Mój apel w poprzednim poście o włóczkowe dary przyniósł nadspodziewany efekt. Danka, Ula i Małgosia podarowały tyle surowca, że Vita przybywszy tu z największą torbą na kółkach jaką widziałam, jeszcze musiała do niej niebieski worek uwiązać. A wiem, że to nie koniec, kolejne darczyńczynie (!) mają jeszcze co nieco do oddania. Na Fb na stronie sitky_warszawa Vita pokaże co uzbierała. I co z tego potem będzie, poniżej to, co Vita z przywiozła ode mnie do domu. Dziękujemy serdecznie jeszcze raz!
Pani Zosia w Domu Opieki i wiele innych osób mają z czego dziergać.
Vita nie przyszła do mnie z pustymi rękami, dostałam kolejną skarpetę polową zapinaną na guziki i w związku z mrozem na zewnątrz i przeciągami wewnątrz używam. Za dwa tygodnie wszystkie te skarpety uprane wrócą do Vity i pojadą do Ukrainy.
Robiona w trzy cienkie nitki na Bóg wie jak grubych drutach grzeje jak piec.
Miałam imieniny i miałam gości! Pan Mąż kupił tort, i dobrze, że on kupił, bo ja bym wybrała głupiej. Tort był czekoladowy z musem czekoladowym w środku, niezbyt słodki a przepyszny, od Antolaka. Jeszcze faworki, a dla jedzących zupełnie bez cukru ciemny chleb z nieprzyzwoicie smacznym smarowidłem zrobionym z kaczych nóg, kaczych piersi i kaczego smalcu. I imieninowo-urodzinowa (bo Basia tego samego dnia ma urodziny) herbatka okołopołudniowa odbyła się ku wielkiej radości obecnych. Wyjęłam najcieńszą japońską porcelanę, ręcznie haftowany w putta obrus i srebrną łopatkę do ciasta. Pan Mąż zabawiał nas mięsistymi historyjkami z poprzedniego życia i wszyscy, nawet osoby towarzyszące byli zadowoleni. Były bukiety, prezenty i nieustanne bieganie do ogródka.
No i teraz siedzę tylko i się zrastam. Jeszcze dwa tygodnie się tak będę zrastać, ale tryb życia w tym formacie się ustalił. Przeczytałam książkę, której od 10 lat skończyć nie mogłam. Stephen King polecił ją bardzo w swym dziele teoretycznym o horrorze Dance Macabre, jest to The House Next Door niejakiej Anne Rivers Siddons. Historia o nawiedzonym domu, tyle że po pierwsze nie tłumaczona na polski, po drugie w papierze i nie można kliknąć na słowo żeby się definicja wyświetliła, po trzecie postaci są nieprzyjemne, rzecz tyczy stosunków towarzyskich waspow z Atlanty i słownictwo też jest dość południowe. A ja dziesięć lat temu znacznie gorzej po angielsku czytałam niż dziś. No i skończyłam, mogę ten z Amazona ściągnięty tom oddać komuś innemu. Teraz słucham fantastycznej powiesci od Lucyny, Der Lavagaenger Reinharda Stoeckela. Lektor ma świetny głos, opowieść od pierwszej płyty wciąga po pas i na pewno nie będę tego męczyć dziesięć lat. Na dodatek na druty wskoczył Bałagan w Piórniku z Biferno, bo mi zaświtało w końcu co z nim zrobić. Lata temu zrobiony z ręcznie farbowanej Mirelli od Włoczek Warmii Childhood zaprojektowany przez Anke Strick jest już bardzo przechodzony. Wściekle zielona włóczka - kolor to Zielona Herbata, chyba już nie występuje w ofercie - zbladł i zszarzał. Merynos w wersji superwash jakoś się rozwlekł i wygląda szmatławo. Nie wyrzucę go, bo do wynoszenia śmieci w niezbyt zimne dni wciąż się nadaje, ale jego najlepsze czasy minęły. Zatem reprint potrzebny, ale w weselszym wydaniu. Zatem uszy zajęte Lavagaengerem, ręce Childhoodem, noga wysoko odziana w skarpetę i jazda...
Przy okazji, wszystkie miski dziewiarskie, wazony na włoczkę i takie tam mogą się schować wobec patentu widocznego na zdjęciu. Czy motek skarpetkówki, czy ciasteczko z Luny wszystko się ładnie rozwija i nie przekręca dodatkowo. Przy singlowych włoczkach to ważne, wyrób mniej się kosi.
Jak mi już zdejmą ten HM Cast to się wykąpię. Cała i dokładnie się umyję. Nawet nie chcę wiedzieć jak pod tym czymś wygląda skóra na mojej lewej stopie. Nie to, żebym się wcale nie myła, co to to nie, ale nie są to zabiegi łatwe w tym stanie. Ponoć tę skorupę można moczyć, ale lekarz odradza. Coś bąknął niewyraźnie o flizelinie w środku, wodzie, grzybach, schnięciu... wolę nie próbować. Jeśli usiądę w tym w wannie, to mnie Tomek z tej wanny już nie wydobędzie. Stanąć na tej nodze nie wolno. Jak to zmoczę, to kiedy i jak to wyschnie? Jednak udało mi się trzy razy wziąć pełen prysznic na jednej nodze. Jest to możliwe bo specyficznie urządziłam salon kąpielowy. Szklany ekran jest na zawiasie a nie w szynie i dzięki temu można bez kupowania żadnych stołków do wanny usiąść na jej brzegu, wsadzić do środka zdrową nogę i używając trzech zamontowanych na grubaśnych wkrętach poręczy podciągnąć się do pozycji stojącej. Naturalnie jak się kąpiesz na jednej nodze to mata antypoślizgowa w wannie jest koniecznością. Została jeszcze po Alicji. No i stojąc na jednej nodze można oprzeć się o ścianę, nogę położyć na pralce albo wsadzić za jedną z poręczy i voila. Wyjście z wanny jest trudniejsze niż wejście do niej. Wczoraj chcąc ochronić łazienkę przed chlapaniem zamknęłam za sobą parawan nawannowy. I utkwiłam! Nie mogłam wyjść. Pan Mąż przybył na ratunek. Powolutku, powolutku zmieniam się w zależną od innych staruchę... Psy wyprowadzają na długie spacery koleżanki, bo Pan Mąż nie lubi spacerować, wyprowadzi bo musi, ale frajdy z tego nie ma. I dzięki Bogu, że utworzyła ię ta nasza górkowa społeczność. Możemy na siebie liczyć.





Dobrze, że się jakoś daje w tym formacie żyć i że się zrastasz.
OdpowiedzUsuńCzy będąc zdecydowanie osobą spoza Warszawy mam jakąś szansę na dostarczenie włóczek na skarpety?
Naturalnie, możesz coś podarować. Napisz na mail, dam Ci kontakt bezpośrednio do Vity, na jej paczkomat i mail. Vita nie mówi po polsku, ale czytać za pomocą tłumacz Google umie, zna angielski i ukraiński.
UsuńZnaczy mozna bedzie jej wysylac wloczki tak w koncu marca czy juz bedzie za cieplo? I grubsze te wloczki? czy cienizna skarpetkowa ma byc?
UsuńWszystko się nada.
UsuńCzy ma byc tylko surowiec szlachetny? Bo ktos mi dal sporo akrylu, takiego na kocyk.
UsuńZyczenia spoznione leca jak rowniez spozniona pewnie rada kapielowa - tak Coreczka, jak i ja uzywalysmy takiego jakby grubo-foliowego buta z uszczelka pod kolanem. Wtedy mozna sie normalnie umyc na 2 nogach ;) Jednego rozmiaru sa te foliowe buciki. Zdrowka zycze ogolnego.
OdpowiedzUsuńPiękna sprawa i masa materiału 😎
OdpowiedzUsuńSpiesze doniesc, ze po weekendzie powinnam byc gotowa jakos sie z Toba umowic na podwiezienie dobr :) specjalnie wyjme wszystkie zapasy i przejrze, co zmobilizuje mnie do sensownego ulokowania reszty :)) Nie moglam sie za to zabrac, a teraz jak jest cel i termin - prosze! Moge! :)) zatem to ja chyba powinnam dziekowac Vicie i Tobie, zescie mnie zmobilizowaly :P
OdpowiedzUsuńAga