sobota, 3 stycznia 2026

Let it snow

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Moja osierocona koleżanka szlochała gorzko tydzień, ale gdy i dziecko i były mąż, lekarz zresztą, kazali jej natychmiast brać kolejnego psa, nieco oprzytomniała i zaczęła się rozglądać. O mało nie pognała mojego Pana Męża hen za Wrocław, bo tam na OLX ktoś trzyletniego Westa oddawał za darmo. Na szczęście ten ktoś się rozmyślił i koleżanka nieco przytomniej spojrzała na mapę i na siebie. Schronisko na Paluchu odpadało, nie dają tam psów pod opiekę starym ludziom. Kilka fundacji też moją koleżankę pognało po pytaniu o wiek. Pozostało kombinować i nie wybrzydzać. I rozszerzyć promień poszukiwań poza Warszawę. W rodzinnym mieście koleżanki też jest schronisko, sądząc po stronie i opisie psów jest to dobre schronisko. Miasto jest niewielkie i ludzie się znają. Koleżanka dostała rekomendacje od znajomych dla kierowniczki azylu. Zadzwoniła, powiedziała co i jak i rozsądnie zapytała, jakiego towarzysza życia jej zaproponują. I przystała na propozycję. W najbliższy weekend pojechały z córką po Zulę. Po burą sukę nie mającą nic wspólnego z rasowymi psami, jakie mojej koleżance towarzyszyły przez całe życie. Nigdy nie miała suki. I nigdy nie miała burka, genetycznie przystosowanego, żeby sobie radzić w każdej sytuacji na własną łapę. Ot choćby sprawnie chodząc po pionowym ogrodzeniu z siatki. 15 grudnia Zula zadebiutowała na wspólnym spacerze na Górce.


Co chwila spoglądała na moją koleżankę i na nikogo innego. To w końcu ta kobieta zabrała ją z psiego pierdla i gadała do niej słodko całą drogę. I najwyraźniej dała dom. W łóżku wolno i na kanapie wolno, ale wciąż pewności nie ma...


Z szelek wystraszona Zula wyłazi w sekundę, z obroży też, nie zna otoczenia. Musi być na smyczy przez jakiś czas. Ale od tych nóg nigdzie nie ucieka.


Ogon na smutno, uszy na niepewnie. Co mnie tu czeka? Dotknąć się nikomu nie dawała, przysmaków nie chciała, siusiu robi raz a dobrze na każdym spacerze. Koleżanka jeszcze płacze po Baronie, ale ręce psie futro tulą i doceniają.
Przez ostatnie dwa tygodnie wiele się w świecie Zuli zmieniło. Umeblowała sobie dom. Zagospodarowała wszystkie zabawki po Baronie. Ma schowek na smaczki. Bierze smakołyki z ręki i czasem da się posmyrać pod brodą. Z psami mówią sobie przy spotkaniu dzień dobry. Tylko mówimy do niej Zulus a nie Zula, bo jakoś to lepiej pasuje. 

Powoli ogon zaczął się podnosić do góry, zaczęła swobodnie węszyć i rozglądać się po okolicy. I zaczęła znaczyć teren. Co oznacza, że jest już u siebie!


Spadł śnieg i wszystkie psy i dzieciaki mają masę radości.


A dziś Zula hasała już bez smyczy. W cichym i odległym od ludzi i ruchu miejscu. Gdy się zagęściło bez mruknięcia poszła na smycz. Wygląda na to, że będzie pieskiem grzecznie chodzącym luzem, ale najpierw musi przejść szkolenie miejskie, dowiedzieć się co nieco o ruchu ulicznym, szklanych drzwiach i o metrze. Trzymajmy palce za burą Zulus.
A ja się ze szczęścia nie posiadam bo pada śnieg. Nie jakaś mokra ciapa, ale porządny, biały, czysty śnieg. I leży. Trzynaście lat tego nie było. Na cierpienia kierowców jestem niewrażliwa. Niejaka pani Natalia, która się Tvn24 skarżyła, że siedzi w korku czwartą godzinę jadąc z Gdańska do Warszawy z dziećmi i nie ma nic do jedzenia i picia i boi się, że paliwa też nie starczy powinna moim zdaniem dostać kolegium za zaniedbanie wobec dzieci, a nie wsparcie. Alert RCB rozsyłają na wszystkie komórki.  Trzeba wcale nie mieć szarych komórek, żeby się w taką pogodę bez zapasów z dziećmi wybierać i to S7. Kary finansowe powodują cudowne odrastanie rozumu. 

Robię orły na śniegu, chodzę w nocy na Dolinę, jest jasno, cicho i pięknie. Pan Mąż nie cierpi zimna i wolałby nigdzie nie wychodzić, ale mam to w nosie. Tak rzadko jest śnieg, mogę się nim nacieszyć.





Cztery pary skarpet skończyłam, pora na jakiś płodozmian.

8 komentarzy:

  1. A czy Zulus szczeka? Mirka pół roku nic nie mówiła, myślałam, że ma szczekaczkę popsutą, już się niczemu nie dziwiłam po niemiauczącym Erwinie, który komunikował się dźwiękiem "hyyy"... a teraz Mirosława i do telefonu swoje 3 grosze i całe euro dorzuca 😅
    Jak Zuli już ogon idzie w górę, to wskaźnik wyraźnie na plus.
    Miłej niedzieli życzę, idę budzić moje leniwe stworzenie, spo i chrapie, sweterki wysuszone, można zaczynać tytłać się w śniegu jak dzieciak. Ale psia radość niezmierna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zula szczękać umie, choć na razie nie jest zbyt gadatliwa. Umie też warknąć na natrętów. Musiała mieć dom, jest wysterylizowana, bynajmniej nie chuda i zachowuje czystość w mieszkaniu. Bardzo fajna pieska! Nie jest tak umęczona schroniskiem jak Muszka była, bo spędziła tam tylko trzy miesiące, ale pies pamięta bezdomność doskonale.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię jak piszesz o psach, masz niesamowitą wiedzę na ich temat. (Pimposhka)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kundelki są przekochane, a takie uratowane tym bardziej, fajnie, że pies ma dom, i pani nie traci już energii na rozpacz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kundelki bywają bardzo różne, psy też bywają chore na głowę. Dobre schronisko potrafi rozpoznać problemy i jasno o nich informuje. Ale fakt, kundelki to zupełnie inna rasa. Bywa, że bardzo wymagająca. Mądry pies to zwykle zmora dla opiekuna. Robi co on chce, a nie co mu kazali. Z takim trzeba współpracować.

      Usuń
  5. Tak lubię czytać Pani błog.Niestety bardzo rzadko Pani teraz pisze.A przeciez pamiętam częste wpisy.Jagoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam się stara i krytyczna. Blog nie służy do pastwienia się na bliźnich.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.