środa, 6 grudnia 2023

Cicer cum caule

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Kulinarnych rozważań nie skończyłam, więc dorzucę tu kilka słów o jeszcze jednym aspekcie gotowania, mianowicie o wyposażeniu kuchni. Sądzę, że osiągnęłam w tej sprawie stan nasycenia i zadowolenia, bez przeładowania sprzętem i przydasiami.
Nigdy nie byłam szczególnie wrażliwa na reklamę i nie mam potrzeby kupowania maszynowni kuchennej, gotuję dla dwóch osób, sporadycznie dla kogoś jeszcze, nie robię zup z zasady i nie wydaję przyjęć. Fachowcy w restauracjach sprawiają się ode mnie lepiej.
Pierwsza konieczność to garnki. Stalowe kocham za trwałość. Jeśli nie mają plastikowych rączek i uszu, można je wkładać do pieca. Tyle, że potrzebne do nich łapki chroniące przed oparzeniami. Noże mają być ostre, mogą za to być stare i niekoniecznie stanowić komplet. Osełka od kosy i profesjonalna ostrzałka leżą obok noży. Zawsze. Obieraczka od Victorinox, mandolina japońska i porządna tarka Zester Microplane dopełniają sprzęt, a jeszcze tasak, stary, po babci, sprzed wojny i kuchenne nożyczki. Do pozostałych celów tnąco siekających służy malakser - dawniej Braun z dwiema misami, dziś wszystkomajacy Multitalent od Boscha. Malakser stoi na wierzchu na blacie zawsze gotów do czynu, a jego oprzyrządowanie leży w szafce w zasięgu ręki - żadnych pudeł pod sufitem. Piec w słupku na wysokości talii a nie nad podłogą robi różnicę. Ma szyny, na których można w trakcie roboty bez poparzenia się wyciągnąć to co się piecze z gorących czeluści i zrobić z tym co trzeba: polać, sprawdzić, wypędzlować masłem.
Absolutnym przełomem i hitem wyposażenia kuchennego okazała się granitowa, polerowana płyta na blat kuchenny, dostałam ją w prezencie od pana, który remontował nam taras. Na granicie można wszystko postawić niezależnie od temperatury i ph, można też na tym wszystko pokroić i nic w niego nie wsiąknie czyści się biegiem i jak ja mogłam żyć bez tego kamienia? Deski do krojenia, duże, małe i malutkie poszły do śmietnika. Są potrzebne najwyżej do przybijania napów i cięcia tasakiem kości jak ktoś to lubi.


 A, szuflady są o niebo poręczniejsze niż szafki z drzwiczkami. Żadnego pełzania po podłodze i nurkowania w poszukiwaniu garnka czy przyprawy. To tyle. Zmywarka oczywiście obowiązkowa i mikrofalówka też. Natomiast elektryczny multicooker od Tefala stoi i się starzeje. Gaz jest tańszy niż prąd i jakoś fantazji mi ten gar nie daje rozwinąć. Może kiedyś na wakacjach się przyda. Albo jak gaz wysiądzie.

Dostałam od wieloletniej blogowej przyjaciółki Lucy prezent życia. Absolutnie najważniejszą i najlepszą książkę, jaką mi przyszło czytać. Nie jest to książka dla mnie nowa, bo Czarodziejską Górę Manna czytałam w tłumaczeniu kilka razy, ale bez zachwytu. Lucy podarowała mi Zauberberg w oryginale. I to jest zupełnie inna książka. Zupełnie. Zarys treści owszem jest taki sam. Ale jak to jest napisane! Czytam sobie powolutku, po 2, 3 strony dziennie, ze słownikiem Ponsa w telefonie pod ręką (Pons okazał się bystrzejszy od Dudena i szybciej się z niego korzysta). Zdołałam od czerwca przeczytać 3/4 tomiszcza najpierw z rosnącym, a później z niegasnącym zachwytem. Niemiecki jest moim językiem wyuczonym, nie mam wyczucia przestarzałości słów, to pomaga. Nie boję się zdań długości stronicy, choć nie zabierałabym się za ich tłumaczenie. Zauberberg wysłał mnie w świat, którego w polskiej historii nie było, w świat bogatego mieszczaństwa, światowej elity bez kompleksów, za to ze znajomością języków obcych.W świat ludzi dobrze wykształconych, dobrze wychowanych i dobrze ubranych. W polskim tłumaczeniu kompletnie ginie humor Manna a na niektóre przedmioty i pojęcia nie ma wcale słów, tłumacz plącze się w powtórzeniach bo nie ma nic innego do dyspozycji. Przede mną najtrudniejsza część, spór ideologiczny Naphty i Settembriniego. Pan Mąż już czeka, żeby mi to objaśniać. Nie wiem czy sprostam zadaniu. Ale w zanadrzu są jeszcze Buddenbrockowie, na których także bardzo się cieszę. No i Śmierć w Wenecji dostępna na Kindla.
Proza Manna jest bardzo wysokiej jakości. To książka książek. Niestety nie da się po niej czytać wyrobów książkopodobnych napisanych tylko dla pieniędzy według wskazówek dzieła Jak Napisać bestseller.
Niestety, cudownie upierzona watermanem ręka codziennie się nie przytrafia. Lu, dzięki stokrotne.

Robótkowo się nie nudzę. Uznałam że schudłam akurat do rozmiaru L planowanego od lat pasowanego żakietu robionego żakardem, haftowanego i bardzo pociągającego. Zaczęłam go dłubać pod koniec października i dziś skończyłam przody tułowia. Jutro pewnie skończę tył i nabiorę na drut rękawy. Myślałam że to zajmie ze dwa lata, a tu cyk cyk i zrobione. Na zasadzie Zauberbergu, 3 czy 4 rządki dziennie. Zdjęcie zrobione jakieś dwa tygodnie temu, albo i dawniej:


Ponieważ monokultura to nie moja specjalność powstała również filcowa torba dla koleżanki. W szufladzie z dundagą jest masę resztek w przepięknych kolorach. 4 nitki dundagi na drutach 10 dały dzianinę akurat do sfilcowania. Dwa cykle w pralce w towarzystwie mydła (cykl na 40 stopni) spowodowały śliczne sfilcowanie. Obdarowana torbą jest nią zachwycona.


Tak torba wyglądała po udzierganiu




A tak po ufilcowaniu. I wiadomo co robić z resztkami wełny non superwash!
A jutro mam się szczepić na nowy covid. Drugiego covida sobie nie życzę, jeden wystarczy.

7 komentarzy:

  1. Ciekawe to, co piszesz o czytaniu Manna w oryginale. Wieki temu czytałam "Czarodziejską Górę" w tłumaczeniu i faktycznie, była nudna i ciężka, i nie pamiętam ani grama humoru. Może czas przystąpić do ponownej lektury?
    Mam prośbę, może pokazałabyś ten swój granitowy blat? A jak nie to chociaż podałabyś wymiary?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest książka o czasie, o tym jak płynie. I okazuje się że potrzeba było, żeby przepłynęło dużo czasu bym ją pokochała. Przypomniało mi się jak to jest być zakochaną - ostatnio zakochałam się 30 lat temu, można conieco zapomnieć przez tyle lat, przypomniały mi się korzenie moich pasji - Hans Castorp też studiuje anatomię, fizjologię i botanikę, też skutecznie broni się przed wszelkimi ideologicznymi zakusami, znajduję w Zauberberg siebie. Miejsce akcji i nieustanna bliskość śmierci przypominają o horrorze nieuleczalnej choroby, którego wolelibyśmy nie widzieć, a która jest i zawsze będzie blisko. Piękna książka. Blat fotnę i wkleję do posta. Gackowa.

      Usuń
    2. Dziękuję! Wygląda bardzo profesjonalnie. Nasza drewniana deska do cięcia, zdałoby się niezniszczalna, robi się powoli wklęsła. Taki granit na resztę życia starczy.

      Usuń
  2. Mnie też torba się podoba, pozdrwiam i zyczę duzo zdrowia,M.

    OdpowiedzUsuń
  3. To zabawne, też niedawno wyciągnęłam z półki Czarodziejską górę. Mam ją od czasów szkolnych, wydanie w białej, płóciennej oprawie z lat siedemdziesiątych.
    Czytałam ją w młodości trochę z obowiązku, wolałam Budddenbroków, bo tam więcej się działo.Myślę, że teraz dopiero dojrzałam do lektury Góry i sprawia mi ona przyjemność. Zazdroszczę ci czytania w oryginale.
    Gratuluję szybkiego terminu na szczepienie. Ja dzisiaj próbowałam zapisać się w Warszawie i wpisali nas na listę oczekujących. Szczepionki mają się pojawić najwcześniej za tydzień. Ciekawa jestem jak się czujesz po szczepieniu. Ja poprzednie trzy razy trochę odczułam.
    Pozdrawiam
    Marianna

    OdpowiedzUsuń
  4. Chetnie czytam w oryginale, jezeli znajomosc jezyka mi na to pozwala. Wieki temu, moj nauczyciel jezyka niemieckiego oswiadczyl nam: Z tlumaczeniami to tak bywa jak z kobietami, albo sa piekne i niewierne, albo wierne i niepiekne. Manna uwielbiam za klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piszę ja, Gackowa, bo Safari ma konflikt z blogspotem.Pięknie Twój nauczyciel to ujął. Ja podchodzę do czytania w obcym języku bez kompleksów. Sama tłumaczyłam uczniom, że jak rozumieją 10% słów, to rozumieją treść. Tak z grubsza. Dla kryminałka to wystarczy. Dla Manna zdecydowanie nie wystarcza, stąd słownik pod ręką. Brnąc dzielnie przez stronice nabyłam niespodziewanie umiejętność czytania po angielsku bez żadnych kursów i lektoratów, tylko te cztery lata w liceum w zamierzchłej przeszłości. Podręcznika prawa nie zrozumiem, ale podręcznik biologii i medycyny nie mówiąc o psychologii czy lit. pięknej to spokojnie.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.