niedziela, 23 września 2012

Jesień wymaga przedsięwzięć

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Posprzątanie na półeczkach robótkowych nie pomogło w uzyskaniu duchowej homeostazy. Zatem zawziąwszy się i namówiwszy koleżankę z psiego pólka w końcu, po czterech latach jojczenia i planowania kupiłam sobie karnet na basen.
Żeby nie było, obecność dwóch basenów w okolicy przemawiała za kupieniem naszego mieszkania. Baseny na moją obecność cztery lata (cztery lata!!!) czekały.
Basen za domem jest bliżej, bardzo blisko, 300 metrów od drzwi mieszkania. Jest ciemny, wiecznie pełen dzieciaków i mi się nie podoba. Basen na SGGW jest wypasiony, ma niebieską rurę - zjeżdżalnię, bicze wodne, jacuzzi, i spryskiwacze do dezynfekcji nóg. I można w nim pływać na karnet, a nie tylko za jednorazowym biletem na godzinę.
Zatem pływam w zawrotnym tempie 250 metrów na minutę. Ale do zawodów się nie szykuję, więc nie szkodzi. Frajdę mam nieziemską. A Archimedes fajny był i kochany, co zawsze powtarzam wyłażąc z wody po kilometrze żabką. Ciążenie przeszkadza.
Drugą inwestycją jest, uwaga , uwaga, tram tam dam tam:
SZTALUGA. Sztaluga na płozach, stabilna i wielka, za 100 zł na Gumtree kupiona. Bo niestety sztalugi stołowe to sobie można wsadzić wiadomo gdzie, jeśli o malowanie chodzi. Na nich można obrazek eksponować i to wszystko. Malować można tylko na takiej stabilnej, wielkiej krowie, która od byle pacnięcia w podobrazie nigdzie sobie nie pójdzie.
Jeszcze trzeba pokombinować, gdzie ta krowa stanie, bo że światło najlepsze jest w moim pokoju, to jasne, ale przechowywać jej tu się nie da. Na razie zdobi salon.

Jesienią dziecinki idą do szkoły, a starsze panie na zajęcia gdzie popadnie. Pilates, taniec Latino, uniwersytet trzeciego wieku, basen... albo rysowanie lub lepienie garnków z gliny. Legalnie zapisać się na Ursynowie na zajęcia plastyczne już nie można. Dziarskie panie w dżinsach, adidasach, okularach, apaszkach i z przeważnie sztucznymi zębami wymiotły już wszystkie wolne miejsca. Zatem uważam za fart, że prowadząca zajęcia plastyczne w Domu Sztuki usłyszawszy mój głos w telefonie zaprosiła mnie serdecznie na zajęcia poza listą. Ja się jej nie dziwię, zajęcia finansuje gmina i w czerwcu gmina chce zobaczyć wyniki. Teraz ludzie walą na darmowe zajęcia, ale już w listopadzie zostanie z tego tłumu garsteczka rokujących, reszta zaniknie. Prowadząca zajęcia ma pewność, bo mnie zna, że będę chodzić, będę malować i to się potem da bez wstydu gminie okazać.
Zatem na pierwsze, tzw organizacyjne zajęcia przywiozłam sobie papier, pastele, kawę w termosie, kubek i kilka zdjęć własnych fuksji. Pozostali rysowali ołówkiem gipsowy łeb, a ja w kąciku, pod świetlikiem rozstawiłam sobie sztalugę (na płozach!) i zaczęłam się z tymi fuksjami boksować. W dwie godziny fuksje nie powstały, jedynie jakiś wstęp nad którym trzeba jeszcze popracować, żeby bodaj wszystkie liście tej fuksji w jednolitej zieleni były, ale już wiem, co będę robić w czwartki od 11 do 13.

Dzisiejsze przedpołudnie spędziliśmy z Panem Mężem w piwnicy przestawiając tam umeblowanie i demontując półki wyprodukowane przez naszego poprzednika na włościach. Skubany półki z drutu przykręcił do ściany za pomocą dwudziestocentymetrowych śrub zrobionych z bardzo miękkiego metalu. Piłką poszło by szybciej niż kluczem. Ale półki znikły, szafy stoją, rowery nie zawadzają. I jeszcze kolejną partię cementowych piesków, plastikowych doniczek i wiaderek po farbie na śmietnik wyniosłam. Do wieczora dobra zostały rozdrapane i znikły.

I na końcu znalazłam mój wełniany, zielony kubrak, bo coś zimno się zrobiło.
Jesieni, możesz się rozgościć.


6 komentarzy:

  1. No i świetnie, masz co robić pływanko, malowanie to jest to ! nie samą powszednością człowiek żyje prawda ?
    Ja chodziłam przez kilka lat do pracowni rzeżby i ceramiki. Podobało mi się to, ale czasy sie zmieniły i w pracowni zaczeło się brzydko dziać.
    Obecnie inne sprawy bardzo mnie absorbują i jak znajdę chwilę, to cieszy mnie to.

    To czekamy teraz na piękne fukcje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo nie ma to jak poczuć własny ciężar wychodząc z basenu znam to uczucie - ech fizyka jest zadziwiającą nauką. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Całe życie ubolewałam, że nie umiem pływać, ale na ubolewaniu się skończyło- nigdy się nie nauczyłam.;((
    A sztalugi u mnie w domu stoją. Podtrzymują ramę do tkania gobelinków. BBM

    OdpowiedzUsuń
  4. A koło mnie nie ma takich zajęć :(. Zresztą jesień u mnie bardzo zajęta to i nie narzekam. Czasem trudno wyrwać się na pogaduszki.
    Za to już jak na grzyby trafię to uchodzę się po kilka godzin i spokój mi przywraca dom.

    Sztaluga u osoby, która wie po co ona - musowo musi być. Czekam też na piękne obrazy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Was lange währt, wird endlich gut ;)

    to na temat basenów.
    Fajnie masz, ja nastepny basen mam dwadziescia kilometrów i cos tam dalej, i nawet niewypasiony rura. Uroki prowincji ;) ale za rower sie wzielam, i nawet mam zakwasy. Oznacza to, ze leniwam :P

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.