Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Covid przeszłam w marcu. Zmęczenie po nim trzymało mnie długo, czułam się wyczerpana każdą codzienną czynnością. Powinno po jakimś czasie przejść, ale nie przechodziło. I przestało mi zupełnie, ale to zupełnie wchodzić pieczywo. No w żaden sposób nie mogłam się zmusić do zjedzenia chleba. O ile chleb wydawał się niejadalny, to absolutnie neutralne w smaku, zimne płatki owsiane z mlekiem, surowe, nierozgotowane na papkę wydawały się po prostu rozkoszne. Do sięgnięcia po pomoc glukometru skłoniło mnie właśnie owo zmęczenie i nieprzeparta senność po posiłkach. Niestety glukometr był bezlitosny, pokazał z czym pożegnam się prawdopodobnie na zawsze. Niezliczone kubki herbaty, czarnej, mocnej i cierpkiej, każdy osłodzony dwiema łyżeczkami cukru odżeglowały za horyzont możliwości. Bez cukru ta herbata jest nie do przełknięcia, zatem do picia pozostają mi kawa i woda. Chwilowo eksperymentuję z herbatkami owocowymi. Czuję się oszukana na wadze bo kilka torebek proszku z ładowni, resztek porządnych listków z jakimiś owocowymi dodatkami kosztuje więcej niż bardzo przyzwoita liściasta herbata. Próby słodzenia ksylitolem zaowocowały tylko bólem brzucha i sraczką. Tego suplementu można zjeść bardzo niewiele bez konsekwencji. Owszem jakiś mały deser czy porcja lodów. Więcej - nie.
Po cukrze wyleciały z diety ziemniaki. Stare całkiem, młode jedynie w symbolicznych ilościach. I przyszło się zaprzyjaźnić ze strączkami, dziwnymi ziarnami i mąkami, których nie da się kupić w każdym sklepie. Trzeba wyszukać nowe adresy dostawców, od nowa uczyć się gotowania. I tak mogę sobie pogratulować, bo nigdy nie prowadziłam kuchni kluskowo, mączno polskiej. Teraz to absolutnie niemożliwe, po naleśnikach czy kluskach z białej mąki glukometr w 30 minut pokazuje wartości powyżej 200. Jeszcze mi życie miłe.
Oczywiście przeżyłam moment wqurwu, bo czekają mnie znów studia teoretyczne i praktyczne nad żywieniem, a to wcale nie jest łatwe. Rozwiązania gotowe są nie do przyjęcia. Dietę pudełkową zaprezentował mi kolega, dał mi kilka takich zapudełkowanych posiłków dla diety 1200 kcal. No nie da się tego inaczej nazwać niż dieta Auschwitz. Akurat tego, co jeść wolno bez ograniczeń, czyli zielonych liści w pudełku mieści się prawie nic. Reszta jest okropna. Sosu wystarczyło by natomiast na michę rukoli czy sałaty. Aż sprawdziłam w rodzinnych annałach (konkretnie w korespondencji dziadka z oflagu), że taką dietę hitlerowcy stosowali wobec jeńców, dokładnie 1200 kcal. Jeńcy bali się, że nie przeżyją. Dostawali gruźlicy, grzybic i wyglądali jak szkielety.
Jest niby na rynku masa książek o żywieniu w cukrzycy, insulinooporności itd. Niestety, większość z nich to albo płatne ulotki reklamowe jakichś jedynie słusznych produktów dostępnych w jakimś jedynym miejscy za paskarskie ceny, albo kuchnia polska okrojona z całego smaku i zapachu, czyli teoria tej diety Auchwitz. Są jeszcze liczne pozycje typu horror w Twoim domu. To wszystkie te wyliczanki jak straszną krzywdę robi Ci jedzenie, które lubisz. Jest tego dużo i to są pozycje najpodlejsze. Rozszerzyłam zatem studia na ogólną wiedzę o cukrzycy. I dowiedziałam się że z grubsza im większa szerokość geograficzna, tym częstsza cukrzyca. Bo właśnie większość roślin uprawianych w umiarkowanych szerokościach geograficznych powoduje insulinooporność. Czyli wszystko to co tanie, dostępne i pospolicie jedzone należy wykluczyć. Żywność produkowana tak, żeby nakarmić miliony dla cukrzyka się nie nadaje.
Natomiast kuchnia azjatycka, pyszna i dość szybka w przygotowaniu, jak wykazał mój glukometr, absolutnie może być. Makarony są tam gryczane, sojowe i ryżowe - trzeba się nauczyć je gotować, nie jest to temat prosty. Ryż biały, polerowany zastąpić trzeba brązowym basmati i stosować dokładną wagę do jego odmierzania. Makarony tylko razowe i durum. A w końcu w lokalnej bibliotece znalazłam poradniki Makarowskiej i Musiałowskiej. Na ich przepisach mogę jakoś startować z tą chorą kuchnią, choć jedno jest jasne, tanio nie będzie. I zastanawiam się, co mają jeść cukrzycy i insulinooporni z miejsc, gdzie jest jeden albo dwa wiejskie sklepy? Co mają jeść starzy, wykluczeni cyfrowo? Dla nich tradycyjna, cukrzycowa dieta Auschwitz.
Męka nauki została bardzo szybko nagrodzona. Waga leci w dół. Codziennie widzę na wyświetlaczu wagi łazienkowej mniejsze liczby. a ubrania kupione wiosną robią się za duże. Uszyłam sobie zatem spódnicę, która na wykonanie czekała 6 lat. Wzór podobał mi się bardzo, ale wiedziałam, że naciągnięta na mój brzuch będzie wyglądała okropnie. Ponieważ widać już, gdzie jest moja zapomniana talia, uszyłam. i Voila.
A ja dziś rano wyglądałam tak:
Mogę się nawet w obojczyk popukać i to słychać. Dawno już nie widziałam u siebie takich chudych ramion. I kosci jarzmowych i kąta żuchwy.
Naprawdę świetnie wyglądasz! I ta sukienka fajna i z krótkimi leginsami świetnie wygląda. Spodobała mi się też Pani stojąca obok. Widać że to Pani "w latach", a fajnie kolorowo ubrana i ten czerwony naszyjnik, brawo!
OdpowiedzUsuńZ cukrzycą nie mam do czynienia, w mojej rodzinie nie występuje ale mam znajome które chorują ale jakoś dietą się nie przejmują specjalnie. Co prawda biorą tabletki a nie zastrzyki, więc to może inna postać, ale jak widzę jak jedzą ciasta z kremem to się boję czy im to nie zaszkodzi.
Też się nie przejmowałam do czasu tego covida. Jak się zasypia po każdym posiłku, i to zasypia jakby prąd człowiekowi odłączyło, odruch Babińskiego znika, to naprawdę nie ma to tamto, tak się nie da żyć. Pozostaje bardzo mało czasu na życie. Ja też biorę tabletki i miejmy nadzieję że tak zostanie.
UsuńTen czerwony naszyjnik to smycz Brenia, Brenio smycz regularnie przegryza, pani zeszywa, stąd te "koraliki". Brenio to ten ciemny, malutki pieseczek.
UsuńMasz piękne włosy, to musi być także pozytyw uboczny tej nowej diety.
OdpowiedzUsuńReszta prezentuje się super, a kolana i inne stawy też pięknie podziękują.
Niestety dzisiaj bieda ma kształty otyłe, bo jest jak piszesz, gdzie i jak biedni i ci z ubocza mają się zaopatrywać w zdrowe artykuły spożywcze, dla nich pozostaje masówka i tylko tania. Smutne to.
Kazałam się po prostu ostrzyc na beatlesa z 1964 roku. Fryzjerka tylko się zaśmiała.
OdpowiedzUsuńBiedni, starzy i wykluczeni niech zdychają jedząc kartofle, pszenicę i wszystko doprawione syropem glukozowo-fruktozowym. Wszystkie restauracyjne "wynosy", fast foody są zdaniem mojego glukometru zabójcze. Kupuj drogo, gotuj sama a będziesz żyć.
Tulam!
OdpowiedzUsuńWyglądasz cudownie! Spódnica szałowa :-)
A co do zamienników mącznych, to może tu:
https://maka.pl/
tanio nie jest, ale dobre rzeczy mają, mąka z ciecierzycy u mnie rządzi.
Dzięki dzięki, biegnę pędzę sprawdzić. Nie lubię ciecierzycy ale trzeba polubić.
UsuńCzarnej herbaty nie piję już kilka lat. Spróbuj herbatę Herbapolu Verdin Fix. Bardzo mi smakuje. Zdrowia życzę.
OdpowiedzUsuńMogę podpowiedzieć jak gotuję gryczany makaron soba - na trzy zawrzenia: zagotowuję wodę z łyżeczką soli, wrzucam makaron, wpycham pod wodę jak zmiękną wszystkie nitki, zamieszam. Kiedy się znowu woda zagotuje, dolewam szklankę zimnej wody. I teraz czekam, aż znowu woda się zagotuje, i wtedy makaron powinien być już dobry!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Twoje gotowanie, nie znam się na karmieniu cukrzyka, ale ograniczenie węglowodanów chyba nam wszystkim dobrze by zrobiło. Szkoda, że one takie smaczne, ech... Ale jak mówisz, coś za coś, jak się chce być długo zdrowym i sprawnym to trzeba o siebie dbać. Pozdrawiam serdecznie!
Bardzo, bardzo Ci dziękuję. Przynajmniej ten nie bedzie się kleić, ani się nie rozpusci. Umarłabyś ze śmiechu widząc moje próby z makaronem ryżowym do Pad Thai.
OdpowiedzUsuńno gotowanie makaronu ruzowego to inna sztuka.Chwilke trawlo ale opanowalismy, poszukaj przepisow na pancit https://www.youtube.com/results?search_query=pancit ,tani przepis z Filipin.Oni mocza makaron w zimnej wodzie, a potem dotzucasz do smarzonych warzyw prosto na patelnie super danie!Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńDziękuję, że Pani pisze. Kiedyś podała Pani przepis czym karmiła chorą sunią i tak od niechcenia napisała ,że może się komuś przyda. Tak przydała się i to bardzo, moja sunia miała kłopoty, coś na spacerze przegryzła, Nasza weta zaleciła prawie to samo.
OdpowiedzUsuńOdnośnie cukrzycy to najlepsze rady dostałam od chirurga. Ziemniaków nie jem, zamieniłam na kaszę gryczaną i kaszę pęczak. Herbata zielona parzona w czajniczku, napój ze świeżej mięty i cytryny plus tarty imbir. Zaopatrzyłam się w te mądre książki, leżą na półce. A kawę piję z odrobiną
cynamonu bez cukru. Nie chcę zanudzać , jestem tu tylko nieproszonym gościem, ale chcę napisać, że czytam i zawsze czekam na nową notkę.
proponuję kawę ze szczyptą cynamonu.
OdpowiedzUsuńA ja podrzucę namiary na fajnych dostawców różnych artykułów. Może coś znajdziesz i skorzystasz. Wybór mąki, płatków i całej reszty jest ogromny. Ode mnie ciut daleko, ale czasami jedziemy z przyjaciółką na większe zakupy. https://pliczko.pl/ Osobiście polecam suszoną białą morwę. Przy sprawach cukrzycowych jest fantastyczna. Z pewnością znajdziesz coś dla siebie.
OdpowiedzUsuńCukrzyca to okropna choroba, ale czytam, że tabletki i dieta, czyli opcja najlepsza z możliwych. Za to skutki uboczne palce lizać! I w takich kategoriach należy o niej myśleć. Zawsze pozytywy :)
OdpowiedzUsuńCukrzyca to okropna choroba, ale czytam, że tabletki i dieta, czyli opcja najlepsza z możliwych. Za to skutki uboczne palce lizać! I w takich kategoriach należy o niej myśleć. Zawsze pozytywy :)
OdpowiedzUsuńProponuję na yutube posłuchać porad dr Bartka Kuczyńskiego dietetyka. Dużo mówi o żywieniu w cukrzycy. Swietnie Pani wygląda, spódnica super.
OdpowiedzUsuńTylko dieta niskowęglowodanowa ma sens przy cukrzycy. Chociaż... właśnie wyszłam ze szpitala (stopa cukrzycowa) i w szpitalu, na diabetologii, nie było diety cukrzycowej! Codziennie ryż, makaron biały, ziemniaki, zupy, jak dla zdrowych itd. a mimo to cukier świetny! Myślę, że to dlatego, że się nie podżerało między posiłkami i przerwa nocna długa, od 18 do 9 rano, czasem ciut dłużej ;) W cukrzycy trzeba jeść mało i nieprawda, że często, 3 posiłki, to maks. Byłam 4 miesiące na keto, schudłam 16 kilo, pozbyłam się senności poposiłkowej, NIGDY nie byłam głodna, a jadłam dwa posiłki dziennie, ten drugi na siłę. Musiałam przerwać keto, bo umówiona operacja, bo szpital, bo nie miałabym co jeść w szpitalu. Ale wrócę do keto, albo niskowęglowodanowej, w zasadzie już wróciłam, cukry bardzo dobre. Pozdrawiam i życzę wygranej z cukrzycą :)
OdpowiedzUsuń