wtorek, 24 lipca 2012

Się wyjaśniło

Się wyjaśniło i jest jasne co dolega Kretce. Okulista zbadał, wysłuchał i zdiagnozował autoimmunologiczne zapalenie rogówki. Lewe oko, na pierwszy rzut oka zdrowsze, jest w znacznie gorszym stanie. Kretkę czeka pewnie dożywotnie używanie sterydów i cyklosporyny, czyli cytostatyku.
I wszystkie jej dziwne dolegliwości nagle są jasne. Już wiadomo, czemu każdy najczyściejszy nawet szew chirurgiczny skutkuje ropniami, czemu głupi zastrzyk kończy się sześciotygodniowym bąblem a kąpiel w nie takim szamponie funduje psu krostkowe zapalenie skóry od nosa do ogona.
Będzie psina na sterydach teraz jechać.

Pan Mąż postanowił jednak się za przeproszeniem shabilitować. Wcale mu się nie chciało, bo to bardzo upokarzająca procedura. Jednak nie można być dożywotnio doktorem traktując naukę poważnie. Zaczął zatem od stycznia pisać książkę do owej habilitacji. Kilka dni temu postawił w niej ostatnią kropkę, zrobił bibliografię i jeden egzemplarz wydrukował sobie w kserowni.
Oprócz pisania tej mądrej książki Pan Mąż normalnie pracował i pisał różne bieżące teksty.
Tak więc o mało do krzesła nie przyrósł. Plecy już w maju ułożyły mu się w elegancki kształt żółwiego pancerza. Aby dać im nieco odetchnąć czasem podskakiwał i machał rękami.
Kiedy tak robi, to znaczy, że z bólu wytrzymać mu trudno. Wezwałam zatem na pomoc Misię.
Misia kazała się ojcu rozebrać i położyć na łóżku w sypialni, siadła mu na tyłku i zaczęła swoje czary-mary. A plecy jak sosnowa deska. Kręgosłup sztywny jako kij od szczotki. Nic elastyczności. Po czterdziestu minutach masowania skóra się zaczęła dopiero przesuwać.
Następny masaż dwa dni później odbył się na podłodze w salonie. Pan Mąż przestał jęczeć i zaczął mruczeć.
Za trzecim razem widząc dziecię w drzwiach sam z siebie wyskoczył z odzieży i legł na owczej skórze. Po pół godzinie z odcinka piersiowego kręgosłupa wydobył się cichy chrobot. 
Na to czekałam - powiedziała Misia - jak wrócę z wakacji i ty wrócisz z wakacji będziemy kontynuować. Pan Mąż tylko zamruczał.
Jest teraz znacznie milszy w dotyku.



7 komentarzy:

  1. Bieda z tą Kretką :(
    Uśmiechnęłam się do wizji Twojej drobnej córki siedzącej i masujacej bądż co bądż spory obszar mięśni. Podziwiam tą Drobinę :) Małżonek pewno się nadmiernie spiął w sobie i potrzebował "uwolnienia" tego "spinacza".

    OdpowiedzUsuń
  2. 30 lat spięcia trzeba z niego wymasować. A Misia radzi sobie świetnie, jak nie dłonią, to kłębem dłoni, przedramieniem, czym się da.
    A Kretka? Cóż, dobrze że ma Muszkę, Muszka za nią widzi. Cudnie na to patrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  3. wiesz, pieski nawet ociemniałe dobrze sobie radzą. A Kretka ma jeszcze jedno zdrowe oczko. A Muszka jasne, że się przydaje, pilnuje chorej Kretki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to pięknie zabrzmiało - "Muszka za nią widzi" - kwintesencja przyjaźni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wymiziaj Kretkę ode mnie, proszę! I te jej zapasowe Oczy również :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach te nasze zwierzatka! Kochamy je, wszystko dla nich zroblibysmy. Wiem, ze to doceniaja. Wizja psiaka na sterydach troche mnie przeraza, bo wiem, jak to wyglada na czlowieczym pacjencie czasami, i bede trzymac kciuki, zeby nie bylo niepozadanych dzialan. Czasami zwierzatko ma wiecej odpornosci na pewne sprawy, niz cienkoskóry, bezsiersciowy czlowiek. Bedzie ok.
    Misia ma bardzo praktyczny zawód ;)
    Pozdrowienai dla was wszystkich, miekkich, kudlatych, i niezaleznie ilonoznych ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agatko, martwi Kretka, ale będzie dobrze!!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.