sobota, 6 grudnia 2025

Mikołajki!

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dostałam prezent na Mikołaja od tajemniczego X. A właściwie od tajemniczej X, najpewniej od Iksińskiej!


Nikt ze znajomych blogowych ani naziemnych, okolicznych nie robi takich gwiazdek, jedynie Iksińska tak się w szydełkowaniu zakochała, że nie bacząc na ból rąk szydełkuje wytrwale. Na kopercie nie było śladu podpisu ale po pierwsze są stemple pocztowe na znaczkach a po drugie użyto mojego blogowego nicka. Jestem  Iksińskiej bardzo, bardzo wdzięczna.
Sama robótkami zajmuję się jakby bardziej opieszale. Zaczęłam St. Brigid dla siebie i... leży. Sweterek w serek, bardzo skądinąd potrzebny zaczęłam i... leży. Nie mam chwilowo serca do takich robót, skupić się na tym nie mogę, nie mogę wykrzesać ani zapału ani nawet zainteresowania. Szafa zapchana odzieżą mimo rozdawania nadmiarów zmarzniętym i potrzebującym też nie zachęca do produkcji. Bąknęłam coś o granatowym swetrze i już Pan Mąż biegnie z naręczem tychże. Zapomniałam już ile ja tego zrobiłam! Zamiast dziergać nowy zapakowałam się w jego granatowy kardigan z gotlandzkiej wełny. Muszę przyszyć ponownie zamek błyskawiczny bo się tu i tam nadpruł, ale poza tym nic mu nie dolega. Łagodne podgryzanie mi nie przeszkadza.
Jednak jako niezbędne towarzystwo do oglądania filmu wieczorem występują skarpetki. Stale są w robocie:


Zwykle po wykonaniu nie wyglądają aż tak skarpetkowo, ale te dwie pary zblokowałam. I od razu wyglądają. Formę do blokowania skarpetek zrobiłam sobie z pianki kładzionej pod panele: zmierzyłam stopę, narysowałam na piance i wycięłam nożyczkami. Sprawdza się doskonale, kosztowała nic, bo pianka w rolce leżała przy śmietniku, ktoś kupił za dużo i resztę wyrzucił. Tych skarpetek powstało całkiem sporo, ale już od dawna ich nie fotografuję bo to sensu nie ma.
Co do fotografowania to oddałam dziecku Leicę. Mój ostatni iPhone ma wszystko co mi potrzebne w aparacie i potrafi naprawdę dużo. Będąc w Lanckoronie, gdzie w nocy jest naprawdę ciemno sfotografowałam nim Drogę Mleczną i trójkąt letniego nieba, żadna lustrzanka tego nie potrafiła. Sfotografowałam z ręki, bez statywu.


Najlepszy aparat fotograficzny to ten, który się ma przy sobie, zawsze gotowy do pracy. Zdjęć do druku od dawna nie robię a ten notatnik jest bezkonkurencyjny. 
Z wiadomości smutnych to pożegnałyśmy na naszej Górce Baronka, uroczego Westa. Zawsze był stateczny i nieskory do sprintów ale ostatnio zwolnił coś za bardzo. Lekarka tylko przyłożyła do niego stetoskop i wiedziała, Baron cierpiał na idiopatyczne zwłóknienie płuc West Highland White terierów. Biedak przeżył pierwszą wizytę u lekarza o dziewięć dni. Mimo leczenia, koncentratora tlenu i wózeczka dusił się nieubłaganie. Biegnij za tęczę Baronku i poczekaj


Chyba powoli dopada mnie wiek. Gdzieś czytałam, ze starzenie przyspiesza po 64 urodzinach. Faktycznie przyspiesza. Nie mam energii. Jeszcze ranek i przedpołudnie są do wykorzystania, ale po obiedzie posypiam, nie mam siły na nic. Masę czasu i niemal całą głowę zabiera przygotowywanie posiłków. Nie dla cukrzyków oferta gotowców w większości pełna mąki i cukru. Zdobycie nieprzetworzonego jedzenia wcale nie jest takie proste, zagęszczająca się sieć Żabek pełna produktów w folii, ciastek i parówek zaczyna tworzyć powoli pustynię żywieniową. Zdobycie świeżych produktów bywa już problematyczne. W Bogaczewie gdzie spędziliśmy tydzień w jedynym sklepie nie było nic świeżego do jedzenia. Restauracjom nie można zaufać, niestety. Mamy kilka lokali, gdzie nie strach zjeść, ale codziennie się nie da. A jak się zje coś nie takiego to glukometr powie prawdę. Co ciekawe czekolada w umiarkowanych ilościach może być.
Walcząc z marazmem zapisałam się na kurs plastyczny dla dorosłych. Po drugiej stronie ulicy, nie trzeba majdanu wlec nie wiadomo dokąd, fachowo rozkminiane są takie sprawy jak temperatura barwowa, rodzaje perspektywy, odbicia w szkle i metalu. Bo w dziedzinie malarskiej od pandemii wiele nie robię. No to sobie chodzę i studjuję takie zagadnienia:


Nie jest to może specjalnie dekoracyjne, zwłaszcza rysowane ołówkiem, ale ileż tu jest do nauczenia się. Odbicia, zbieżności, elipsy, cienie, faktury. Nie jest nudno. A pan prowadzący ma sokole oko i palcem pokazuje, co jest nie tak. O to mi właśnie chodziło. Swawolnie mazać w szkicowniku można sobie w domu.
Jesienią wyskoczyłam na kilka dni do Lanckorony. Moje panienki zapracowały na przywilej bywania w całym pensjonacie w dowolnym czasie. Od razu po przyjeździe zostały poproszone o pomoc: do spiżarni wprowadził się szkodnik i pozostawił charakterystyczne ślady. Panienki pocwałowały do spiżarni i wywąchały biegiem o co chodzi. Bajka wraz z Gospodynią poszły zwalczać szkodnika, Gospodyni wsadziła Bajkę na wskazaną półkę i pilnowała , by kompoty, grzybki i ogórki w słojach nie pospadały na ziemię, a Bajka błyskawicznie się rozprawiła z niechcianym gościem. I w spiżarni nie trzeba było rozkładać trutki na gryzonie.



Teraz nikt już nie mówi, że w jadalni pies ma nie bywać. Zwłaszcza, że za piecem chyba też ktoś pomieszkuje.
Jesień to zdecydowanie pora terierowej pracy. Przez kilka tygodni I Frania i Bajka były bardzo zajęte tępieniem gryzoni. Oka z nich nie mogłam spuścić, a w parku poznałam chyba wszystkie szczurze nory.


Poza tym jest coraz więcej wiewiórek! Ta akurat mieszka w Łazienkach Królewskich, ale na naszej Górce też jest ich sporo, czasem nawet widzę jak rudas zagląda do naszego karmnika.










5 komentarzy:

  1. Dobrze, że się Iksińska odezwała, bo się wszyscy martwimy o Nią. Pozostaje mi jedynie pozazdrościć, że to Ty powiesisz na choince te cudeńka. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ula, ja się chętnie podzielę, Iksia się nie obrazi. Tych gwiazdek jest sporo, a my mamy zawsze małą choinkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutek wyziera z Twojego posta. Oby to było tylko takie jesienne spowolnienie.
    U mnie podobnie. Praca jest dla mnie udręką, nie widzę efektów, nie mam motywacji. Codzienna rutyna z demencyjną mamą też nie przysparza chęci do życia. Żyję na jakimś cholernym autopilocie. Dziergam, ale póki co nie publikuję. Jak przestanie mi się chcieć machać drutami, to będzie na prawdę źle...
    Życzę nam obu wyjścia z tego marazmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach Bokasiu, Twoje udręczenie ma poważne powody! Nikt, kto się demencjuszem nie opiekował, nie wie co to za robota. Jedna taka chora dusza powoduje spustoszenie w całej rodzinie. Na FB jest grupa wspierająca dla opiekunów (Alzheimer, otępienie, demencja starcza) Bardzo warto bywać, można i emocje zwentylować, nikt się nie zdziwi i nie obrazi, masę informacji i rad można tam złowić. A. co do pracy: od nikogo nie można wymagać rzeczy niemożliwych. Marnie zmotywowane piętnastolatki to przekleństwo. Jak masz z nimi być zmotywowana, no jak?

      Usuń
    2. Dzięki za dobre słowo. Chyba już nadszedł czas, żeby porozglądać się za wsparciem dla siebie i nie zwariować.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.