poniedziałek, 23 lipca 2012

Poszły sobie czarne chmury

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Alicja dziś była na tomograficznym przeglądzie swego wnętrza. Świtem bladym pojechała z Tomkiem do Wieliszewa z duszą na ramieniu. Od jakiegoś czasu przebąkiwała, że zeszłoroczna operacja oznacza wyrok odroczony i takie tam inne ponurości.
Na wynik nie musiała czekać, opisano go od razu i jasno z niego wynika, że nic się nigdzie nie czai i jest jak powinno być, czyli bezrakowo.
Co bardzo nas wszystkich cieszy.
Z powodu od dawna trwającego lata i niezłego samopoczucia odstawiłam wszystkie głowęleczące tabsy i cud się stał. Ludzie, czuję radość. Ciekawość i radość.
Prawdziwą, naturalną radość, żadne chemiczne stumanienie, żadne emocje odczuwane 24 godziny po miłym fakcie, tylko zdrową radochę. 
Chce mi się! Nareszcie mi się chce: czytać, rysować, haftować, projektować i mam niebotyczną frajdę z bawienia się w głowie pomysłami. Czytam jedną książkę dziennie, obowiązki wykonują się mimochodem i bez walki wewnętrznej. Stare pisemka z obrazkami sobie oglądam mrucząc radośnie "o to bym zrobiła, ten detal fajny, a to zupełnie mi się nie podoba". Pokończyłam większość UFOków, został aby aran Alice Starmore i ten pojedzie z nami na urlop. Wspaniała alternatywa dla telewizora.
No cud letni normalnie.
Pogadam jesienią z lekarzem, czy by tych tabsów nie zmienić na mniej radościożerne.
Weekend cały był pod znakiem świętowania urodzin pewnej pani, była impreza całonocna, była afterka dla zjedzenia chilli con ciarne z frytkami, wszystko podlane sowicie stosownymi płynami. Lata całe się tak dobrze nie bawiłam, nawet sobie potańcowałam, a co.
Dziś jedziemy jeszcze z Kretką do psiego okulisty. Coś co zimą wzięłam za zaćmę okazało się wrzodem rogówki i od 5 tygodni leczone jest bez powodzenia rozmaitymi kroplami. Pies co kilka godzin przychodzi, siada przede mną na ogonie, wyciąga do mnie znacząco pysk i przypomina o kropelkach. Zegarek ma, czy jak?Wpuszczam najpierw znieczulające i włączam minutnik. Po 10 minutach zakraplam antybiotyk a po kolejnych piętnastu żel nawilżający. Ale oko jest tak samo paskudne i zmętniałe jak było. Muszka, bardzo czujna i spostrzegawcza przejęła rolę Kretkowych oczu. Rzucam piłeczkę i Muszka leci za nią wywijając puszystym ogonem, a za Muszka dopiero biegnie półślepa Kretka. 
Jak to się jednak koleżanka przydaje.
Przyjaciel domu postanowił zostać szkockim góralem. Ma już kilt i inne takie i brakuje mu skarpet. Właśnie przeczesałam zapasy wełen i Ravelry w poszukiwaniu wiadomości o tych skarpetach. Okazuje się, że nawet najbardziej szkoccy Szkoci muszą sobie te skarpety zrobić sami, bo w sklepach z ludowymi strojami mogą kupić cienkie, tandetne szkockie skarpetki dla turystów.  Na szczęście jakaś dobra Szkotka opublikowała swój projekt w Knitty. Zaprojektowała te skarpety dla własnego męża chcąc go skłonić do częstszego chodzenia w kilcie. Facet faktycznie ma ładne nogi.
Okazuje się, że warkocze na tych skarpetach wcale nie muszą być specjalnie wymyślne - tu obowiązują wzory kratkopodobne a nie dzikie, celtyckie plecionki.
Bratowa namówiła mnie na lakier hybrydowy. Zrobiłam tak i ręce i nogi.
Kobitki, to jest to. Pazury wyglądają naturalnie, a trzyma się to doskonale. Wytrzymuje i dłubanie w ogródku i zabawę patykiem z psami i ręczne pranie też. Na urlop zachciewa mi się szaleńczego błękitu na rekach. 
Odmeldowuję się, pora zrobić próbkę do tych szkockich skarpet i poprasować jedwabne krepdeszyny na wakacje.

8 komentarzy:

  1. Bedzie niezla zabawa z ujmowaniem oczek na tych szkockich podkolanówkach ;)
    Zwierzeta potrafia sie troszczyc, i to jak! Widze to u Iny. Ma pare psich inwalidów, 3 po prostu starych, 2 slepych czy prawie slepych, jeden z padaczka. Goraya, czyli panna briard z Jaworzna, wybrala sobie zawód opiekunki, a szczególnie pilnuje Boyla z padaczka. Niesamowite.
    Ciesze sie z wyników Alicji- a dlaczego mialaby nie miec tego szczescia, i byc wyleczona? Cudownie. Notabene, w calkiem niedlaekim sasiedztwie tej miejscowosci ze szpitalem urodzilam sie i zylam pierwsze 19 lat ;)
    Ciese sie, ze energia cie znowu w posiadanie wziela. Mniej jest najczesciej lepiej, a duzo nie pomaga wiecej, szczególnie w farmaceutyce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie zabawy, poza warkoczowym ściegiem zrobię je jąkąs odmianą ściągacza, 3 x 2 albo jakoś tak. Ten facet co ma je dostać ma łydki jak barani udziec, 45 cm obwodu przed rozgrzewką.
      Nie ma pośpiechu.
      Spirit, podaj większe zdjęcie na avatarku, bo Ci w oczy spojrzeć nie mogę.
      A co do miejscowości niedalekich od Wieliszewa, w Pustelniku I mieliśmy kiedyś działkę z domkiem z mchu i paproci, cudnie tam wtedy było. Bo teraz to już nie...

      Usuń
    2. Jakbym umiala, to bym sobie walnela moje zdjecie w tytule bloga na cala szerokosc, ale marne szanse, ze sie zaraz tego naucze.
      Moje zdjecie w szerokosci 18 cm istnieje gdzies na moim blogu, rok temu jakos wklejone.
      Tam mi mozna spojrzec prosto w zrenice ;)

      Usuń
    3. No to dołączyłaś do bloggerowiczek :) świetnie, że Twojej teściowej wyniki wykazały brak "Obcego". Będziecie mielie przyjemne wakacje po takiej diagnozie. Miłego wypoczynku.

      Usuń
  2. Też chodzę z błękitem na pazurach, może nie szaleńczym, a bardziej w szarości idącym, ale polubiłam bardzo :-)
    A na zniszczone paznokcie polecam odżywkę Eveline 8w1 z Rossmana. Używam od około pół roku i jestem zdumiona. Nigdy nie miałam piękniejszych, mocnych i zdrowych paznokci, tak jak teraz.

    OdpowiedzUsuń
  3. z psiowych okulistów polecam dr Garncarza. jakbyś chciała szczegoły daj znać na priv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U niego właśnie byłyśmy i będziemy bywać dożywotnio.

      Usuń
  4. Miło widzieć Gackową Drogą nareszcie w humorze i rozsądnej dynamice! ;)
    Pozdrawiam serdecznie
    ferka

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.