poniedziałek, 3 września 2012

A słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak...

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Czytam sobie ostatnią Politykę a post dojrzewa w głowie.
Społeczeństwo się starzeje, niektóre gminy się wyludniają z powodu emigracji i nierozmnażania się nieemigrujących i ogólnie przybywa starych a młodych jest tyle co jest.
I nieliczni młodzi będą mieli za chwilę na głowie stada starych. I będą się musieli opiekować i starymi i swoimi dziećmi na raz. Bo nawet najemnych rąk z krajów ościennych do tej roboty nie będzie. Tamci też się starzeją.
Opiekowanie się kimś starym i chorym w domu to klops, tragedia i kompletna życiowa zapaść.
Wiem coś o tym, niejaka Babora, ciotka mojej babci, zjawiła się na progu naszego domu kilka miesięcy po otrzymaniu przez dziadków kluczy doń. Inna babcina siostra miała dość Babory z Alzheimerem w komplecie, sama pracowała na pełen etat i miała dwa pokoje. Babcia niby nie pracowała, to za karę dostała Baborę. A razem z babcią reszta rodziny.
I stąd wiem, jaki to miód.
Potem moja babcia wymagała opieki. Oślepła, ogłuchła, nie miała wprawdzie Alzheimera, ale żyła niemal do setki i też nam pokazała co to jest przewlekła opieka.
Młodzi mają przechlapane. Jeśli na jednego młodszego (biorąc statystycznego, płci obojętnej) przypadnie dwoje starych, to praktycznie znaczy, że na jedną kobietę jeszcze przytomną i nie w latach przypadnie około pięciu zgrzybiałych staruchów do obrobienia.
Bo mężczyźni się nie opiekują zazwyczaj. Ten trud przypada córkom, w przeciwieństwie do spadku, który zwykle raczej synowi się zostawia. Jak się nie ma córki, to poopiekuje się synowa.
Domy opieki dla staruchów są coraz droższe, i jak zwykle trudno dostępne. Dziennych oddziałów umożliwiających opiekunom pracę zawodową nie ma.
No rzesz, super.
Aż się cieszyć należy, że właśni rodzice sprawnie pomarli.
Ale co zrobi moja córka? Na nią solo wypada troje przyszłych staruchów: jej tata, ja i Tomek. No przegwizdane ma dziewczyna. Jak jej jakieś dziecko jeszcze się przydarzy i mąż z rodzicami, to do własnej siedemdziesiątki dziewczyna z pieluch nie wybrnie.
Z pomocą rusza nam medycyna. Ta sama medycyna, która przedłużając ludziom życie spowodowała ten demograficzny korek.
A właściwie nawet nie medycyna, jej niedostępność.
Medycyna radośnie przedłużyła życie nawet beznadziejnym przypadkom ( teraz wymagającym drogiej opieki), ograniczyła choroby zakaźne i zostawiła obywateli z tym bałaganem sam na sam.
A państwo piszczy, że go nie stać na leczenie wszystkich w nowoczesny sposób.
I faktycznie nie stać.
Nie ma na świecie państwa, które by mogło wszystkim zafundować nowoczesne, drogie procedury (i tym samym wyprodukować jeszcze więcej staruchów do opiekowania się).
Ale jakoś tak głupio powiedzieć obywatelom: sami się ubezpieczcie, sami za siebie płaćcie. Wybory następne by władza natychmiast przerżnęła.
A usługi medyczne są coraz mniej dostępne. Lekarze pierwszego kontaktu przepisują coraz mniej refundowane leki na nadciśnienie i robią wszystko, żeby nie przepisać badań jakichkolwiek.
Badań kontrolnych dla niezatrudnionych w ramach NFZ nie ma.
Jeszcze kilka lat i cofniemy się w dziedzinie opieki zdrowotnej do początku XX wieku: kogo stać to do lekarza pójdzie, badania zrobi i leki wykupi.
Kogo nie stać to nie stać.
Ten, kogo nie stać o działaniu leków będzie się dowiadywał z reklam w TV i zbrojny w tę wiedzę kupi sobie w aptece Furagin (na zakażenia dróg moczowych), Prazol lub Ranigast na zgagę oraz Ibuprom czy jakiś inny na bóle.
Coraz więcej leków można kupić bez recepty, bo coraz więcej ludzi na uzyskanie recepty nie ma szans.
Będą się sami leczyć aż po zgon, czym uwolnią pokolenie swoich dzieci od opiekowania się nimi.

23 komentarze:

  1. A co ma powiedzieć moja Mama będąca "ledwo" 54-letnią kobietą ale od 25 lat cierpiącą na RZS i będącą w zasadzie inwalidką, której przypadła w opiece mama 80-letnia z demencją/depresją i ojciec 83 letni co prawda sprawny nad podziw fizycznie ale gorzkniejący i złośliwiejący z dnia na dzień bo został praktycznie zmuszony do przeprowadzki i dogryzający mojej mamie każdego dnia "w podzięce" za opiekę. Mój Ojciec dzielnie to znosi i pomaga. Moje rodzeństwo wiecznie w rozjazdach/pracy/na budowie własnego domu, a mnie się chce wyć bom się od domu 300 km wyprowadziła i nie mam możliwości mamie na bieżąco pomagać. Wiem o czym mówisz i w pełni się z tobą zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. wiem, ze temat jest o tym, że mało młodych się zrobiło, a sporo starszych, ale coraz częściej spotykam się z niechęcią do starych ludzi i jednocześnie wrogością wręcz do dzieci. To bardzo żle zaświadcza o kulturze danego społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie sprawa kultury, a walka o byt :-(

      Usuń
    2. Aniarozella ma rację ale nasze kochane państwo nic nie robi aby to zmienić. Moje naiwne marzenia o wielopokoleniowym domu robiły się o chorobę mamy i tęsknotę dziadków za ziemią którą całe życie uprawiali. Bardzo ich kocham więc mi smutno gdy widzę ich w takim stanie tym bardziej że moja druga babcia jest mimo własnych starczych dolegliwościjest bardzo wesołą osobą. Ehh ... A walka o byt powoli odczłowiecza nas i sprawia że co niektórzy traktują starych członków swojej rodziny jak zbędny balast - takie sytuacje też zdażyły się w moim otoczeniu -nikt nie zasługuje na takie upokorzenie.

      Usuń
  4. wrogość do dzieci? no pewnie. moja kumpela 3 godziny leciała samolotem siedząc obok non stop drącego się trzylatka. Byłam na kolacji z mężem i dorosłymi dzieciakami a wokół naszego stolika latała trójka rozbrykanych dzieciaków drących się jak opętane a obok nich stale chodziła (trącając nasze krzesła) mamusia z dzieckiem przy piersi. Syn leciał do Paryża - obok ryczący cała drogę dzieciak.
    Ja rozumiem - dzieci też muszą bywać ale może rodzice zaczną się liczyć z resztą ludzi. Dlaczego muszę znosić stałe wrzaski? bo mamusia święta krowa tylko dlatego że urodziła?? I to sprawa kultury osobistej rodziców. wrrrr juz mi ulżyło ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Club Med ma bardzo drogą usługę: wakacje bez towarzystwa dzieci. Do ich klubów dzieci zabierać nie wolno. Właśnie po to, żeby bogaci, dorośli ludzie nie musieli słuchać wrzasków ani rozważać w cichości ducha morderstwa na trzylatku.

      Usuń
    2. OK ale mi bardziej chodzi o kulturę osobistą opiekunów dzieci. Jesli maja gdzieś innych to później również mogą mieć gdzieś swoich schorowanych rodziców. Przecież empatycznymi nie można być wybiórczo? Nie stać mnie na drogi Club Med, chciałabym tylko albo aż tolerancji dla wszystkich. Puszczam swojego psa luzem jak nie ma wokół biegających dzieci, żeby ich nie przewrócił (duuża jest). Jak moje próbowały się drzeć starałam się uspokoić (książeczka, zgadywanki, piosenki i co tam jeszcze można wymyślić)żeby współpasażerowie nie musieli cierpieć.

      Usuń
  5. Znachorzy, babki, szamani - powrócą! A za nimi cuda i cudawianki. I kadzidła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wraz z nimi średnia długość życia taka jak na początku XX wieku.

      Usuń
  6. Służba zdrowia jeszcze długo nie będzie funkcjonowała jak należy. Powód ? lekarze nie oddadzą państwowych szpitali traktowanych jako prywatne lecznice. Dobrze wiemy, że jeżeli chcemy dostać się do dobrego państwowego notabene szpitala, to inaczej niż danie w łapę się nie da.
    Drugie to fakt tego, że nie żyjemy w zamożnym kraju. Niestety i dlatego jest jak jest. Jesteśmy jako społeczność sprytnym i lubiącym tu i ówdzie zachachmęcić. Co i widać, po kolejnych aferach.
    Z kulturą niestety też jeszcze ho, ho a może dalej w polu. Długo jeszcze nie będziemy potrafili uśmiechać się do siebie bez powodu , ot tak, bo słońce świeci, bo wojny nie ma , bo nie trzeba po wodę 3 km iść i choćby z tego powodu, że jeszcze żyjemy i możemy świat oglądać.
    Bardzo fajnie opisał B. Linda nasze społeczeństwo w filmie "Szczęśliwego Nowego Yorku" zabawnie i oczywiście w przerysowany sposób, ale coś w tym jest.

    Agata zauważ, że osoby z XX w z tzw przedwojennego materiału zyją znacznie dlużej niż pokolenie z XXI w.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strach się bać Aniu, co z nami będzie?
      Ja sobie tu jeszcze na ten temat porozważam, ale muszę dalsze myśli w głowie ułożyć w sensowny wywód.

      Usuń
  7. Jeszcze mi się przypomniało jedno, żyjemy w demokratycznym państwie, gdzie lekarzy nie obowiązuje kasa fiskalna, a taksówkarzy owszem. Chodzę do pewnego pana profesora ginekologa, w ciągu godziny przyjmuje średnio 4 pacjentki, przyjmuje we wszystkie dni tygodnia. Wizyta bagatela ok 300 zł. W zamian jak trzeba dostęp do szpitala natychmiastowy. Zabieg poza kolejnością, a jakże. A gdzie podatek ? nie ma, jest ryczał i ksiązka. To jeden z wielu skandali w naszym kraju. Adwokaci to samo, nie tykalni. Wreszcie budownictwo największa szara strefa uciekająca od podatku. Odkąd skończyły się ulgi budowlane, zaczeło się wszystko bez faktur. I tak dalej, dalej pieniądze uciekają z kasy Państwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja kumpela z prywatna praktyką lekarska musiała kupić kasę fiskalną. Ale posiadać a drukować paragoniki to zupełnie insza inszość. Masz racje, może trochę w tym naszej winy bo głupio domagać się o paragon... Sama nie wiem

      Usuń
  8. Zaznałam opieki nad starymi rodzicami i dziećmi równocześnie i wiem, jak to smakuje. Może z czasem rozwinie się coś na kształt niemieckiej opieki nad starymi, chorymi ludźmi? Choć ona też daleka jest od doskonałości. :( BBM

    OdpowiedzUsuń
  9. Może rozwinie się profesjonalna opieka nad ludźmi starymi. Tak jak w Skandynawii. W moim mieście domów opieki jest mniej więcej tyle samo co szkół.
    System opłat jest tak zbudowany, że każdego na taki dom stać. Każdy jeden, bez względu na wysokość emerytury płaci tyle, by na koniec mieć tyle samo co pozostali współmieszkańcy. Żeby mieć na fryzjera czy cukierka, ale nie za wiele. Koniec końców ci z lepszymi emeryturami pokrywają koszt utrzymania tych z mniejszymi. Chcą czy nie.
    A wszelkie instytucje zachęcają do przenosin do takiego..."azylu" . I normalne jest, że na stare lata rozdziela się małżeństwo - bo jedno niedołężnieje szybciej, więc idzie mieszkać tam gdzie dostanie opiekę. Rodzina przyjdzie raz w tygodniu w odwiedziny albo i nie...
    Ale za to - jest to jedyne miejsce, gdzie pracę dostaje się niemal od razu po dwuletnim kursie.
    I staruszek zaopiekowany, praca dla młodych i jeszcze jakiś tam zapasik dla komuny zostaje.
    Niech żyje socjalizm.
    A leczenie? Heh. Tu, nawet łapówki dla lepszego traktowania nie ma komu dać, bo wszędzie tak samo.
    Lecznictwo naturalne wykrzewione ze społeczeństwa jako zabobon...Jedyne słuszne i skuteczne metody to paracetamol, kortyzon i czysta penicylina.
    Przeżywają jedynie osobniki silne. Słabych nie warto leczyć, bo to kosztuje, lepiej niech umierają szybciej i nie narażają socjalistycznego państwa na straty.

    OdpowiedzUsuń
  10. Brutalnie i na temat. Smutna prawda.

    OdpowiedzUsuń
  11. Medycyna zachwiała doborem naturalnym. Każde zachwianie równowag ma swoje konsekwencje: nie dziś to jutro.
    Jeszcze trochę ponad sto lat temu 98% cierpiących na wyrostek robaczkowy szło w piach niezależnie od tego czy mieli 15 lat czy 45. Dzisiaj 99% jest uleczalnych a wyrostek to zaledwie 'zabieg' a nie 'operacja'. Natomiast po kamicy nerkowej wyrostek stanowi drugi z najczęstszych powodów podejmowania czynności chirurgicznych (17% operowanych chorych...)
    Sto lat temu kilkanaście-dziesiąt tysięcy ludzi w wieku 40-50 lat (często już po wieku produkcyjnym!!!!) było eliminowanych poprzez wyrostek. Dziś są skrupulatnie leczeni i mają szansę zapaść na inne choroby dożywając 90tki oraz uprzyjemniając życie dzieciom i wnukom.
    Okropna jestem.
    Gorsze jest to że nie widzę ratunku. Sama jestem córką. Z dwojgiem własnych Rodziców i potencjalnych Teściów. I Dziadkiem (l.85) który nawet jednym placem nie wybiera się nigdzie.
    Gackowa temat poruszyłaś nie lekki.
    Nic to. Dam radę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nikt nie chce byc starym i chorym. Wszyscy chcemy byc mlodzi, zdrowi, piekni i bogaci. I co z tego?
    Moja mama w listopadzie miala udar, w lipcu wrocila do domu, mieszka z opiekunka, ja i brat jestesmy poza granicami kraju.
    Place polowe za opiekunke i zbieram pieniadze, abym mogl 2 razy w roku pojechac do mamy. I nie jest mi wcale lekko, ani z jej powodu, ani tez finansowo.
    I tak naprawde, czuje sie zawieszony pomiedzy...
    Jak dlugo to bedzie trwalo? Nie wiem. Na razie trzymam sie i jestem dobrej mysli. To wszystko co moge zrobic.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytałam wpis i komentarze. Doszłam do wniosku ( po dłuższym namyśle, że w naszym kraju przy służbie zdrowie jaka obecnie mamy to raczej nie pozostaje nic innego jak.... no właśnie co?? Powiesić się?, otruć lub zniknąć z tego świata w jakiś tajemniczy sposób??? I też wiem co mówię. Tracę słuch, powinnam nosić drugi aparat a NFZ tego zakupy nie dofinansuje na 100%(aparat słuchowy zaczyna wysiadać, mam go już 3 lata, a na następny z dopłata NFZ raczej mnie nie stać,grozi ślepota z powodu jaskry, chirurg wynalazł w jamie brzusznej jakiegoś "raczka". Dzieci każde zajęte swoja rodzinką nie mają czasu, siły, służba zdrowia też raczej pomocą nie służy (wydłuża niemiłosiernie terminy, każe 100% płacić za leki. Można mnożyć w nieskończoność. A i samobójstwo też w oczach Kościoła karane piekłem. Więc co?? Na razie nie wiem. Wyłączyłam myślenie. Tak lepiej i spokojniej dla mnie oczywiście. A tak na poważnie....jestem przerażona i faszeruję sie lekami uspakajającymi. A może nie będzie tak źle!? Pozdrawiam - 75 letnia babcia Weronika

    OdpowiedzUsuń
  14. Babciu Weroniko, że pozwolę sobie zwrócic się w ten sposób dość familiarny :) Trzymam kciuki za Ciebie, by raczek poszedł sobie gdzie pieprz rośnie, albo by okazał się nic nie znaczącą naroslą. Warto porozmawiać z dziećmi, może coś wymyśla z dofinansowaniem aparatu. W rodzinie siła , spróbuj. Pisz do fundacji, może gdzieś , ktoś się ulituje. Wiem, że wyciąganie reki nie należy do przyjemnych, ale czasami warto zawalczyć.
    Pytasz czy nie będzie tak żle ? jasne, ze nie będzie. Dla każdego w końcu zaświeci słonko, a przynajmniej jego malutki promyczek . Trzymaj się Weroniko :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Raz na miesiac w prowincjonalnej gazecie ukazuja sie wiadomiosci z urzedu stanu cywilnego. Na 60 nieboszczyków przypada jakies 6 nowo narodzonych dzieci, tendencja trzyma sie od lat. Za kazdym razem ogarnia mnie zgroza.

    OdpowiedzUsuń
  16. Aniarozella - dziekuję - babcia Weronika

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.