Turkusowa woda to ponoć skutek użycia pylistego wapienia do wysypania dna sadzawki. Wapienny pył niestety zatkał dysze fontannom.


A ja sobie to tak namalowałam. Amerykański papier Strathmore to nie jest to.

Za to szorstki Arches to poza ceną jest to. Na Arches akwarela pracuje ile sił. Nie jest to mój oryginalny artwork tylko tutek z You Tube, ale widać różnicę w papierze.

 

A, jeszcze byliśmy na wystawie obrazów Fridy Kahlo w Łazienkach i na innej wystawie, w Koneserze, gdzie z rozkoszą obejrzeliśmy masę prac Jerzego Dudy-Gracza. I nawet kupiłam katalog. WYSTAWA FRIDY TO CZYSTE OSZUSTWO NA WADZE. Za 30 pln można zobaczyć trzy, powtarzam TRZY obrazki, z czego jeden porządny, fridowy, symboliczny, ciekawy i znaczący. Pozostałe dwa to liche martwe natury malowane w łóżku tuż przed śmiercią. Za to Duda Gracz fantastyczny.


 


Z Polecenia Brahdelt (i Czajki) Kupiłam sobie album Życie z ilustracjami Lisy Aisato. Koleżanki już się nad nim popłakały, Pan Mąż też stwierdził, że świetny. Ja też tak twierdzą, dzięki stokrotne, Dziewczyny.

Jest na co popatrzeć i co ważne, każdy tam coś ciekawego znajdzie. 

W przyszłym tygodniu Oppenheimer, a później nareszcie Jastarnia.




6 komentarzy:

  1. Pozdrawiam serdecznie
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. Człowiek uczy się całe życie - nie wiedziałam, że ten żarówiasty różowy nosi nazwę magenta😆
    W tym kolorze będziesz doskonale widoczna o każdej porze dnia i nocy🤣

    Bardzo ładny wzór sweterka wybrałaś i pięknie go wydziergałaś. Podziwiam determinację w rozszyfrowaniu skrótów w opisie wzoru.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ rewelacyjnie wyglądasz ! Możesz polecić jakieś pozycje, które pomogły Ci ustawić właściwy sposób żywienia ? Zdaje się, że z podobnym problemem (cukrzyca, insulinooporność, menopauza ) się borykam i idzie mi marnie, niestety.
    Masz rację, że magenta to Twój kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny sweter, kolor rewelacja i Ty wyglądasz fantastycznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że Ci się Życie podobało!
    W kwestii mody zupełnie przypadkiem też mam magentowy sweterek, tylko mój z pudła za szafą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie Ci w tym kolorze! Ja też niedawno coś magento-fuksjowego kupiłam, jeszcze nie wiem, jak się w tym czuję, ale chyba będzie w porządku, może by tak sukienkę jakąś machnąć na jesień?... Ładnie by się to zgrywało z fioletami, bakłażanem, nawet zimną czerwienią.
    Mam taki mój wewnętrzny konflikt z tymi pracami Aisato - ona najpierw maluje pędzlem, a potem dodaje sporo podczas obróbki na komputerze, i walczę ze sobą, żeby zrozumieć mój stosunek do takiego sposobu tworzenia... Wiem, że to wymaga masy pracy i talentu, ale mnie to trochę podgryza, że nie osiąga tych efektów samym malowaniem. Co nie zmienia faktu, że to poruszające obrazy, cieszę się, że też Ci się podobają!
    A Szczytno znam z lat 90-tych, często bywałam tam na imprezach rycerskich. *^v^* Dawno nie odwiedzaliśmy tamtych okolic - Szczytno, Malbork, Gniew, nostalgicznie się zrobiło! ^^*~~

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.