Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Ostatnie kilka dni spędziłam w Krainie Chłopięcych Zabaw.
Chłopcy w wieku od lat trzydziestu do siedemdziesięciu z hakiem bawili się doskonale.
Nibylandia była tym razem w Poroninie i w Zakopanem.
W Krainie Chłopięcych Zabaw śniadania robią się same, posiłki podają do stołu młode kobiety w strojach regionalnych, a w wiadrach chłodzi się wódka. Do sklepu chodzi się jedynie po papierosy i piwo.
Posiłki wykonane własnoręcznie to kiełbasa z grilla, kaszanka z grilla i boczek z grilla.
Inne źródło ciepła niż grill się nie liczy i jest za mało romantyczne.
Obejrzałam co chciałam. Pociąg z Warszawy do Zakopanego jak dawniej zmienia kierunek ruchu w Krakowie Płaszowie, Suchej Beskidzkiej i w Chabówce a z Pyzówki, do której dociera z wielką biedą chyżo spada na Równinę Nowotarską.
Czerwone Wierchy są już czerwone, jak na wrzesień przystało, Zakopane przez ostatnie kilkanaście lat, kiedy mnie tam nie było zmieniło się ale nie aż tak, żeby się w nim zgubić. Góry jak stały, tak stoją.
Drugi raz w życiu byłam na dyskotece, wtedy w Hybrydach, teraz w Morskim Oku. Pasuje mi to jeszcze mniej niż dawniej, ale doznania były niepowtarzalne. Dostałam stempel na rękę.
Zrobiłam tyle zdjęć, że teraz nie wstanę od komputera ze dwa tygodnie, jeśli zechcę to porządnie edytować.
Pięć dni w Nibylandii to dla pani po pięćdziesiątce trochę za dużo.
Z przyjemnością wróciłam do zabawy w dom i do zabawy lalkami. Przez następne dwa tygodnie będę jadła wyłącznie rośliny.
Uff.

Troszkę narzekasz, ale w rezultacie fajnie było, prawda? :)
OdpowiedzUsuńNie, nie było fajnie.
UsuńCzerwone Wierchy: Kopa Kondracka, Małołączniak, Krzesanica i Ciemniak! Przeczytałam wpis na blogu i klapka się otworzyła. Słowo, że nie sprawdzałam w żadnych źródłach!
OdpowiedzUsuńDla postronnych czytaczek wyjaśnienie: rozmawiałyśmy z Agatą po południu i nie mogłyśmy sobie przypomnieć nazwy jednego szczytu Czerwonych Wierchów.
O dziękuję! Skleroza nie boli, ale czasem warto mądrzejszego zapytać.
UsuńNo ładnie, ale nie zrozumiałam, czy poza atrakcjami w postaci grilla i dyskoteki były jakieś wyprawy w góry lub pagórki chociażby ?
OdpowiedzUsuńZwiedziliśmy Zakopane i Gubałówkę, a potem były obrady konferencyjne.
OdpowiedzUsuńPo takich atrakcjach niezmiennie wracam do domu na skrzydłach i całuję próg chałupy, przytulam się do własnej kuchenki, z przyjemnością oglądam światło i smakuję powietrze w lodówce.
OdpowiedzUsuńWspomnienia wkrótce wyblakną - na szczęście pozostanie wpis ku przestrodze.
Znaczy firmowo było i standardowo. Wszyscy organizatorzy mają na celu udowodnić jak wielce pomysłowi są w organizacji czasu wolnego i niestety w większości bywa tak samo.
OdpowiedzUsuńZ przyjemnością zawsze wracałam do domu, z nienawiścią do integracji jechałam. Współczuję. Najbardziej hałasu w dyskotece, bo od reszty to można jakoś uciec :)
Witaj w domu!
Ech, sama chciałam. Już nie chcę :-)))
Usuń