wtorek, 10 czerwca 2014

Zmienić?

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Szczepiłam i odrobaczałam moje pieski w lokalnej małej przychodni weterynaryjnej. Łatwo mi było do niej dotrzeć na piechotę. Tu wycięto Kretce tłuszczaki spod pachy, tu również karmiono ją przez niemal trzy lata Trocoxilem nie wnikając bliżej w naturę dręczących ją cierpień. Jak trzeba było to lekarki wzywały okulistę z podręcznym gabinetem oftalmologicznym, który leczył Kretkowe oczy. Muszka potrzebuje na razie jedynie szczepień.
Wczoraj poszłam tam pogadać o tym, że Kretka choruje nie na kręgosłup, a na artrozę nadgarstków. Że są sposoby na te nadgarstki lepsze niż Trocoxil. I chciałam spytać, czy pani doktor zna się na takim leczeniu.
W przychodni zastałam jasełka nie z tej ziemi: otóż przyniesiono do gabinetu suczkę yorkshire teriera, która się poprzedniego dnia oszczeniła oraz jej wszystkie cztery szczeniaczki - noworodki. Pani doktor oglądała maluszki na stole do badań, pomoc weterynaryjna tuliła malusieńkie pieski do obfitego biustu (którego przecież nie umyła przed tym tuleniem), potem pani doktor zawołała do gabinetu swoją mamę, tatę i córkę nieletnią, aby sobie te maluszki obejrzeli, bo to takie śliczne. Dziewczynka schwyciła jednego pieska i nie chciała odłożyć do kojca. Wszyscy robili zdjęcia. Bez przerwy i czym kto miał; na szczęście nie mieli flesza, bo by te pieski całkiem oślepili. Właścicielka suczki miała tysiące pytań o pielęgnację tych dzieci i karmienie suczki (czy ona może jeść jajeczko? Może, ale lepiej, żeby jadła to i to ile chce, odparła pani doktor wyciągając z szafki najdroższą karmę weterynaryjną dla karmiących suk). Suka dostawała palmy, chciała te dzieci schować pod sobą, żeby nawet jeden ogonek nie wyglądał, ale ludzie fotografowali i fotografowali. I wyciągali spod niej jej dzieci
Ani lekarz, ani hodowca suki nie zrobili nic, aby ograniczyć suce stres a niemowlaków nie narażać na zakażenie, wszyscy je macali, głaskali, głośno gadali.
Zabrałam się i wyszłam. W domu poprosiłam dobrą boginię, żeby zatroszczyła się o bakteriologiczne i wirusologiczne bezpieczeństwo psich noworodków, skoro ich właściciel ani lekarz nie wierzą w bakterie i wirusy obecne w przychodni. Oni mieli najwyraźniej ochotę jeszcze długo pleść androny, pani doktor miała nadzieję sprzedać dużo drogiej karmy, a dyskutowanie z lekarzem o jego błędach z powodu niewykonania podstawowego badania w obecności jego mamy, taty i małej córeczki nie ma sensu.
Teraz dumam, czy w ogóle tam wracać po coś więcej niż dokumentacja medyczna.
Gabinetów weterynaryjnych jest tu masa, widać że młodzi lekarze wet od alma mater jakoś się oddalać nie lubią, jest w czym wybierać. Tyle że ogranicza nas dystans, jaki Kretka może zrobić piechotą.

24 komentarze:

  1. Koszmar jakiś! Brak słów! :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Podniosło mi się ciśnienie po przeczytaniu tego wpisu grrrrrrrrrrrrrrrr . Nie będę pisała co myślę, o takim potraktowaniu szczennej suczki i jej potomstwa. Widać jedynie, że pies dla takich ludzi , nie jest istotą odczuwającą, a jedynie przedmiotem, zabawką itd. Chyba bym, do baby nie poszła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdumiewa mnie właścicielka suki; była tak dumna z samodzielnego porodu (a za poprzednim razem była cesarka) że bezmyślnie przyniosła te noworodki do gabinetu. Jakby telefonu jeszcze nie wynaleziono.

      Usuń
  3. ręce i nogi opadają :(
    bym zwróciła uwagę natychmiast a niech się durne babsko nabzdycza razem z durno rodzino, może by im żyłka pierdząca pękła :/
    oczywiście zabieraj dokumentacje nie omieszkając wytknąć braku profesjonalizmu.
    nie ma tam u Was gdzieś rankingu wetów ? natychmiast bym napisała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych rodziców mi szkoda, widać że cała rodzina się na przychodnię składała.

      Usuń
  4. Napisałam z rana komentarz, ale chyba nie dotarł. Napiszę jeszcze raz, za nic nie poszłabym już do tej baby. Bo to baba bez serca i pozbawiona empatii. Dla niej zwierzę, to przedmiot, niczym drewniana zabawka, bez czucia i "coś" na czym, zarabia się pieniądze ....... uciekać od niej jak najdalej. Właścicielka owej nieszczęsnej suni, również nie wykazała się uczuciem do własnego psa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Masakra, ciekawe czy swojego noworodka pani doktor też tak traktowała .. zabieraj papiery i zmień lekarza, weterynarz bez szacunku dla nowego życia to jakaś psychoza :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ładna z niej dziewczynka, ale jeszcze niemądra.

      Usuń
  6. jak Ci coś stamtąd potrzeba, bo tak to omijałabym szerokim łukiem :(
    szkoda psin i większych i malutkich...

    OdpowiedzUsuń
  7. Z pewnością uda Ci się znaleźć lepszą przychodnię dla psiarni. Ja mam wiele szczęścia - od lat jeżdżę z moimi zwierzami do tej samej przychodni, prowadzonej przez małżeństwo. Działają z sensem, nie zdzierają kasy, jak trzeba przyjadą z wizytą domową, a do tego są bardzo sympatyczni. Moment sprawdzenia tych opinii, to był czas kiedy odchodziła moja Bona. I to właśnie oni wiedzieli co robić - koili ból i nie mnożyli niepotrzebnych procedur, które i tak tylko by zmęczyły umierającego psa. Dziś tam byłam (zaszczepić towarzystwo kocio-psie na wściekliznę i odkleszczyć) , mogłabym Ci polecić ale do Gdyni masz jednak za daleko :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie: rozsądek i stosowanie procedur jak są potrzebne do leczenia. Bo czasem nie bardzo jest co leczyć. Pestulce - poprzedniej terierce - gdy miała już 15 lat i schyłkową niewydolność wątroby jeszcze chcieli tomografię robić. Aż spytałam, czy wątrobę jej przeszczepią. Ponoć jest tu już klinika przeszczepiająca serca psom. Dawcy naturalnie ze schronu. Strach się bać.

      Usuń
    2. Naprawdę coś takiego działa?! Wierzyć się nie chce!

      Usuń
    3. Wyjaśniam: Pestka nie była leczona w tej mojej okolicznej klinice, to inny geniusz chciał ją dokładniej diagnozować. Moje znajome lekarki też niczego nie przeszczepiają. Ale ponoć taka wypasiona klinika dla psów już tu gdzieś działa. Choć może to plotki.

      Usuń
  8. szkoda suni i jej stresa i maluchów...empatii do zwierzaków brak i ze strony weta i właścicieli,ale co się dziwić jak ludzie siebie nie szanują to co dopiero zwierzaków

    OdpowiedzUsuń
  9. Ręce opadają. Bierz dokumentację i uciekaj z tamtego cyrku.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój znajomy "odbierał poród" swojej psicy w sensie doslownym. Brał do ręki co tylko urodzone psiaki. No i suczka je odrzuciła, psiaki zdechły. Nie wolno tak robić! Jednodniowych tez nie! Uciekaj od takich "specjalistów".
    Dodam, że mój znajomy i jego psica bardzo się lubili. Natury nie oszukasz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapomniałam sie podpisac i poszlo jako anonimowy, ale to byłam ja - Susan ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Weta bym zmienila. a moze jakis wozek i nie nasmiewam sie. Idac do szkoly przez park obserwowalam nie raz starsza pania z yorkami wozonymi na dzieciececej spacerowce, jeden z nich wygladal na dosc leciwego. A starszy pan wozi swojego leciwego labradora czyms w rodzaju rikszy. Tutaj maja takie male, doczepiane do roweru, do wozenia dzieciakow i ten pan wlasnie w tym go wozi. Jestes pomyslowa kobieta, szylas takie fajne kubraki dla psow i teraz te ochraniacze na nadgarstki dla kretki i napewno cos wymyslisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nawet taką rikszę do roweru. Tyle, że po trzech latach kółka jej zupełnie zardzewiały i trudno ją gdzieś sensownie przechowywać. To się chyba jogger nazywa. Dość to ciężkie do ciągnięcia za rowerem, muszę poszukać wózka typu riksza ale do pchania. na zakupy tez by się przydał.

      Usuń
  13. Pewnie sama już wiesz że trzeba zmienić weta,więc nie będę powtarzać.
    Jeżeli chcesz to mogę się podzielić swoimi adresami.
    Pozdrawiam
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że wiem. Mam już poleconego tu w okolicy przez sąsiada - sąsiad jest psiarzem wielopieskowym, jego zwierzaki są zadbane i leczone ze wszystkich dolegliwości. No a poza tym jest tu również klinika SGGW z wszelkimi specjalistami, rentgenami, USG, echami serca itd.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.