Moja osierocona koleżanka szlochała gorzko tydzień, ale gdy i dziecko i były mąż, lekarz zresztą, kazali jej natychmiast brać kolejnego psa, nieco oprzytomniała i zaczęła się rozglądać. O mało nie pognała mojego Pana Męża hen za Wrocław, bo tam na OLX ktoś trzyletniego Westa oddawał za darmo. Na szczęście ten ktoś się rozmyślił i koleżanka nieco przytomniej spojrzała na mapę i na siebie. Schronisko na Paluchu odpadało, nie dają tam psów pod opiekę starym ludziom. Kilka fundacji też moją koleżankę pognało po pytaniu o wiek. Pozostało kombinować i nie wybrzydzać. I rozszerzyć promień poszukiwań poza Warszawę. W rodzinnym mieście koleżanki też jest schronisko, sądząc po stronie i opisie psów jest to dobre schronisko. Miasto jest niewielkie i ludzie się znają. Koleżanka dostała rekomendacje od znajomych dla kierowniczki azylu. Zadzwoniła, powiedziała co i jak i rozsądnie zapytała, jakiego towarzysza życia jej zaproponują. I przystała na propozycję. W najbliższy weekend pojechały z córką po Zulę. Po burą sukę nie mającą nic wspólnego z rasowymi psami, jakie mojej koleżance towarzyszyły przez całe życie. Nigdy nie miała suki. I nigdy nie miała burka, genetycznie przystosowanego, żeby sobie radzić w każdej sytuacji na własną łapę. Ot choćby sprawnie chodząc po pionowym ogrodzeniu z siatki. 15 grudnia Zula zadebiutowała na wspólnym spacerze na Górce.
Ogon na smutno, uszy na niepewnie. Co mnie tu czeka? Dotknąć się nikomu nie dawała, przysmaków nie chciała, siusiu robi raz a dobrze na każdym spacerze. Koleżanka jeszcze płacze po Baronie, ale ręce psie futro tulą i doceniają.
Przez ostatnie dwa tygodnie wiele się w świecie Zuli zmieniło. Umeblowała sobie dom. Zagospodarowała wszystkie zabawki po Baronie. Ma schowek na smaczki. Bierze smakołyki z ręki i czasem da się posmyrać pod brodą. Z psami mówią sobie przy spotkaniu dzień dobry. Tylko mówimy do niej Zulus a nie Zula, bo jakoś to lepiej pasuje.
Powoli ogon zaczął się podnosić do góry, zaczęła swobodnie węszyć i rozglądać się po okolicy. I zaczęła znaczyć teren. Co oznacza, że jest już u siebie!
A ja się ze szczęścia nie posiadam bo pada śnieg. Nie jakaś mokra ciapa, ale porządny, biały, czysty śnieg. I leży. Trzynaście lat tego nie było. Na cierpienia kierowców jestem niewrażliwa. Niejaka pani Natalia, która się Tvn24 skarżyła, że siedzi w korku czwartą godzinę jadąc z Gdańska do Warszawy z dziećmi i nie ma nic do jedzenia i picia i boi się, że paliwa też nie starczy powinna moim zdaniem dostać kolegium za zaniedbanie wobec dzieci, a nie wsparcie. Alert RCB rozsyłają na wszystkie komórki. Trzeba wcale nie mieć szarych komórek, żeby się w taką pogodę bez zapasów z dziećmi wybierać i to S7. Kary finansowe powodują cudowne odrastanie rozumu.
Cztery pary skarpet skończyłam, pora na jakiś płodozmian.











A czy Zulus szczeka? Mirka pół roku nic nie mówiła, myślałam, że ma szczekaczkę popsutą, już się niczemu nie dziwiłam po niemiauczącym Erwinie, który komunikował się dźwiękiem "hyyy"... a teraz Mirosława i do telefonu swoje 3 grosze i całe euro dorzuca 😅
OdpowiedzUsuńJak Zuli już ogon idzie w górę, to wskaźnik wyraźnie na plus.
Miłej niedzieli życzę, idę budzić moje leniwe stworzenie, spo i chrapie, sweterki wysuszone, można zaczynać tytłać się w śniegu jak dzieciak. Ale psia radość niezmierna.
Zula szczękać umie, choć na razie nie jest zbyt gadatliwa. Umie też warknąć na natrętów. Musiała mieć dom, jest wysterylizowana, bynajmniej nie chuda i zachowuje czystość w mieszkaniu. Bardzo fajna pieska! Nie jest tak umęczona schroniskiem jak Muszka była, bo spędziła tam tylko trzy miesiące, ale pies pamięta bezdomność doskonale.
OdpowiedzUsuńLubię jak piszesz o psach, masz niesamowitą wiedzę na ich temat. (Pimposhka)
OdpowiedzUsuńKundelki są przekochane, a takie uratowane tym bardziej, fajnie, że pies ma dom, i pani nie traci już energii na rozpacz.
OdpowiedzUsuńKundelki bywają bardzo różne, psy też bywają chore na głowę. Dobre schronisko potrafi rozpoznać problemy i jasno o nich informuje. Ale fakt, kundelki to zupełnie inna rasa. Bywa, że bardzo wymagająca. Mądry pies to zwykle zmora dla opiekuna. Robi co on chce, a nie co mu kazali. Z takim trzeba współpracować.
UsuńTak lubię czytać Pani błog.Niestety bardzo rzadko Pani teraz pisze.A przeciez pamiętam częste wpisy.Jagoda.
OdpowiedzUsuńZrobiłam się stara i krytyczna. Blog nie służy do pastwienia się na bliźnich.
UsuńCo tam słychać u Zuli?
OdpowiedzUsuń