piątek, 6 czerwca 2014

Wszystkiego można się nauczyć

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Można się nauczyć nawet rzeczy, do których nie ma się talentu i powołania.
Mowa o pracach rolnych w wymiarze balkonowym.
Od pięciu lat próbowałam uzyskać na tarasie kwitnącą kobeę i uzyskiwałam wprawdzie ścianę zieleni, ale aby dwa niemrawe, fioletowe dzwoneczki udało mi się zobaczyć. Z kobeą się nie rozumiemy. Klematis zeszłoroczny koncertowo zdechł;  widać nie podobało mu się zimowanie pod korą (a pisali na metce że lubi ziemię zasadową a nie kwaśną...).  Popatrzyłam na zgromadzone nasiona, znalazłam zachomikowany groszek pachnący i nasturcję, ponoć karłowatą. I postanowiłam zmienić profil upraw. Bardzo lubię i groszek i nasturcję, a bukieciki tych kwiatków są  naprawdę drogie. Dotychczas udawało mi się wyhodować groszek maksymalnie dziesięciocentymetrowy, a nasturcję zawsze pożerały mszyce. Rosła długa, chuda i nie kwitła. Poradziłam się wujka Google jak to zrobić żeby obie ulubione rośliny lepiej się udały i tym razem zamiast niechlujnie rzucić nasiona w ziemię zrobiłam to, co obie lubią: w donicę wrzuciłam przed sadzeniem podhodowanych w mini szklarence groszkowych niedorostków kilka garści dolomitu. Chcesz groszku zasady, będzie zasada!
Nasiona groszku wysiałam do napełnionych ziemią tutek po papierze toaletowym (czegóż to nie można znaleźć w koszu na śmiecie!), wsadziłam te naboje do szklarenki gdzieś w początku marca i dobrze podlewałam. Miesiąc temu groszkowe podrostki wysadziłam do dobrze nawiezionej przepiórczym nawozem ziemi. I do towarzystwa wysiałam nasturcję wierząc, że na tarasie przymrozki nie są groźne. Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby nasturcja kwitła w pierwszych dniach czerwca i żeby wiązała kwiaty całymi pęczkami. Jak widać groszek to cały groch, wysiałam mieszankę i ciekawe jaki kolor będą miały kwiatki.





Teraz pozostaje mi się nauczyć, co się robi z pelargoniami bluszczolistnymi, żeby dobrze kwitły. Malusieńkie sadzonki  (5 zł za sześć sztuk) wsadziłam do nawiezionej przepiórakiem donicy. Urosły w dwa tygodnie jak konie i straciły wszystkie pączki. Dziś przeniosłam je do innej ziemi i zaczynam eksperyment. To nie może być takie strasznie trudne, wszyscy Niemcy to umieją.
Już wiem, że surfinie i petunie trzyma się w osobnych donicach i z niczym nie łączy, bo nic w ich towarzystwie nie zakwitnie. Wiem, że trzeba je nawozić specjalnym nawozem i czyścić rośliny z przekwitłych kwiatów ( ale z szypułkami, a nie tylko z płatków) to będą kwitły zupełnie szaleńczo.
Do donicy po śp. klematisie sypnęłam dolomitu i wsadziłam nowe rośliny, rosną na razie jak trzeba, zobaczymy jak zakwitną, bo to były taniutkie sadzonki z Leclerca bez opisu na opakowaniu. Ku wielkiemu mojemu zdziwieniu dzwonki karpackie przeżyły w tym roku zimę w doniczkach i kwitną jak wściekłe. Niecierpki, koleusy i dalie też już dają czadu.
Idę sprawdzić jak popędzić do kwitnienia bugenwillę i passiflorę.

16 komentarzy:

  1. Pięknie CI się udały zarówno groszek jak i nasturcje. U mnie raz wysiane wprost do gleby , długo rosły z samosiejek. Jednakże nasturcja zaprzestała już, natomiast groszek rok w rok rośnie jak głupi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej glebie to sam z siebie aby mech rośnie. Groszek lubi zasadowo, mokro i najlepiej na g... nawozie. Na prawdziwym g...m nawozie. I taki dostał.

      Usuń
  2. Brawo! Jest się czym chwalić, przychówek imponujący. Trzymam kciuki za resztę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ładne kwiatki i muszę pochwalić też ten piękny sweter z poprzedniej notki.bombowy i ten kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę balkonu, ja niestety nie mam. Za to na parapetach mam mnóstwo ziół. I też różnie mi z nimi idzie, ale uczę się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Internet bardzo ułatwia naukę, cała wiedza ogrodnicza jest chyba dostępna. Ale przesiadłam się z Google na nieśledzącą mnie wyszukiwarkę i ta jest chyba głupsza.

      Usuń
  5. piękne, mi groszek wyżarły dzikie gołębie (własnoręcznie dokarmiane cholery zimą), a pelargonie pewnie były podlewane za dużo, one nie lubią mieć zbyt mokro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dam im przeschnąć do korzeni. Nie jest łatwo jak wciąż lało strumieniami.

      Usuń
  6. Zachorowałam na białe pelargonie.W styczniu kupiłam (nie zakupiłam) nasionka tychże.Póki co porosły duże liściory a pączków nie widać.Podobno pelargonie nie lubią zbyt żyznej ziemi.Co się tyczy bluszczolistnych to mam jedną malutką,kolor średni. Miała być biała.Natomiast przetrzymałam przez zimę zwisająca bordową o pełnych kwiatach.Innych wymienionych przez Panią kwiatów nie mogę sie dochować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Agata, też kiedyś poległam z kobeą, podobno muszą być dwie, żeby zakwitły, ale groszek i nasturcja udały Ci się !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobea była sadzona po dwie - trzy sadzonki w jednym gazonie - nic to nie dało. To prawda, że rośnie szybko i pięknie zazielenia ścianę, ale kwitnąć zaraza nie chciała mimo nawożenia obfitego.
      Wczoraj zebrałam pierwszy nasturcjowy bukiecik, a groszek już się wybarwia na fioletowo.

      Usuń
  8. Wykorzystam Twoje doświadczenie. Nasturcje są piękne i optymistyczne mimo mszycy a groszki kocham miłością nieodwzajemnioną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Groszek to zasadowa gleba i tzw. kurzak ( u mnie przepiórzak) a nasturcja do towarzystwa w tym samym pojemniku.

      Usuń
  9. Pieknie! I to wszystko w donicach? Moze i ja sprobuje...

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć Gackowa, dawno tu nie byłam - wyjeżdżałam, chorowałam itp., ale miło Cię znowu czytać. Kobeę wysiewam pod koniec lutego do doniczek, trzymam na ciepłym parapecie od południowej strony, przesadzam, jak na dworze już jest ciepło. Nie wiem, czy parami czy nie, zawsze sieję 2 torebki nasion. Jeśli chodzi o (zwłaszcza malusieńkie) sadzonki pelargonii, to wsadzamy do ziemi nieczym nie zasilanej, podlewamy porządnie, a pierwsze zasilanie przeprowadzamy nie wcześniej niż po dwóch tygodniach. Jeśli od razu są "przekarmione", to wysilają się jednocześnie, żeby rosnąć, kwitnąć, a to za dużo naraz. I to dotyczy wszystkich przsadzonych roślin - najpierw muszą pokonać problemy związane z adaptacją. Wzruszyłam się na widok Kretusi i Muszki. Super wet jest w Siedlcach - bardzo twórczy, cały czas dokształcający się i stający na uszach dla dobra zwierzaków, wiem, że to daleko. Ale gdybym wiedziała o nim wcześniej, to woziłabym tam moją ukochaną kotkę Mikusię, która na w marcu odeszła. Moja pani dr pierwszego kontaktu, która jest też kociarą, powiedziała mi o wetach homeopatycznych, jeden taki przyjmuje na pewno w lecznicy na Bielanach ma Podleśniej. Pozdr. Ali

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.